Cointreau wersja

Nie mogę w kółko umierać

Pływam w wannie i słyszę, jak obcy ludzie chodzą po mieszkaniu, widzę jak chwytają za noże, jak szarpią za klamkę łazienki, jak chcą mnie zabić 

05Patrzcie, patrzcie jak fajnie jest być blogerką. Siedzę w robocie, a tu przychodzi paczka. Paczkę otwieram, tam Luksemburg chata szkło.

Cointreau.

Plus dwie limonki. I życzenia noworoczne, całkiem do rzeczy. No to, myślę, koniec moich problemów. Już nie będę musiała kupować alkoholu w Biedronce. Już nie muszę kombinować na Jim Beana. Czasy Leżajska się skończyły. Nie interesuje mnie Calsberg w promocji. Mam to za sobą. Teraz zamierzam spijać śmietankę z literackiego piwa, które nawarzyłam. Tak, kochani. Rozpoczęły się złote czasy rozpieszczania blogerów.

Jadę do Siostry Młodszej. Nie z pustymi rękami, o nie. Nie z czteropakiem z Lidla. Jadę, kochana, z luksusowym trunkiem 40 procent. Mów co chcesz. Jesteśmy kobietami z klasą. Nie pijemy byle czego. Mamy drinki z parasolkami z bibuły. Skalny lód w oszronionym szkle. I Cointreau.

Po małym drineczku, dla fasonu, przy malowaniu paznokci i siostrzanej paplaninie sobie lejemy i raczymy się elegancko, wymieniając smakowe wrażenia i planując wieczorną eskapadę. Godzinę później podłoga do tej pory nieruchoma, dziwnie się pod stopami obsuwa, faluje, od podłoża się odrywa, wędruje za okno, robi pętle, wraca i rzuca mną o kanapę.

– Nigdzie nie idę.

Siostra Młodsza ma podobną fazę, jednak nieco bardziej energetyczną, ciągnie mnie bowiem za nogę i woła, że nie godzi się spać o szesnastej, w dodatku po jednym drinku. Inna rzecz, że musimy iść na imprezę, ludzie czekają. I siłą mnie spod kołdry wyciąga. A jest silniejsza. Trafiamy więc (cudem) na melanż, ale bardzo przepraszam, nic nie pamiętam.

Następny kadr. Jestem w taksówce. Jezu, co ja robię w taksówce?! Wszyscy powszechnie wiemy, że taksówkarz jest mordercą. Boję się taksówkarzy! Kiedyś miałam stalkera taksówkarza, chciał mi odrąbać palec u nogi! Czemu Siostra Młodsza wsadziła mnie do samochodu z mordercą?! Za co?

Sparaliżowana strachem, próbuję wygrzebać telefon z kieszeni, by dzwonić do Siostry po wyjaśnienia, by dzwonić właściwie z alarmem, z ewentualnym pożegnaniem, no, sama nie wiem. Sił jednak na wygrzebanie telefonu z kieszeni nie mam, kapituluję więc i czekam na śmierć. I tylko chwilami mam jeszcze jakieś przebłyski nadziei, wtedy z jakąś beznadziejną rezygnacją, zdrętwiałymi od strachu ustami, szepczę:

– Błagam, niech mnie pan nie zabija.

Facet zerka przez ramię, zagadkowo milczy i sprawa jest wciąż niejasna. Nie wiem, jak to się skończy, nie wiem, co na to najbliżsi, nie wiem, jaki sposób morderstwa taksówkarz raczy wybrać, nie wiem wreszcie, jak strasznie będzie to bolesna śmierć.

W końcu taksówka zatrzymuje się pod domem, kierowca żąda jakiejś kwoty, z wielką wdzięcznością mu płacę i wytaczam się z auta. Wciąż nie wierząc własnemu szczęściu pełznę do domu, chwilę później pływam w wannie i z łazienki słyszę, jak obcy ludzie chodzą po mieszkaniu, widzę jak chwytają za noże, jak szarpią za klamkę łazienki, jak chcą mnie zabić. Dość! To koniec! Nie mogę w kółko umierać! Zbieram więc resztki odwagi, wychodzę z tej wanny i postanawiam rozprawić się z przeszłością. Muszę zadzwonić do Siostry Młodszej, powiedzieć jej, że ocalałam. Muszę podzielić się z nią radością, bo przeżyłam ten wieczór, przeżyłam dzień, w którym wypiłam jednego drinka z Cointreau.

Radość mi sił dodaje, więc tym razem udaje mi się wygrzebać komórkę z płaszcza i już, już dzwonię do Siostry Młodszej, gdy nagle miga mi koperta, wiadomość, SMS od kolegi:

„Endży, jutro, dżłendży, 12, Zapitki, dżłendży, Zakąski?”

Jezu, co to znaczy? Jezu, o co chodzi? Dlaczego? Jakie zakąski? Jakie zapitki? Nic nie mam! Nie wiem! Ratunku! Patrzę na wyświetlacz, czytam w tę i z powrotem, pomału układa mi się sens SMS-a, znikają chińskie znaki, znikają „endży dżłendży”, zostaje sens, a sensem jest pytanie, czy ja jutro o 12-ej mam czas, żeby się spotkać pod knajpą o wiadomej nazwie.

Rozumiem! Co za radość! Ale, dobra, muszę coś odpowiedzieć. Co mam odpowiedzieć? Znów problem. Nie mam pojęcia, jakie słowo tu pasuje? Jakie słowo oznacza, że mam czas jutro o dwunastej? Mózg mi się gotuje, warczy, wreszcie po długim kwadransie generuje pełne znoju, choć kategoryczne:

– TAK.

Wysyłam SMS. Ale zaraz panika. Czy napisałam poprawnie? Czy nie zrobiłam błędu? Sprawdzam, literuję. I logika przychodzi na ratunek, wszak wysyłam SMS-y używając słownika T9, nie ma głupich. Nie mogłam zrobić błędu, słownik mnie poprawiał. Dobrze jest, idę spać.

Pół godziny później budzi mnie komórka, Siostra Młodsza. Pyta mnie, czy żyję? Stekiem przekleństw odpowiadam, niech da spokój, wszak napisałam SMS-a, że TAK!

Mam dwa pytania:

  1. Co było w tej butelce?
  2. Czy będę dostawać takie trunki, gdy Najlepszy Blog na Świecie wygra Blog Roku 2012? Odpowiedź jest po Waszej stronie, drodzy Państwo. Żeby zagłosować, trzeba wysłać SMS o treści:

E00538

na numer:

7122.

I mam prośbę. Nie róbcie tego po Cointreau.

4 comments

  1. bratzacieszyciela

    A ten numer to na pewno taki? Nie endży dżłendży? Bo ja wysle, a potem wyjdzie, ze Piecykowi dodalem i co?

  2. wrzuć zdjęcie

    Pięknie wszystko opisałeś, ale nie rozmyślasz, że troszeczkę za bardzo ogólnikowo? Potrafiłeś więcej skupić się na tym temacie. Wydaje mi się, że szedłeś bardziej na dawka aniżeli cecha.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s