15.08.2012 Gwiazda, która nie gaśnie

Laila Tov, Dawid

Dawid podszedł do mojego stolika i spytał po hebrajsku, czy jestem księżną. Tak mi przynajmniej później tłumaczył. Należy przyznać, że podryw pierwszorzędny. Od kwadransa obserwowałam go dyskretnie i zastanawiałam się, czy odważy się zagaić. A ten wyleciał mi z jakimś psalmem o jutrzence (to się okazało jeszcze później, wcale nie spytał o to, czy jestem księżną, tylko wyrecytował coś z Biblii, jajcarz). Odpowiedziałam po angielsku, że nic nie rozumiem, wtedy zaskakującą polszczyzną wyjaśnił:

– Byłem przekonany, że zna pani hebrajski!

– Niestety, znam tylko jidysz.

Pacnął otwartą dłonią w czoło, jakby się skarcił za przeoczenie takiej oczywistości i oboje wybuchliśmy śmiechem. Pewnie pytanie, czy jestem księżną, bym zrozumiała. W końcu to taki melanż niemieckiego z polskim i ruskim. Ale oczywiście, nie znam jidysz.

Tak więc Dawid przysiadł się do mojego stolika i obrócił słońce w moją stronę, dając pełne świadectwo słuszności powiedzonka mojej matki, która zarzucając mi kombinatorstwo, nieraz mawiała z wyrzutem: – Kręcisz jak Żyd słońcem.

Kiedyś sprezentowała mi kołnierz z lisa srebrnego, a wiozła go swoim zwyczajem ze wschodu, pewnie z jakichś syberyjskich łowów. Nałożyłam go i wyszłam na warszawską starówkę, by wraz ze świeżo upieczonym przyjacielem zatańczyć walca na Krakowskim Przedmieściu do tej muzyki Kazaneckiego z filmu Noce i Dnie: Lalalala lalala, lala lala lalala, lalalalaaa, lalala, lala lala lala lala…

Kołnierz zsunął się z ramion i miękko spadł na bruk. Jakże bym płakała, gdyby on tego nie zauważył!

Znów jadę do Warszawy. Tym razem nie będę występować w żadnej telewizji, przynajmniej tego nie planuję. Jadę na warsztaty w ramach konkursu, o którym pisałam niedawno. Znowu poznam ludzi, znów się coś wydarzy, nie wiadomo co. Jedno jest jednak pewne. Nie spotkam Dawida.

Dawid nie wyjdzie po mnie na peron, nie przyniesie konwalii, ani baklawy. Nie wysupła ze swojego prochowca starego egzemplarza „Wenus w futrze”, ani niczego Kundery, ani „Szatańskich Wersetów”. Nic mi nie zdobędzie ze swojej rodzimej biblioteki wrocławskiej, w której nie ma już żadnych chodów, bo go już dawno nie lubi kierowniczka. Nie sprezentuje mi też żadnego wisiorka z Białego Bociana i nie opowie, jak pięknie wygląda dziś synagoga. Nie zaciągnie mnie też na żaden kebab przy dworcu, ani sam też nie zrobi ośmiornic z makaronem. Nie upijemy się tanim piwem w studenckim barze, którego nazwy po raz setny nie przekręcę, a on mnie po raz setny nie poprawi, nie wywracając znacząco oczami. I nie powiem mu, żeby się broń Boże przypadkiem we mnie nie zakochał, a on nie zapewni mnie z rozbrajającą nieszczerością, że ostatnia rzecz, na jaką ma ochotę, to się zakochać w takiej flądrze jak ja.

Mój ojciec, gdy się dowiedział, że Jolka nie żyje, rzekł:

– Kurwa mać.

Wstyd się przyznać, ale ja też tak zareagowałam na wieść o śmierci Dawida. Weszłam do wanny, nalałam wody gorącej i patrząc gdzieś w nieskończoność powiedziałam głucho te słowa. Jestem pewna, że Dawid to słyszał. Wiem, że mnie wtedy zrozumiał. A dziś, gdy myślę o wyjeździe do Warszawy i też mi się nasuwa ten bezsilny zwrot, podziela moje zdanie.

– Kurwa mać, Dawid, że my się nie spotkamy.

– Kurwa mać, Sylwia, że my się nie spotkamy.

22 comments

  1. Piotr Cackowski

    Zaglądam tutaj zaledwie od kilku tygodni. Zdążyłem przestudiować 40, może 50 Pani tekstów. W każdym jakiś wątek mnie intryguje. Nie raz się uśmiecham, a nawet rżę ze śmiechu. Nie raz popadam w nastrój melancholijny, pełen zadumy, żalu, smutku, tęsknoty, współczucia ale też zazdrości i złości. Dlatego będę tu powracał, również dlatego, że w Pani przemyśleniach znajduję trochę swojego życia. Tekst o Dawidzie, choć „nie dopieszczony”, jest znakomity, działa na wyobraźnię, uczucia, jest identyfikatorem dla wielu osób, bo wielu z nas ma taki ból za sobą.

  2. Piotr Cackowski

    Absolutnie nie zdominowało !!! Chodziło mi wyłącznie o kilka literówek, a nie treść (o dopieszczenie korektorskie), ale rzeczywiście ma Pani rację, nie zauważyłem, że to blog, a nie książka oddana do druku. Do miłego.

  3. Piotr Cackowski

    Ładnie to tak człowieka dusić? W porządku, ma mnie Pani pod ścianą. Nie ma („kurka wodna”) żadnych literówek, odwołuję wszystkie literówki na świecie !!!

    • Sylwia Kubryńska

      Sama nie wiem, czy lepiej być Księżną, czy Baronową, ale cieszę się z powrotu i z miejsca proponuję arystokratyczną zwałkę w Śledzik u Fabrykanta…. Zaraz po powrocie ze stolicy:)

      • Baronowa

        Z dziką rozkoszą, jednakże musimy ustalić terminy, albowiem do końca sierpnia wybywam do wód w ciepłych krajach. Wychodzi mi, że byłby to dopiero wrzesień. Ale już zacieram rączęta na myśl o spotkaniu. Chcę jeszcze dodać, że ja tu cały czas byłam, jeno nie zawsze się odezwałam 🙂

      • Sylwia Kubryńska

        Milczenie jest iście arystokratyczną, acz niezbyt skuteczną metodą na zabranie głosu w sprawie uwalenia się u Fabrykanta:)
        Czekam zatę.

  4. Piotr Cackowski

    Baronowo, idź najpierw do fryzjera, dogrzej sobie głowę pod gorącą suszarką, a potem się napij.

  5. Piotr Cackowski

    No to żegnam Baronową i idę sobie pograć w coś innego, np. w szachy na dworze … znaczy na podwórku.

    • Baronowa

      Piotrze, mimo wszystko witamy wśród wielbicieli Księżnej, gdybyś jednak znudził się tymi szachami 🙂

  6. Piotr Cackowski

    Kurczę, znudzić to się nie znudzę, ale Droga Baronowo, skoro tak, to przerywam partię szachów (mimo, że miałem tylko dwa ruchy do mata)
    i wracam do tego Dworu. Raz się żyje.

  7. vilis

    Często tu bywam i nie żałuję.Mam tylko trochę żalu do Księżnej za podanie namiarów do Segritty,gdyż i Ją odwiedzam,czym zaniedbuje dostojną Panią Dworu.

  8. Piotr Cackowski

    Powróciłem do Dworu i co? Cisza wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie … jak Księżna nie wróci z Krakowskiego Przedmieścia. Może dam radę, bo mam swój Dwór, więcej, mam swoją Królową. Śliczną. Ona jest moim życiem. Jest tylko moja. Jest do bólu wrażliwa, najukochańsza. Uwielbia jak ją przytulam, tak bardzo delikatnie, policzek do policzka. To trwa chwilę, a wydaje się, że trwa wieczność. Słyszę tylko jej delikatny oddech, cofam głowę, spoglądam w jej łzawo szkliste, czarne oczy, a w nich morze (jakie tam morze) ocean uczuć. Wiem, jak bardzo mnie kocha, słyszę jej westchnienia, łzawię kiedy mnie woła. Jak już przyjdę przesuwam opuszki palców po jej delikatnej, smukłej szyi, chwytam mocno połyskującej w świetle księżyca kruczej grzywy i z niewyobrażalną rozkoszą dosiadam. To jest moje największe szczęście na świecie. Bona to królowa w każdym calu. Jest dystyngowana i ma swoje humory. Jest niezwykłej urody i bardzo mądra (waga 480 kg, maść gniada, rasa wielkopolska).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s