02.06.2012 Jaką imprezowiczką jesteś*

Mam alergię na wino, całe szczęście mnie tam nie ma

Wyodrębnia się kilka wariantów spotkań ze znajomymi. Bywają planowane, bywają spontaniczne, jednak  łączy je jedna cecha – wszystkie są do bani.

Pierwszy wariant spotkań to tak zwane wyjścia. Tak więc wychodzimy do lokalu, a że mamy jednak kawał drogi, nie wychodzimy wcale, tylko wyjeżdżamy. Wyjeżdżamy samochodem własnym lub tramwajem, taksówką, diabli wiedzą czym jeszcze, jednym słowem – kolebiemy się. W pierwszym przypadku sytuacja jest bardzo nieciekawa. Przyjeżdżamy na miejsce, zamawiamy kolę, kawę, kolę, herbatę, sok, kolę, siedemnastą kawę, sok. Po godzinie opici jak bąki patrzymy z niesmakiem na roztańczonych znajomych i zachodzimy w głowę, co zabawnego jest w dowcipie:

– E, a znacie, przychodzi baba, ten e, facet… baba do tego… weź Fifek zamów mi browar…, baba do lekarza, a lekarz, e, słuchajcie… i dwie wódki, a lekarz… khk… Fifek, elemy lajty!

Wreszcie zaczynamy marzyć o samotności w domu, o zimnym Leżajsku w naszej lodówce, o sześciopaku Czterdziestolatka w naszym DVD i wannie z musującym proszkiem marki sefora, zakupionym w esemesowej promocji. Niestety, nasze wyjście po angielsku w ogóle się nie sprawdza, znajomi wszczynają raban, ALE TO ZE MNĄ SIĘ NIE NAPIJESZ?!

Innym razem jedziemy taksówką, tramwajem, diabli wiedzą, dobijamy na miejsce, zamawiamy duży browar, szast prast, drugi, trzeci, przychodzi wreszcie półtora znajomego i oznajmia z miejsca, że dziś sorry, pić nie może. Język nam się plącze, przed oczami ciemno, do domu daleko, wizja powrotu mroczna, taksówka pół bańki, tramwaj ma awarię, w ogóle jest nam niedobrze.

Zapraszamy więc gości. W domu niby bezpiecznie, leżanka, sofa, lodówka, apteczka. I kuchnia. I dwie godziny przy garach. I trzy godziny z mopem. Padamy na twarz, wchodzą goście. Oczywiście z winem, bez wódki. My mamy na wino alergię, oni chyba też. Lecimy więc do nocnego, w portfelu już wieje, w lodówce już echo, a my wciąż się staramy, a my jeszcze wierzymy. Nastawiamy zbieraną przez miesiąc składankę fankową, goście z miejsca przywierają do odtwarzacza i zmieniają na KULT. Wypijamy dwa piwa, dostajemy migreny, chce nam się spać, niestety, są goście. Do rana.

Późnego.

Jest jeszcze inna wersja, odwrotna. Nas zapraszają. Nas zapraszają rzadko, prawie nigdy. Jedziemy więc do znajomych, kupujemy flaszkę, Johnie Walkera, może jakieś kwiaty, nie wiem, nie znam się, nie mam doświadczenia, ale mam dobre chęci, tak więc przychodzimy cali mili, a tu od progu rozkaz, rozporządzenie takie, żeby buty zdjąć. I w skarpetkach poginać! Z Johnie Walkerem w skarpetkach, dżisas…

Spotkania ze znajomymi mogą być też spontaniczne. Spontanicznie napotkanego radzę ignorować, odwracać głowę, patrzeć na wróble. Broń Boże: zaczepiać. Raz zaczepiony snuje się jak cień, opowiada o dzieciach, o stryjku i wujku, o strzykaniu w kolanie, o racie na auto, o chlorowaniu basenu, o nawozach do tuj. Pokazuje zdjęcia w komórce, wyciąga na kawę. Kawa ze spontanicznie napotkanym znajomym nigdy się nie kończy, kosztuje fortunę, w dodatku naszą. Słowem – koszmar.

Ja ostatnio w ogóle się z nikim nie spotykam, moje życie przypomina czarno-biały film, w którym białe klatki to siwy dym, a czarne – gęsty sen, składam się tylko z dwóch faz, dwóch stanów skrajnie różnych, zawodowej hiperaktywności oraz  stuporu wyczerpania i w tym układzie bez szans na pitolenie o Szopenie, na wódkę w parku, śniadanie na trawie, kawki w kawiarenkach – muszę sobie jakoś radzić. Stąd ten tekst.

————————————————————————————————–

*znalazłam taki psychotest w sieci i wyszło, że jestem całkowicie denną imprezowiczką, nikt mnie nie lubi i nie zaprasza. Dobrze, że mam chociaż ten blog.

6 comments

  1. Toja Oszołomskat

    Właśnie wyszli. Byli w butach – tak u nas przyjęte. Pili czystą – moją. Czytali blog – nie mój. Był film – jestem daltonistką, ale fany był.
    Właśnie wyszli……. Głupio wyszli – miałam spać???

  2. Anonim

    Myślałem, że nikt nie będzie wtedy samochodem. A byli. I patrzyli Ci co kirzą na tych co nie, a Ci co nie na tych co tak.
    Ale przynajmniej mogłem się z Tobą karnąć. Gorąco polecam 🙂

  3. Baronowa

    Ja jestem tą co przyjeżdża samochodem, a potem żałuje 🙂
    I jeszcze jeden typ który reprezentuję to: bardzo chce mi się napić, ale akurat nie ma chętnych na imprezę :/

  4. Anuta

    Uśmiałam się 😉

    pisane-szminka.blogspot.com

    Swoją przyszłość wiążę z dziennikarstwem. Szukam pomysłów na nowe tematy i bardzo liczę na wsparcie, propozycje, przemyślenia i pomysły w formie komentarzy, aby się dalej rozwijać 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s