19.05.2012 List demotywacyjny*

Jestem świetną dziennikarką z olbrzymim dorobkiem, który przechowuję w szczelnej szufladzie. Mam nadzieję, że nikt tam nigdy nie zajrzy

Idę o zakład, że większość z nas jest w trakcie poszukiwania pracy. W jednym województwie każdego dnia wysyłamy w niebyt sto siedemdziesiąt tysięcy życiorysów. Sto siedemdziesiąt tysięcy dekorowanych dyplomami CV trafia codziennie na biurka znudzonych HR-owców, którzy między jedną a drugą kawą przerzucają nasz los. Potem następuje ich niekończące się milczenie, a nasza depresja, zwątpienie, ba, może nawet bunt, pod którego wpływem nabieramy odwagi, by zadzwonić i zadać to wymowne pytanie:

– Co jest, k…?

Odpowiedź, że kadry zdecydowały się na angaż koleżanki z działu obok, zupełnie nas nie zadowala. Miotamy się więc  jeszcze trochę w gniewie, po czym znów rzucamy się w wir poszukiwania pracy. Pracuj peel to nasza strona startowa. Twitter i Goldenline okupujemy od wieków. W rozmowach kwalifikacyjnych jesteśmy weteranami. Znamy na pamięć zaskakujące pytania.  Regułki rekrutacyjne recytujemy jak pacierz. Urząd pracy jest naszym kościołem. Jesteśmy mądrzy i wykształceni. Języki, komputer, bardzo proszę. Piszemy wygładzone formułki w motywacyjnych listach, prześcigając się w argumentach, dlaczego to właśnie my się tak świetnie nadajemy na to czy inne stanowisko.

Skutek wiadomy. Gorzej z przyczyną.

Proponuję zatem zrobić coś zupełnie odwrotnego. Może efekt osiągniemy ten sam, ale z pewnością poznamy jego powód. A przy okazji będziemy się świetnie bawić. Z pewnością podbudujemy EGO. Zadbamy o siebie. Podamy sobie dłoń, gratulując kompetencji. Uroku i aparycji. Staniemy się twardymi negocjatorami. Nie damy sobie zabrać premii. Unikniemy cięć. Zwolnień grupowych. Mobbingu. Brzmi nieźle? Do dzieła.

Recepta jest prosta. Koniec z uniżonym tonem, z przymilną perswazją. Co to w ogóle? Heloł! My i  takie pitu pitu? Że niby: ojej, jaka fajna firma? Wcale że nie. To MY jesteśmy fajni. Właściwie – za fajni.  Dlatego dziś napiszemy drastycznie inne podanie, niż zwykle. Dziś napiszemy, jak jest naprawdę.

A prawda wygląda tak:

„Szanowni Państwo!

NIE CHCIAŁABYM pracować w Państwa firmie jako redaktor. W ogóle mnie to nie interesuje. Rozumiem, że Państwu szalenie na tym zależy i dlatego Wasz dział HR zamieszcza ogłoszenia w prasie. Przykro mi, nie skorzystam. W poniższym liście DEMOTYWACYJNYM postaram się wyjaśnić, dlaczego NIE nadaję się na to stanowisko.

  1. Jestem doskonała. Trudno jednak to powiedzieć o Was. Już sam fakt, że musicie wydać fortunę na rekrutację – o czymś świadczy. Także: e-e.
  1. Mam porażającą aparycję. Umówmy się jednak, że zachowam tę cechę dla siebie. Uroda nie trwa wiecznie, a stres w pracy przyspiesza jej przemijanie. Nie dam się namówić.
  1. Moje wykształcenie i wiedza przekraczają obserwowany postęp w Waszej firmie. Na czym opieram ten wniosek? Fakt, początkowo mnie nawet korciło, żeby wypisać w punktach, co mi się nie podoba. Co bym tam naprawiła. Zrezygnowałam. Bo generalnie wszystko jest do bani.
  1. Jestem świetną dziennikarką z olbrzymim dorobkiem, który przechowuję szczelnie w szufladzie. Mam głęboką nadzieję, że Wasza firma nigdy tam nie zajrzy.
  1. Nie mam żadnego doświadczenia, dlatego nie chcę nabrać złych nawyków na starcie. Pozostając bezrobotną, dbam o czystą kartę zawodową, jaką mało kto się może pochwalić. Angażując się w Waszej Firmie, ryzykowałabym brawurą skalania nieposzlakowanej opinii. Proszę wybaczyć.
  1. Człowiek musi się cenić, a przecież wiadomo, że prędzej czy później zaczniecie się handryczyć o wysokość wynagrodzenia. Z góry nie zgadzam się na Waszą stawkę.
  1. Firma Państwa mieści się dwa przystanki tramwajem od mojego miejsca zamieszkania. To jednak jest kawałek. Załóżmy, że jest awaria trakcji. Wypadek. Strajk. Miałabym iść na piechotę? Sami Państwo chyba rozumieją, że to wykluczone. A jeśli nawet, co niemożliwe, ale JEŚLI nigdy się nic nie wydarzy? Jestem osobą bezrobotną i nie mam pieniędzy na bilet!

Mam nadzieję, że tymi argumentami przekonałam Państwa do przychylnego rozpatrzenie mojego podania. Licząc więc o zaniechanie jakiegokolwiek kontaktu

Serdecznie pozdrawiam,

Sylwia Kubryńska

PS. Brak kontaktu to też, u diabła, brak autorespondera!”

*tekst, jak inne moje teksty, można znaleźć w Magazyn Be. 

6 comments

  1. Toja Oszołomska

    Trzeba jeszcze dopisać, że nie zależy mam na pensji. Jesteśmy na diecie, więc po co nam chleb. Niczego się nie dorobiliśmy to i koszta utrzymania nie wielkie.

  2. Baronowa

    A to ci dopiero! Akurat tekst dla mnie na czasie 🙂 Ja przyjęłam inną taktykę: walcie się na ryj… sama sobie stworzę miejsce pracy…. także ten…otwiera się przede mną kariera przedsiębiorcy hłe hłe hłe

  3. Anonim

    „A jeśli nawet, co niemożliwe, ale JEŚLI nigdy się nic nie wydarzy? Jestem osobą bezrobotną i nie mam pieniędzy na bilet!”

    Te dwa zdania, wykreśliłabym:)
    Jesteś pewna siebie, co widać z listu:) wierzysz więc, że zawsze coś się wydarzy.
    Oni nie muszę wiedzieć, że jesteś osobą bezrobotną. Masz pracę, ale gdyby zechcieli, to ewentualnie, zgodzisz się dla nich pracować, na Twoich warunkach:)
    Pieniądze masz. Ale na bilety nie będziesz ich trwonić.
    😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s