13.09.2012 Fokus pokus

Doktor, podrażniony samogonem i żartami na temat powiatu bełchatowskiego, wpadł nagle w niepojętą furię i przyłożył nasadą nosa w pięść kolegi z Przasnysza

jak widać: widać

Mam!  Poszłam wczoraj do takiego sklepu, co całe życie dla mnie nie istniał i zwykle w swej ofercie był dla mnie doskonale niewidzialny. Podobnie jak słodycze. Słodycze bowiem są dla mnie przeźroczyste, półki ze słodyczami w sklepach nie istnieją i tylko w rzadkich chwilach rodzinnych zakupów, wśród jazgotliwych roszczeń i w wielkim zaskoczeniu stwierdzam, że jest coś takiego na świecie jak czterdzieści milionów gatunków batonów.  Tak więc słodyczy nie jadam, ale okulary noszę. Swoją drogą niezła jazda. Czy słodycze też powodują stan odurzenia? Bo, gdy wczoraj nałożyłam okulary, natychmiast poczułam się jakbym dziabnęła całkiem przyzwoitą lufę. Nie był to jednak dogodny czas na chwiejny krok, więc je zdjęłam i poszłam do Klubu Żak na film „Raj: Miłość”.

I w tym miejscu muszę Państwa szczerze zmartwić. Moja książka, a mówiąc językiem literackim – książka mojego autorstwa, a mówiąc językiem politycznym – książka autorstwa mojej osoby, w skrócie Last Minute – powszechnie znana jako pierwsza polska książka o seks turystyce – to małe miki. Choć to chyba jednak zbyt ciężkie słowo. Bezpieczniej będzie użyć określenia: pikuś. Moja książka to pikuś.

Nie ma w niej bowiem żadnej pornografii. Nie ma rażącego rasizmu. Nie ma pięćdziesięcioletnich otyłych kobiet z afrykańskimi chłopcami w łóżku. Nie ma plaskających białych cycków i obwisłych pomarszczonych brzuchów. Nie ma grupowego napastowania czarnoskórego chłopca, którego pięćdziesięciolatki komentują: „Tyłek jak u nastolatka” (on jest nastolatkiem!), a gdy nie mogą od niego dostać, czego chcą, wyrzucają za drzwi wymieniając refleksję: „Kurtowi też tak do połowy stał”.

Daleko mi do pruderii, jednak ten film najnormalniej w świecie mnie zszokował. I chyba nie umiałabym napisać takiej książki o seks turystyce. Napisałam więc Last Minute. I niech sobie moja Last Minute zostanie tym czym jest, niech się w niej tli nadzieja na człowieczeństwo.

Wracając do okularów. Miałam na studiach kumpla o ksywie Doktor. Doktor pochodził z Zelowa, co – jak twierdził – poważnie zobowiązuje. Był więc jednym z  intensywniej używających studentów na roku i wszystko by szło wyśmienicie, gdyby podczas pewnej imprezy nie stłukł okularów. Miał takie okrągłe, coś w stylu „mysz Aleksander” z Pszczółki Mai. Z serialowym bohaterem łączyło go również to, że bez okularów zachowywał się dokładnie tak samo jak on, czyli macał ściany na przemian z podłogą. Tak więc, gdy Doktor potłukł swoje okulary, w try-miga wytrzeźwiał, dobrnął po omacku do swojego portfela, manualnie przeliczył resztę studenckiego wiktu i z rezygnacją udał się do optyka. Jak się nietrudno domyślić, po tej wizycie nic mu w portfelu nie zostało, co z kolei znaczyło, że Doktor nie będzie w najbliższych tygodniach:

  1. Jadł
  2. Pił (!)
  3. Palił (!!!)

Ale za to będzie widział.

Choć nie byłabym tego do końca taka pewna. Na drugi dzień bowiem niejaki Profesor (z pokoju obok) ukończył destylację, w związku z czym zaprosił do siebie całe piętro. I Doktora, rzecz jasna, też. Impreza była na tyle energetyczna, że nowe, warte miesięczną dietę doktorskich studiów okulary przypłaciły to koherencją.  Łagodny do tej pory Doktor, podrażniony samogonem i żartami na temat powiatu bełchatowskiego, wpadł nagle w niepojętą furię i przyłożył z całej siły nasadą nosa w pięść kolegi z Przasnysza. Tym sposobem wyklarował sobie plan na najbliższe tygodnie, czyli – patrz wyżej i dodaj punkt następujący:

4.   Będzie pożyczał od koleżanki z roku taśmę typu Klebeband. Kolor brąz.

Moje okulary na razie są w całości, a zauważalny efekt ich posiadania to zawroty głowy i zmiana wizerunku. Mogę teraz udawać kogoś zupełnie innego. Kogoś naprawdę zaskakującego. Mogę, na przykład, wygłupiać się, że mam czterdzieści lat, jestem urzędniczką, a moim ulubionym zajęciem jest pisanie książek.

12 comments

  1. Anonim

    eee tam. książka to książka (spokojniej napisane a wyobraźnia działa). a film to film (trzeba pokazać dużo, bo inaczej nikt by o tym nie mowił).
    a jak już kiedyś przypadkiem po pięćdziesiątce zachce Ci się takiej turystyki, to wiedz, że czy w okularach czy bez, to nie musisz nigdzie wyjeżdżać 😉

  2. Toja Oszołomska

    Fajne okulary, takie inteligentne i dobra rama.
    Wrażenie rauszu minie najpóźniej po dwóch tygodniach. Po tym czasie radzę zaopatrzyć się w alkohol;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s