Miłość, śmierć i noc sylwestrowa

Przed północą

Zabić. Nic prostszego? Spróbujcie wziąć nóż i machnąć nim w czyjeś plecy. Sami widzicie, nie godzi się

1280934923_by_pawelolesno_6001

fot. demotywatory.pl

Dzisiejszy tekst będzie o miłości. O miłości do bliźniego, którego tak strasznie kochamy, że nie pozostaje nam nic innego, jak…

Ale po kolei.

Od pewnego czasu budzę się ze smakiem krwi w ustach. Staję przed lustrem, przyglądam się zaspanej twarzy, badam usta, zęby, dziąsła, wysuwam język… i nic. Ale czuję, czuję wyraźnie, jakbym przed chwilą rozszarpała jakieś ciało, jakbym dopiero co przegryzła czyjąś szyję.

I narasta we mnie coraz wyraźniejsze przeświadczenie, że nie mam wyjścia. Muszę zabić. Muszę dokonać aktu mordu, bo jeśli tego nie zrobię, nigdy nie przestanie dzwonić mój telefon, nigdy nie ustaną SMS-y, nie skończą się maile, nie zniknie z mojej drogi ta osoba, którą właśnie postanowiłam zabić. Nigdy nie przestanę jej przypadkowo spotykać! A nawet, jeśli przestanę spotykać przypadkowo, nigdy nie przestanę się z nią umawiać, by ją spotykać nieprzypadkowo!

Powody? Jest ich aż nadto. I bynajmniej nie chodzi o nienawiść. Morderstwo z nienawiści to profanacja. Istne foux pas. Nieporozumienie trącące banałem. Nie interesuje mnie ta sprawa. Nikt nie jest w stanie wywołać we mnie tak płaskich uczuć, jak nienawiść. Gardzę nienawiścią. Nienawiści nienawidzę.

Wybieram miłość. I z powodu tej miłości muszę zabić. Innego rozwiązania nie widzę. Nie wiem, jaki inny zgrabny sposób uwolni mnie od uczucia nigdy nie nasyconej tęsknoty. Jak poradzić sobie z intensywnością kontaktów i ciągłą pokusą następnych? Jak uwolnić się z więzów nieustającej korespondencji? Jak nie spotykać przypadkiem, jak nie nachodzić, nie śledzić? Czym, jakim narzędziem przeciąć niewidzialną smycz, krępujące moją wolność pęta?

Otóż narzędziem zbrodni.

Mówicie, nic prostszego? Dobre sobie. Spróbujcie zatem, ot tak, kogoś zabić. Spróbujcie wziąć nóż i machnąć nim w czyjeś plecy. Sami widzicie, że to nie fair. Nie godzi się.

Poza tym, ja w ogóle brzydzę się przemocą. Swojego czasu nosiłam się z zamiarem zabicia kota i, jak powszechnie wiadomo, sierściuch ma się dobrze. Podczas gdy ja odchodzę od zmysłów. A przecież ja go nawet nie lubię! Nie tęsknię do niego! Wolałabym, żeby go nie było. Żeby nie właził mi na blat kuchenny. Żeby nie spał w moim łóżku. Żeby nie pętał się pod moimi nogami w poszukiwaniu puszki z żarciem, gdy ja się spieszę do pracy. W ogóle chciałabym, żeby znikł. Ale jednak on żyje. Bo nie umiem go zabić. Jak zatem mam zadać śmiertelny cios osobie, którą kocham?! Która w dodatku niczego się nie spodziewa? Która ma jakieś plany? Która być może ufa, że nic takiego się nie wydarzy? Która być może przypuszcza, że nic takiego mi nie przyszło mi do głowy? Która w swej czystej naiwności wierzy w moją łagodność?

I tu się należy rozmówić. Przedyskutować sprawę. Ostrzec. Wspólnie ustalić sposób morderstwa, termin i pochówek. Ostatnią wolę. Mowę pogrzebową. Rodzaj trumny. No, jest tego trochę. Przecież nie zabiję i nie porzucę ciała byle gdzie. W końcu kocham!

Tak więc postanawiam, że sprawę omówię przy najbliższej okazji, a najbliższa okazja nadarza się w sylwestrowy wieczór. Siedzimy razem, robimy zero pół, zagryzamy ogórkami kiszonymi, zbliża się północ. Godzina dwunasta w nocy (a tym bardziej dwunasta w nocy u schyłku roku!) od wieków niesie za sobą jakąś ostateczność, grozę, nieodwołalność. Wszystkie horrory świata wyświechtały tę porę do cna, a dziś stała się symbolem nadprzyrodzonej zbrodni. Moja miłość jest nadprzyrodzona, za moment popełnię zbrodnię, więc wszystko się świetnie składa. Patrząc marmurowo w oczy ofiary, tak oto informuję:

–  Muszę cię zabić.

Atmosfera zaskakująca, ofiara bowiem się śmieje. Ruszam więc do ataku, wbijając gwoździe argumentów w swój wyrok:

– Jestem samotnikiem, jestem jak wąż!

– Dlatego obdzwaniasz pół świata, gdy jesteś sama?

– Nie mam chwili spokoju, w kółko rozmawiamy przez telefon…

– Bo w kółko do mnie dzwonisz.

– Przez ostatni miesiąc dostałam od ciebie ponad tysiąc SMS-ów.

– To były odpowiedzi.

– Ciągle się spotykamy.

– Bo za mną łazisz.

– Dobra, powiedz, kiedy mogę cię zabić?

– Chwilowo nie mam czasu, cały tydzień zajęty, codziennie spotkania z pewną psychopatyczną wariatką…

– A więc odpocznijmy od siebie!

– Ok., nie ma sprawy. Sama tego chciałaś. Zobaczymy się w przyszłym roku.

7 comments

  1. Piotr Cackowski

    „Gardzę nienawiścią. Nienawiści nienawidzę”. Bardziej optymistycznego początku Nowego Roku nie mogłem sobie wymarzyć.
    P.S. Czy ja jestem „samotnym białym żaglem”?

  2. el

    no właśnie! trzeba być wyjatkowo naiwnym zeby wierzyć w pani łagodność 😉 dobrze się panią czyta.

  3. Bud Tran

    W szóstej klasie zaczęłam się ciąć, głowa mnie bez przerwy bolała i byłam zmęczona (tak do dziś) i dostałam leki. Leki nic nie dały, tylko przytyłam, więc musiałam znowu pójść do szpitala i wyszłam niby zdrowa, ale później było znowu źle – zaczęłam się ciąć (napisałam na początku już o tym czemu) i teraz idę do gimnazjum. Idę do tej szkoły gdzie nie ma moich przyjaciół i mnie wyzywali. Strasznie się boję. I przez to planuję do końca wakacji się zabić. Chciałabym iść do szkoły z internatem, ale mama twierdzi, że mam za słabe oceny i mnie nigdzie nie przyjmą. Jutro idę do psychiatry pogadać. Pomocy! Co robić?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s