10.06.2012 Rododendron

Kadr z filmu o pewnym słodkim bobasie…

Dziecko. Nigdy nie wyczerpana rzeka potrzeb. Pasmo udręk, nierównej walki. Lata wyrzeczeń i kompromisów. Wieczna porażka.

Od samego początku swego istnienia wywraca świat do góry nogami. W dniu jego pojawienia się powstaje nieopisany rejwach. Jakby faktycznie nic poza nim się nie liczyło, jakby ludzkość od zarania dziejów nigdy czegoś podobnego na oczy nie widziała.

Jestem, dajmy na to, w pracy. Księgowej szwagierki bratanicy siostra urodziła dziecko. Z tego powodu piszczy pół biura. Zdjęcia rozsyłają. Na fejsbuku tysiąc lajków. Wódka na stole. Delegacja po śpioszki. Zdarzył się cud. Ósmy cud świata. Dwie ręce, dwie nogi, głowa ciut za duża. Palce sztuk dziesięć. U stóp drugie tyle. Apetyt – maks. Defekacja – maks. Absorbowanie – maks. Decybele – maks. Potencjał niszczycielski – MAKS.

Wolność i niezależność rodziców  – zero. Sobotnie imprezy – zero. Słuchanie muzyki –zero. Święty spokój – zero.

Trzy i pół kilo, pięćdziesiąt centymetrów. I jeden pewnik. Nic już nie będzie takie jak kiedyś.

Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie zazna spokoju. Do końca życia siostry bratanica szwagierki księgowej nie odzyska talii. Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie posłucha Red Hotów. Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie zaszaleje w Spatifie. Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie pryśnie pod namiot. Chyba że z dzieciakiem. Ho, ho, ho! To ci dopiero zabawa.

Dziecko kosztuje fortunę. Tonę pampersów, które zapaskudzają środowisko i ścielą planetę nigdy nie rozkładającym się polipropylenem. Stosy plastikowych smoczków, butelek, kubków, gryzaczków, grzechotek. Wózki, nosidełka, bujaczki. Chodziki, nocniki, wanienki. Łóżeczka, pozytywki, materace. Dwa tiry gadżetów. Chudy portfel i grube kłopoty. Dziecko. Nigdy nie wyczerpana rzeka potrzeb. Pasmo udręk, nierównej walki. Lata wyrzeczeń i kompromisów. Wieczna porażka. Od samego początku.

Daruję wszystkim narodziny, karmienie i połóg. Fizjologia nie jest poezją, nie jest nawet prozą. Określenie „cud narodzin” to cynizm facetów, którzy mają sadystyczne zacięcie. Zacznę od pierwszej fety wokół tej jazgotliwej istoty, która ubrana w koronkowy uniform, zaczyna swój destrukcyjny proces. Proces dobijania rodziców.

Chrzciny.  Cała chałupa siódmych wód po kisielu, na koncie pustka, w głowie wojna. Goście pieją, że fajnie. Nic nie jest fajnie. Matka ma poryty tyłek, popękane cycki. Na stole sałatka, dziecko się drze.  Słabo? To dopiero początek.

Pierwszy dzień w szkole. Tornister jak cegła, krew na kolanie. Do permanentnego stresu dobija pani od matmy. Biały kołnierzyk. Czerwony zeszyt. Czarne myśli.

Komunia. Znów ciotki i babki zza Bugu. Budżet domowy leży i płacze, rodzina plądruje lodówkę.  W nowiutkim laptopie nie ma procesora, dzieciak nakarmił nim rybki.

Rocznikowo jestem dorosły, czyli pierwszy powrót do domu w stanie półpłynnym. W codziennej diecie pojawia się wybuchowy koktajl.  Rodzic, dzieciak i sześć promili pomiędzy.

Matura. Gardło ściśnięte, nerwosol na stole. Rodzic patrzy w kalendarz, kiedy się dzieciak wyniesie. Już bliżej niż dalej, może wreszcie będzie spokój?

Studia. I owszem, ten się pakuje, wyjeżdża na studia, uf, myśli rodzic, idę na jubel. Dzieciak w świecie, w domu spokój. Dziewięć miesięcy później dzieciak wraca i mieszka do czterdziestki. Wraz z nim tobołek. Wrzeszczący.

To ja chyba sobie lepiej rododendron kupię.

————————————————————————————————-

MAGAZYN BE

http://issuu.com/bemagazyn/docs/be_kids

11 comments

  1. Toja Oszołomska

    NIE. No!!! Pierwszy raz zaprotestuję.
    Chrzciny – były, udało się;)
    Pierwszy dzień w szkole – wieczne pióro od chrzestnej.
    Komunia – rower z Manhattanu i duma rodziców w komży.
    Osiemnastka – doświadczony cukiernik wywala tort na stół. Super zabawa i tort z obsługą gratis.
    Studia – ??? (poradzi sobie).
    Dzieci bywają fajne, a rododendrony mało odporne na mróz;)

  2. Baronowa

    Kiedyś dzieci służyły za pilota do telewizora, teraz są zupełnie bezużyteczne. Tak, rododendron jest znacznie pożyteczniejszym nabytkiem.

  3. Toja Oszołomska

    Dobrze wyszkolone dziecko potrafi kawę zaparzyć, jajecznice zrobić, trawę skosić, angielski na polski przetłumaczyć, mejla napisać,z psem wyjść, zakupy, pranie zrobić. Dzieci bywają fajne;)

  4. Sylwia Kubryńska

    Kawę – wylać (na siebie, z wrzaskiem)
    Jajecznicę – zeżreć (jęcząc, że niedobra)
    Trawę – palić (za twoje pieniądze)
    Angielski – opuszczać (twierdząc, że już umie, bo wie co to znaczy „fuck off”)
    Mejla – napisać (do twojego ex, ze skargą, że krzyczysz na dziecko)
    Z psem – wyjść (po czym pies wraca, dziecko niestety też, ale po tygodniu. Z policją)
    Zakupy – generować (e, mama, wyskakuj z kabony!)
    Pranie – nigdy się nie kończy, dopóki jest w pobliżu. DZIECKO.

  5. Anonim

    A, jak dorośnie i będzie już wiedzieć jak Cię zranić, to powie, że się na świat nie prosiło.
    Pozdrawiam
    Anonim Pierwszy:(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s