21.09.2012 Miasto Miłości

Zakochałam się w diabłach, w aniołach, w Jezusie nawet trochę, a przede wszystkim w tej Rudej spod deski. I jakby było mało, dalej się zakochiwałam, na łeb na szyję leciał przebrany za Neptuna Amor i przebijał trójzębem kolejne moje serca…

fot. Tania Pacha. Nieszczęśliwie zakochana w tym samym mieście

Nie wiem, czy ja z tym Memlingiem przypadkiem nie ściemniam? Może go zobaczyłam później, niż w wieku dziewięciu lat? W końcu nie byłby to czas odpowiedni. To byłoby jednak za wcześnie. Bo gdy go zobaczyłam, poraził mnie piorun wszetecznej, pierwszej i w swoim pierwszeństwie absolutnie niedorzecznej, miłości. Piekielnym zrządzeniem sił zmagających się na obrazie, doznałam występnej, acz wielce kuszącej urody poliamoryzmu.  Zakochałam się bowiem w diabłach, w aniołach, w potępieńcach, w Jezusie nawet trochę, a przede wszystkim w tej Rudej spod deski. I jakby było tego mało, dalej się zakochiwałam, na łeb na szyję leciał przebrany za Neptuna Amor i przebijał trójzębem kolejne moje serca, skazując jednocześnie na potępienie miłosne. I tak pokochałam ramę, a właściwie trzy ramy obrazu, z rozpędu pokochałam Pietę z kapliczki po prawej, zakochałam się też w surowej posadzce, w niebotycznych sklepieniach, przepadłam wśród posępnych ław i zapachu kamienia, totalnie oszalałam na punkcie ciemnej cegły i strzelistych wież, a główna, ta monumentalna, na która się wspięłam, wręcz zawróciła mi w głowie.

Wreszcie to, co ujrzałam z góry, odarło mnie z ciała. I stanęłam nagą duszą wobec tego miasta, które ktoś przez wieki budował, które ktoś w jednej chwili burzył, które ktoś historią wypełniał, które ktoś na mapach rysował, w którego uliczki brukowane ktoś strumień życia wlał. A wszytko po to, bym się tego dnia, gdy skończyłam dawno lat dziewięć – na śmierć, a przede wszystkim życie – zakochała.

Mnie też ktoś kiedyś pokochał. I wyznał mi to na Pańskiej, poprzecznej od Szerokiej, tuż obok bazaru z rybami. Jestem pewna, że chciał się za straganem ukryć przed tym zazdrośnikiem Memlingiem i grozą kościoła na Piwnej, bo faktycznie nie było nas widać z wieży. I ja się dalej ukrywam, między miłością wiekuistą a człowieczymi wyznaniami w bramach, od Zielonej po Złotą – rozdarta.

Mówią, że gdy od morza wieje, w Gdańsku jest cisza.

7 comments

  1. Anonim

    Ja też się tak zakochałam, najpierw w Subirachsie a potem w całej Barcelonie. W wieku trójkrotnej dziewiątki.

  2. pc

    Nie mogę tego objąć! Memling, Bazylika Mariacka, miłość wiekuista i człowiecze wyznania w bramach (a propos, doradzam wyjść z ukrycia). W dodatku ten tryptyk na desce to Sąd Ostateczny w nocnej scenerii. No, ale jeżeli komuś tam spieszno, to proponuję skupić się na lewym skrzydle tryptyku. Pojawi się nadzieja na wstąpienie do Królestwa Niebieskiego wśród dusz sprawiedliwych.

  3. bratzacieszyciela

    Lysiak, cokolwiek teraz pisze, kiedys ladnie napisal o kosciolach – ze tylko przybrudzone patyna wiekow maja swoj klimat, odnowione – natychmiast go traca. Nie sposob sie akurat z ta opinia nie zgodzic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s