31.07.2011 W odpowiedzi na Twój list

Czytam Twoją historię i widzę w niej siebie. Choć obiecałam, że na listy będę odpowiadać po terminie zakończenia konkursu – na Twój odpowiem od razu. Odpowiem na Twoje pytanie. Tak, jest ktoś, kto zagrzewa mnie do działania.

Ty.

Był Nowy Rok. Styczniowy poranek kończący imprezę sylwestrową w moim domu. Najbliżsi, znajomi, jeszcze w szampańskich humorach opuszczali mnie powoli, a ja leżałam w łóżku i wcale nie miałam kaca. Byłam bardzo chora. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo. Oni też nie wiedzieli. Myśleli, że przeholowałam z szampanem.

Kilka godzin później wylądowałam w szpitalu, na oddziale neurologii. Potem już żegnałam się z najbliższymi. Miałam ostre, bakteryjne zapalenie opon mózgowych. Następstwo zaniedbania przewlekłego zapalenia zatok (zawsze najważniejsza była praca, na lekarza czasu zabrakło). Wysoki poziom CRP, silna infekcja. Organizm był bezradny, lekarze też. Dostałam silną dawkę antybiotyku, leżałam bez ruchu dwa tygodnie.

A kiedy stał się cud i wstałam pierwszy raz po tym czasie, wiedziałam już, co mam robić. Choć przepełniał mnie strach: jak to będzie, czy nie podejmuję zbyt dużego ryzyka? Ale przecież mam tylko jedno życie. Które w każdej chwili mogę stracić.

Najbliżsi szaleli ze szczęścia z powodu ozdrowienia. A potem? Chyba pomyśleli, że mam po chorobie zaburzenia w strukturach mózgu. Firma przynosi zyski, a ja chcę z niej zrezygnować? Pisać książki? Wszystko zmienić? Jak to?

A jak się pisało? Mój Boże! Jakbym przedzierała się przez zasieki, jakbym kolejne zdania w kamieniach wykuwała!

Fakt. Pamiętniki pisałam od dziecka. Ale napisać powieść? Nawet nie przypuszczałam, jakie to trudne! Akcja, bohaterowie, spójność. Warsztat! A tu wychodzi beznadziejnie, zupełnie inaczej, niż bym chciała. Dialogi infantylne, opisy drewniane. Zdania napięte, sztywne, sztuczne. W dodatku laptop się wiesza, monitor skacze… Wszyscy dookoła w kółko czegoś chcą, telefony dzwonią, sprawy przyziemne, sprawy do załatwienia, sprawy niecierpiące zwłoki, natłok obowiązków… I nikt mnie nie rozumie! Nikt o moim pisaniu nie chce nawet słyszeć!

Piszę więc po nocach, rano, gdy wszyscy śpią. W dzień pracuję, w końcu trzeba za coś żyć. Nie odpuszczam jednak. Chcę zmiany. Obiecałam sobie! Szukam więc pracy jako dziennikarz. Wysyłam teksty. Szukam pism, portali, wydawców. Chcę coś opublikować, żeby zacząć zapisywać kartę swojego życiorysu jako pisarka. Przecież tego właśnie chciałam. Niech to ktoś zrozumie!

Nikogo to nie obchodzi. Nikomu na świecie nie zależy na moim pisaniu. Czy mam o to żal? Mogę mieć, ale tylko do siebie. Żal, że tak późno się wzięłam za własne życie.

Pierwsze opowiadanie wychodzi w piśmie Szafa. Babie Lato. Iskierka nadziei. Wreszcie ktoś, jedyna osoba na świecie, stwierdza coś pozytywnego o moim piórze. Googlam, kto to? Jerzy Reuter. Prozaik. Jezu, jak się cieszę! Mówię znajomym, najbliższym. Nie robi to na nikim wrażenia. Ot, fanaberia dwóch wariatów, pięknoduchów…

Niezrażona, ze zdwojoną energią szukam dalej. Wysyłam wydawcom szkice mojej powieści. Dostaję pierwszą recenzję: „Koszmar, grafomania, beznadzieja”. Wyrzucałam maszynopis. Kasuję plik z powieścią. Wpadam w depresję. A potem: zaraz, zaraz, co ja sobie obiecałam w szpitalu? Czemu ja jestem załamana? Przecież żyję! A dopóki żyję, mam szansę.

Piszę powieść od nowa, w tak zwanym międzyczasie drugą, trzecią. Potrzeba pisania buzuje we mnie, jest silniejsza od wszystkiego. Powstają opowiadania, powstaje ten blog. Spotykam ludzi, którzy piszą jak ja, wspierają mnie. Mija rok, moja powieść jest wreszcie napisana tak, jak tego chciałam.

Znajduję wydawcę. Zaczynam publikować. A blog jest czytany… Ktoś pisze maila, że mój tekst go rozbawił. Kogoś innego wzruszył, przypomniał o czymś dla niego ważnym. Ktoś inny znalazł w moim tekście siebie, fragment własnych wspomnień…

A więc moja pasja to też emocje innych?

Dziś już się nie boję. Wiem, że najlepsze teksty są przede mną. Dzieło Mojego Życia czeka na mnie w przyszłości. I wcale nie chcę nikomu niczego udowadniać. Robię to dla siebie. Bo JA chcę to robić. To moje życie. Właśnie tak chcę je przeżyć.

Dlaczego powiedziałam, że Ty mnie wspierasz? Bo takie listy, jak Twój to moje paliwo. Dowód, że to co robię, ma sens. Podwójny. Jest nie tylko sensem mojego życia, jest też inspiracją.

Nie rezygnuj z pasji. Zobaczysz, jaka to frajda, gdy zaczniesz zarażać nią innych!

Sylwia Kubryńska

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s