Być kobietą. Bogatą

Jak na kobietę bogatą przystało, obudziłam się dziś z poczuciem umiarkowanego szczęścia i spojrzałam na świat z góry

sylwia_kubrynska_

Wpis ten jest o czymś tak niepojętym, że zachodzę w głowę, kto go właściwie napisał. Trudno bowiem uwierzyć, że ja jestem w stanie pisać o czymś tak egzotycznym. Tak niespotykanym. Tak odległym, że w tym porównaniu Kepler-22b zdaje się plątać pod nogami. Szanowni Państwo, ten wpis jest o pieniądzach. Wiem, szok.

Szok, nie szok, czuję się zobowiązana publikować. Skoro tyle razy wspominałam, że mi się nie przelewa, że kupuję w Biedronce, że świeczkami z Lidla dom oświetlam, że mi prąd, telefon, gaz odcięli – muszę wyznać prawdę. Tak, drodzy moi. To wszystko przeszłość. To wszystko już za mną.

Jestem bogata.

Tu pragnę podkreślić, że mamy ogólnie kryzys, mamy czarcią zapadkę, epidemię zwolnień grupowych, pikowanie wykresów, bessę, płacz i zgrzytanie zębów. I trzeba też wiedzieć, że bycie bogatą w takich warunkach, to dopiero jest frajda. Ale po kolei.

Ewka zaprosiła mnie na mrożonego Smirnoffa. Mrożonego Smirnoffa z zasady się nie odmawia, na temat mrożonego Smirnoffa w ogóle się nie polemizuje. Inna rzecz, mrożony Smirnoff po ulicy nie chodzi. Cóż się zatem dziwić, skorzystałam z zaproszenia. Będąc już u Ewki, siedząc przy owym mrożonym Smirnoffie, gryząc ogórka kiszonego, nagle ujrzałam leżącą na parapecie grę planszową o znamiennej nazwie MONOPOLY.

Nie żebym jakoś specjalnie marzyła o spędzeniu wieczoru na transakcjach nieruchomościami, dotknęłam jedynie pudełka, bo lubię dotykać takich rzeczy jak pudełka, zwłaszcza pudełka nowe. Lubię je także wąchać, zapachem przypominają bowiem książki, więc dotknęłam, powąchałam i w tej samej sekundzie usłyszałam:

– Dawaj, gramy!

To zagraliśmy. A było nas pięcioro. Dwóch facetów (zarządzanie, architektura), Ewka (księgowość), ja (wiadomo, a raczej: nie wiadomo co) i Smirnoff. Smirnoff sprawę, że się tak brzydko wyrażę, olał. A raczej oblał.

Nie wierzyłam w sukces. Wręcz odwrotnie – z początku widziałam siebie na tarczy, kolebiącą się w hańbie ekonomicznej porażki z przyklejoną od zawsze łatką: looser. Grać zatem wcale nie chciałam. Nie rwałam się. Powiem więcej, ja się wręcz ociągałam!

Bogactwo jest jednak jak przeznaczenie, jak ślepy los, jak grom z jasnego nieba. Przed bogactwem nie uciekniesz. Nie miałam więc wyjścia. Puściłam współgraczy z torbami w mrok hipoteki, zgarnęłam wszystkie ich dobra, a  horrendalnym czynszem wycisnęłam ostatnie soki z ich niknących kont.

Jak na kobietę niewyobrażalnie bogatą przystało, wstałam nazajutrz z poczuciem umiarkowanego szczęścia i spojrzałam na świat z góry. Ani w lodówce, ani w szafie nie dostrzegłam nic dość wykwintnego, postanowiłam więc udać się do sklepu. Po przerzuceniu kilku reklamowych gazetek, wybrałam oczywiście najdroższe centrum handlowe w okolicy.

Najpierw wstąpiłam do sklepu z bielizną. Obejrzałam cudowne dessous w cenie 1299, 99 złotych. Cena wydała mi się doskonale adekwatna do jakości artykułu, więc oglądałam naprawdę z satysfakcją. Potem poszłam do salonu z kosmetykami, gdzie obejrzałam różne cuda, między innymi Trójfazowy Rekonstruktor Gładkiej Skóry i Inicjator Modelowania Sylwetki oraz Plastyczną Maskę oryginalnej francuskiej firmy, wszystko w zestawie za jedyne 1499, 99. Warte obejrzenia były także perfumy w cenie 789,99 złotych, tym bardziej że do flakonika producent dorzucił breloczek. Wszystko to skrupulatnie oglądałam. Pytania ekspedientek poruszonych moją skupioną acz dumną fizys, gasiłam dystyngowanym:

– Dziękuję.

Wychodząc ze świata piękna, poczułam się doskonale zadbana i udałam się po wiktuały. Bym, oprócz tego że bogatą, okazała się również modną – bardzo dokładnie obejrzałam półkę z produktami do sushi. Zajrzałam też na dział „Eko”, gdzie prześledziłam ofertę najdroższych pod słońcem piekarni, masarni, farm i pasiek. Spojrzałam ciekawie na szynkę parmeńską, długo obserwowałam francuskie pasztety. Sporą chwilę zajęło mi też oglądanie solankowego sera z suszonymi pomidorami za 69, 99 złotych kilogram. Ba!, dziabnęłam nawet odrobinę z tacki rozpromienionej hostessy.

Wyjeżdżając z centrum handlowego czułam się bardzo spokojna i usatysfakcjonowana. Ten rodzaj spokoju i satysfakcji mają tylko ludzie niezwykle bogaci, tacy właśnie bogaci jak ja – bogactwem, który jest stanem nie tyle fizycznym, co stanem świadomości.

Po drodze do domu miałam bardzo krótki epizod w pewnym żółtym markecie o jakiejś dziwnej entomologicznej nazwie, nie pamiętam jakiej. Ten epizod był tak krótki, że na śmierć go zapomniałam, ale przecież jestem tak strasznie bogata, że nie poświęcam uwagi błahostkom.

11 comments

  1. aneta

    haha, rewelacja! ten tekst do porannej herbaty to był strzał w 10 😀
    ps. nie tak dawno „puściłam z torbami” kilku facetów grając z nimi w pokera 😀 głupawe uśmieszki z początku gry znikały im z twarzy ekspresowo! SATYSFAKCJA! to jest to 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s