Wszyscy jesteśmy celebrytami

Jolka, nasza podwórkowa celebrytka zapytana czy ma majtki, odpowiedziała, że owszem ma. Ale nie nosi……

MODELKA PARIS HILTON

Paris Hilton, źródło: East News

Kiedy byłam mała, ojciec mówił mi, że ludzie dzielą się na dwie nierówne grupy. Jedna z nich to nieliczna grupa ludzi znanych, występujących na scenie życia, oglądanych, śledzonych, naśladowanych. Do tej grupy należą artyści, ludzie nietuzinkowi, utalentowani, wielcy. Druga grupa to cała reszta maluczkich, grzecznie siedzących na widowni i po cichu w duchu marzących, by może przez ciężki upór, nieodkryty dotąd talent i ciężką nad nim pracę – wejść kiedyś do świata pierwszej grupy.

I tak na czterdzieści milionów Polaków, w pierwszej grupie mieliśmy dajmy na to, setkę celebrytów i trzydzieści dziewięć milionów dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięciuset ludzi nikomu nieznanych.

Owszem, świat przepołowiony na scenę i widownię miał miejsce w życiu małych środowisk. W każdym z nich bowiem znalazła się osoba, która swoim zachowaniem, ubiorem, urodą, wybijała się ponad przeciętną. Ją więc się obserwowało, o niej się mówiło, jej zbyt krótką spódniczkę w żółto barwne słońca się obgadywało. I taka lokalna gwiazda musiała wystarczyć, gdy odcięto prąd, telewizję, gdy w prasie czarno białej nie było już nic poza starszym panem w ciemnych okularach.

U nas celebrytką była Jolka. Jolka podobno kiedyś zapytana o to, czy ma majtki, odpowiedziała, że owszem ma. Ale nie nosi. Od tamtej pory nie schodziła z pierwszych stron plotkarskiego forum na osiedlowym podwórku, co – jak się zdawało – Jolce wielce odpowiadało.  Ale Jolka była jedna. Jedna odważna i nietuzinkowa. Szokująca. Niepowtarzalna. I faktycznie, miała fajny tyłek.

Jakże się wszystko zmieniło! Ledwie minęło kilka lat, ledwie się nieco realia zacyfrowały, ledwie się nieco technologia posunęła, a tu proszę! Nikt nie nosi majtek!*

I oczywiście, wokół same sławy. Gdzie nie spojrzysz, gwiazda. Gdzie nie ruszysz, talent. Co tam talent! Geniusz! I wszyscy są na pierwszej stronie… swojej tablicy Facebooka.

Zdjęcia milionów celebrytów przewijają się codziennie przez niestrudzony Internet. Popularność i sława nie jest już efektem ciężkiej pracy i talentu. Popularność i sławę sami sobie stwarzamy. Nadmuchujemy tę bańkę mydlaną, zwaną profilem na Facebooku. I świetnie nam z tym. Wszyscy jesteśmy celebrytami. A celebryci nie czekają na swoich paparazzi. Oni ich wyręczają. Zdjęcie z dzieckiem? Bardzo proszę. Zdjęcie z kotem? Koniecznie. Zdjęcie w domu, w ogrodzie, w łazience, w łóżku, w wannie? Czemu nie? Wszak świat koniecznie chce nas zobaczyć. Każdy szaleje z ciekawości co tam u każdego. Stąd systematyczne doniesienia na Facebooku:

– Jem śniadanie. Dwa jajka na miękko z bułką paryską, kupioną w piekarni Rogalik, róg Puławskiej i Hożej, bo tam właśnie mieszkam.

– Myję furę. Najnowsze Audi.

– Dzieci mam dwoje, chłopiec i dziewczynka, a dziewczynka śliczności (zdjęcie). Codziennie ze szkoły, tak około siedemnastej, wraca sama przez las.

– Kupiliśmy psa! Sąsiadka ma hodowlę owczarków, ale chyba na lewo, bo bardzo tanio sprzedała.

– Zgubiłem parasol. W Wenecji, bo tam właśnie co rok jeździmy z całą rodzinką, druga połowa lipca, dom zostawiamy samopas i nie ma komu kwiatków podlewać.

Bardzo to wszystko ważne. A najważniejsze jest poczucie sławy, ta rozpierająca myśl, że wszyscy inni, a jest ich przecież niemało, jest ich co najmniej z pół tysiąca, a może i tysiąc, a może i znacznie więcej, bo dodajmy jeszcze ich znajomych (każdemu się przecież to może wyświetlić), więc wszyscy oni śledzą z wypiekami na twarzy nasze codzienne losy, losy naszych śniadań, losy naszego auta, psa i parasola.

Albo raczej to, co kupujemy i jakie nam można podsyłać reklamy. Albo też, gdzie mieszkamy, czym jeździmy, jak łatwo uprowadzić nam dziecko. Czy warto ograbić nasz dom. Przy okazji sprzedajemy ciekawe informacje na temat naszych sąsiadów.

Za czasów okupacji, ani to za Niemca, ani za Ruska, podpalaniem żywcem, najzmyślniejszymi torturami nikt, absolutnie nikt nie zdołał wyciągnąć tylu informacji, co nasz dobry kumpel Zuckerberg. Zupełnie świadomie i z wielką ochotą prężymy się przed kamerą Wielkiego Brata, nie myśląc o konsekwencjach odzierania się z prywatności.  Prywatność stała się dziś walutą wymienialną na najwyżej notowaną na giełdzie światowej wartość.

Wartość „lajka”.

————————————————————————————-

* a nie wszyscy mają fajny tyłek, patrz zdjęcie powyżej.

————————————————————————————–

Be_famous

Tekst opublikowany w najnowszym Be Magazine, Be Famous, maj 2013.

3 comments

  1. Niestatystyczna

    No tak, ciężkie jest życie gwiazdy. Już nie tyle, co napisze się coś na Facebooku, ale powie publicznie i przekręconą wiadomość przekazuje sobie całe miasto. Ostatnio stwierdziłam, że dawno się nie przebierałam (powiedziałam to w sytuacji, kiedy przebieraliśmy się na wf), a później padłam ofiarą plotek, jakobym nie zmieniała ubrań w ogóle.
    A facebookowa sława to już co innego. Ile razy dziennie czytam, że ktoś kupił nowy szampon, czy że uciekł komuś autobus. Tylko dla kogo później ta „sława” jest bardziej irytująca, niekorzystna? Dla mnie, jako „widowni”, czy dla samego celebryty?

    Pozdrawiam, i zapraszam do siebie 🙂
    http://niestatystyczna.wordpress.com/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s