17.05.2012 Tygrys i antylopa, czyli krótka historia zawału serca

Jakim u diabła cudem tygrys dorwał antylopę i rozdarł pazurem jej plecy? 

Wstaję z łóżka, a jakby mnie ze studni wyciągnęli. Rwie pod łopatkami, że się schylić nie mogę, butów zawiązać. Wsuwam pantofle, jadę do pracy, a w pracy czuję, że coś jest kurewsko daleko od OK.

Siedzę przy komputerze jak mumia, głową tylko ruchy nieznaczne, tak-nie – wykonuję, a ból szarpie jak tygrysa pazur antylopy plecy, że się tak „poetycko” wyrażę. Swoją drogą, czy ktoś z Państwa się zastanawiał kiedykolwiek nad sensem tych oszałamiająco sławnych słów? Czy ktoś sobie sytuację tę wyobraził? Czy komuś Edward Stachura, piewca biwakowy, zadał swym łkającym piórem nieco konkretniejsze pytanie, niż li tylko o sens życia?

Mnie tak. Wiem, odbiegam teraz od swoich pleców do pleców antylopy, ale tak już mam, że od tematu uciekam, w zarośla się zapuszczam, błądzę, wycieczkuję, przepadam. Tak więc i teraz w poezję, jak w manowce, zawędrowałam. Poezja jest terenem grząskim, podmokłym, niebezpiecznym i niejeden poeta się tam utopił. Takim poetą był właśnie Stachura, którego refleksje na temat przeklętego bytu niespokojnych duchów (takich jak ja) roztrzaskały się o grzmota w postaci podpicowanego, sklejonego butaprenem wersu. Bo jakim u diabła cudem stachurowski tygrys dorwał tę biedną antylopę i rozdarł jej pazurem plecy, pytam? Jaką metaforą zdołał on przemieścić się z odległej Azji, Bengalu, Syberii, pod kurde, Saharę? A przebywszy setki tysięcy kilometrów – jak zdołał dopaść żwawo cwałującą afrykańską łanię, by poetycko rozedrzeć („jak smutek człowieczy”) jej kark?

Tygrys, drodzy Państwo, mieszka tak zajebiście daleko od antylopy, że to polowanie opisane w wierszu trąci ordynarnym fałszem. Dlatego w wieku lat dwunastu zarzuciłam raz na zawsze te smętne dyrdymały Starego Dobrego Małżeństwa (już sama nazwa zespołu powinna mnie odstraszyć), a każdą poezję (zwłaszcza śpiewaną) od tamtej pory obwąchuję  niczym owczarek na lotnisku torbę z kiełbasami.

Dobra, wracam do moich pleców. Moje plecy bolą, ja w robocie, kurde bele. Kumpel, co jego ojciec miał zawał, patrzy na mnie, że ja jak peryskop siedzę. On patrzy, milczy, myśli i nagle pyta:

– Co boli, gdzie?

– No tu, pod łopatkami.

– A nie dusi?

– Oj, dusi.

– A pod obojczykiem piecze?

No jak zapytał, od razu zapiekło.

– A nie ma nudności?

Z miejsca się pojawiają.

– Kołacze?

Peryskop swój odwracam, już nie powiem jak kołacze. Kołacze jak kurwa mać. Guglam: „ból pod łopatkami”. Odpowiedź jest jedna. Biorę swój peryskop, pakuję torbę i idę. Ale idę powoli, ręką się za serce trzymam, drugą o ścianę opieram, po schodach się słaniam. Po chwili już jestem w przychodni: ból pod łopatkami, w całej klatce piersiowej, duszności i kołatanie. Do gabinetu, przyssali przyssawki, podłączyli do prądu, zaraz z ciśnieniomierzem, buty zdjąć, rajstopy, bluzkę, w ogóle się rozebrać! No i zbadali, zmierzyli, znów inny gabinet, ja po jednej stronie, lekarz po drugiej, rozmowa:

– Praca pani serca wygląda, że tak powiem: podręcznikowo.

– I co teraz?

– Nie wiem… ja nic nie poradzę.

– Czyli nie ma ratunku?

– Ratunek może i jest… ale to wymaga czasu. I cierpliwości.

– Mojej?

– Też… ale bardziej lekarza.

– Pana?

– Nie, innego lekarza.

– Innego?!

– Zupełnie innego. Ale spokojnie, już panią kieruję. Jutro na piętnastą. Psychiatra.

Dziś rano słuchałam w radio o wynikach Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia. Polska w tych badaniach zajmuje 27 miejsce na 34 kraje europejskie. Komentatorzy rankingu zauważają wiele błędów w naszym systemie zdrowotnym. Kolejki do lekarzy, niedostępność leków, fatalny system wynagrodzeń lekarzy, jednym słowem – koszmar. Jest jednak jedna dziedzina, w której Polska prowadzi. Jest gałąź medycyny, która świat powala na kolana. To jest, drodzy Państwo, kardiologia. Polska kardiologia nie ma sobie równych.

Potwierdzam z całą skwapliwością. Bez użycia jakichkolwiek leków, bez skalpela, bez diety, wyrzeczeń i nordic walking – li tylko samą rozmową z kardiologiem – w ciągu paru minut zostałam wyleczona z zawału serca. Ból z pleców, niczym pazur tygrysa, zniknął jakby go nigdy nie było.

12 comments

  1. Anonim

    Bóle pleców, o których piszesz, są spowodowane pochylaniem się nad komputerem. Następuje wtedy niezdrowe, dla nas, zaokrąglenie pleców, co powoduje problemy z właściwą pracą płuc i serca. Należy robić częste przerwy i prostować plecy.
    Usłyszałam to, od lekarza, kilka lat temu, pewna, że to zawał;)

  2. Anonim

    Sylwia Kubryńska | 17 Maj 2012 o 11:43 | Odpowiedz

    „I tak masz nieźle, bo nie skierował Cię do psychiatry…”

    Kiedyś usłyszałam takie zdanie, od znajomej lekarki: jeśli lekarz, który nie zrobił Ci podstawowych badań: krew, mocz i co tam jeszcze, wysyła Cię do psychiatry, to znaczy, że sam wymaga konsultacji u tegoż:)

    A, jeśli o mnie chodzi, to chyba sama siebie zaprowadzę do psychiatry, jeśli w naszym kraju nadal będzie dalej tak cudnie:D

  3. Anonim

    Myślę, że żartowniś z niego.
    Ale, jak się pacjent uprze, że jest chory, to lekarz jest bezradny:)

    Ps Gdyby na EKG było widać, to 99% dorosłego społeczeństwa dostałoby skierowanie do psychiatry 😉

  4. Anonim

    proponuje porzadnie pokirzyc w weekend. nastepnego dnia bol serca zniknie i ewentualnie zastapi go mniejsze zlo, czyli bol glowy 🙂

  5. Inessta

    Nilgau, Garna, Gazela, Suhak to antylopy azjatyckie 🙂 Więc pazur tygrysi mógł rozerwać plecy antylopy. Zwłaszcza takiej Garny. Bo ona z Indii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s