19.09.2012 Diabeł w pudełku

Gdyby człowiek był pewny, że książka jest dobra, zapłaciłby każde pieniądze. Ale nikt tych pieniędzy nie chce

Fot. Maciej Zienkiewicz/Agencja Gazeta

Codziennie budzę się z przerażająca myślą, że to już koniec, że nic nie napiszę. Nie zdołam wymyślić żadnego tekstu, nie stworzę choćby pół zdania. Widzę siebie jako kolebiącą się na wietrze czasu roślinę, zduszoną niemotą, wysuszoną milczeniem. Łapię wtedy za jakąś książkę, by się nasycić jej światłem, by nakarmić ten swój chlorofil kwantami oświecenia i wygenerować kolejną cząsteczkę tlenu, tego właśnie, dzięki któremu żyję.

Z książkami bywa różnie, jak różnie bywa z powietrzem. Czasem ich świeżość zatyka dech w piersiach, czasem ich gnuśność zatyka pory. Są dzieła niezwykłe, po których przestworzach fruwa się z wielką radością. Są także gnioty, przez których smog przebijać się trzeba maczetą. Ból brnięcia przez złą książkę jest tym dotkliwszy, że się na babol wydało pół bańki i to ostatnie pół bańki w miesiącu.

W tych ciężkich chwilach człowiek myśli, że mógłby się zapożyczyć i wydać po stokroć tyle, gdyby miał pewność, że książka jest dobra. Gdyby miał pewność, wydałby fortunę. O pewność tę trudno, choć trzeba przyznać, że się zdarza. I właśnie ja mam tę pewność od wczoraj i od wczoraj się miotam w bezsilności, bo choć mam pewność stuprocentową i chcę wydać pieniądze – nikt tych pieniędzy nie chce, a ja książki wciąż nie posiadam!

Rano w pracy, przeglądając prasę i międląc w myślach poczucie bezsensu, trafiam nagle na całą stronę tekstu, z którego każda litera jest odlana z miodu. Miodu na moje serce. Gdy człowiek się cieszy, głupoty mu po głowie chodzą. Litery skaczą i tworzą anagramy, w głuchy telefon się bawią i komunikaty frymuśne plotą:

– A może to jakieś konszachty… mój Boże, takie są fakty… szatan napisał wersety… sza tam, napij się sety… książka od dzisiaj w księgarni… mąż Zdzisia spalił piekarnik…

Idę. Lecę. Nareszcie. Jak dobrze, że go muzułmanie nie zabili! Jak dobrze, że on żyje! Że pisze! Och, gdyby żył jeszcze Bułhakow! Ile bym dała, żeby coś napisał? A ten, proszę. Żyje i pisze. A ja sobie beztrosko wsiadam w Punto i jadę! Po na sto procent świetną książkę! I już wiem, co mam robić. Już mam plan. Przeczytam, a potem z zastygłego chlorofilu komórek zielonego pojęcia wystrzelę ten swój tlen. Tylko mi światła dajcie! Tylko pozwólcie oddychać!  Niezrozumiałe dla głów blaszanych wersy pokażcie. Dla palących książki niepojęte słowa mi zdradźcie. Dla fanatyków z nożami w zębach zbyt trudne historie powiedzcie. Dla zacietrzewionych złodziei wiary, gorejące jak ich czapki stronice otwórzcie!

– Dzień dobry, poproszę książkę pod tytułem: Joseph Anton, Salmana Rushdie.

– Jak to się pisze?

– J-o-s-e-p-h- A-n-t-o-n – S-a-l-m-a-n- R-u-s-h-d-i-e.

– No. W komputerze jest. Osiemnaście sztuk.

– Poproszę jedną.

– Ale to niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo na półce nie ma.

– A gdzie jest?

– W kartonie.

– To wyjmijcie z kartonu i wstawcie na półkę. Ja wezmę z półki i zapłacę.

– To niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo to nowość.

-?

– Nowości sprzedajemy tylko w środę.

– Ale dziś jest premiera tej książki. Na całym świecie.  We wszystkich gazetach o tym piszą.

– Ale to jest nowość. A nowości w Empiku są w środę.

Źle trafiłam. W Empiku bowiem premiery są, owszem, codziennie, ale są to premiery książek starych. Po nowość trzeba się udać w środę. Wreszcie jest środa. Jadę po książkę. Niestety, za wcześnie. Jeszcze jej nie postawili na półkę. Nadal jest diabłem w pudełku.

16 comments

  1. Baronowa

    No dobra, poproszę adresy dobrych księgarni w obrębie Gdańska. I żeby było gdzie zaparkować autem, i żeby były nowości, i żeby były też płyty.

    • Sylwia Kubryńska

      „Ból brnięcia przez złą książkę jest tym dotkliwszy, że się na babol wydało pół bańki i to ostatnie pół bańki w miesiącu.” Są tacy, których pół bańki w koszu może zaboleć.

  2. pc

    Proszę mi tu nie dokazywać cytatami z wytłuszczeniami. Po prostu odniosłem się tylko do bólu powodowanego czytaniem kiepskiej książki. A mamona? Ja też jestem wśród tych, których każdy pieniądz w koszu boli.
    Czy jest coś piękniejszego od barw jesieni? (pytanie z „Babiego lata”). Życzę życia zdominowanego właśnie takimi kolorami (za parę godzin weekend).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s