12.06.2012 NISZTO NIE SŁUCZIŁOS!!!

Płaczący Putin , Mikhail Voskresensky, Reuters

Zrobiłam to. Nie, żeby pierwszy raz, bez przesady, tak niewinna to ja nie jestem. Ale przecież się zarzekałam, że ja to na pewno nie, a gdzieżby tam, skądże znowu, co za pomysł? Drwiłam i szydziłam. Aż tu nagle: trach!

Szanowni Państwo, zagrałam w totka. Konkretnie – w loterii, inaczej – w zakładach. To znaczy obstawiłam.

MECZ.

Poważnie zrobiłam to. Nie, żeby pierwszy raz, bez przesady, tak niewinna to ja nie jestem. Ale jednak przecież się zarzekałam, że ja to na pewno nie, a gdzieżby tam, skądże znowu, co za pomysł. Więcej – drwiłam. Drwiłam i szydziłam. Aż tu nagle: trach. I pozamiatane. Jestem hazardzistką. Gorzej. Hazardzistką kibicującą.

Kupiłam przedwczoraj książkę. „Dziennik”. Czyli coś, gdzie z założenia się nic nie dzieje. Uwielbiam książki, w których z założenia się nic nie dzieje. Taka książka jest zazwyczaj opasłym tomiszczem, kosztuje niewiele (bo nikt o zdrowych zmysłach jej nie chce kupić), więc jest gruba, tania i zaskakuje na każdej stronie. Kupujesz z nastawieniem, że umrzesz z nudów, a tu – bach!, błyskotliwa sentencja. Bach!, historia z życia. Bach!, zabawny dialog. Gorzej z kryminałami. Dostałam na gwiazdkę „Drwala” Witkowskiego i ryję od zimy przez ciężkie zaspy kolejnych stronic i za nic nie mogąc przebrnąć. Michaśka, kochany, ja wiem, że jesteś fajny facet, ja wiem, że Lubiewo było niezłe, ja wiem, to opowiadanie z warsztatów – beka po prostu. Ale na miłość boską, kiedy się wreszcie zacznie coś dziać?!

Tymczasem wrócę do Pilcha, bo to jego ten „Dziennik” z początku akapitu. A wrócę, bo chcę nawiązać do pewnej myśli. Napisał on więc, że idealnym stanem jest egzystencja polegająca na nienaruszonym rytmie codzienności. Zawsze to samo. Ta sama kawa rano, ten sam wieczorny program, te same podróże latem do, broń Boże, nikąd.

Piszę o tym po to, by uzyskać coś na kształt kontrastu, wiadomo przecież, kontrasty są po to, by w pełni zrozumieć człowieka, który jest z drugim – zupełnie innym człowiekiem – dla porównania zestawiony. Dla kontrastowego porównania. I że, mnie. Zrozumieć. To znaczy z Pilchem. Z Pilchem porównać, nie zrozumieć. Ściśle – zrozumieć, ale wpierw porównać*.

Jezu.

Rzecz w tym, że on chce, żeby było tak samo, a ja zupełnie na odwrót. Ja zasypiam na wsi, budzę się w mieście. Chcę pisać książkę, idę do knajpy. Marzę o samotności, dzwonię po Ewkę. Kupuję piwo, a piję wódkę. To ja wreszcie twierdzę, że nigdy nie zgram w lotto, po czym gram w najlepsze. To ja wreszcie twierdzę (w odróżnieniu od Pilcha), że mam gdzieś piłkę nożną.

I obstawiam mecz Polska – Rosja. I stawiam na Polaków. Że wygrają trzy do dwóch.

Szanowni Państwo! Nie ma już wyjścia. Za godzinę będę bogata.

————————————————————————————————-

*Jerzy Pilch jest pisarzem. Niezłym.

8 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s