22.04.2012 Welcome to hell, czyli rozliczenie z fiskusem

Niedziela rano. Właściwie południe. Na kanapie siedzicie Państwo w skarpetkach. Z potwornym kacem. Każdy dźwięk rozsadza czaszkę, lecz brak Wam sił na ściszenie wyjącego telewizora. To i tak nie ma znaczenia, gdyż Wasza żona zasuwa po pokoju z przekrzykującym wszystko odkurzaczem, dźgając co rusz bezbronne, odziane jeno w skarpetki stopy.

Inny obrazek. Podróż pociągiem. Nabitym do nieskończoności. W wypełnionym po kokardę przedziale jakaś młoda i głośna kobieta tłumaczy narzeczonemu istotę miłości. Obok zgraja młokosów z gitarą śpiewa „Załóż czapkę skinie”. Za drzwiami przedziału brzuchaty przedsiębiorca gada non stop przez komórkę i pali papierosy. A w torbie podróżnej macie Państwo tylko „Dziewięć” Stasiuka.

Jeszcze inny. Dwudziesty drugi kwietnia. A właściwie dwudziesty trzeci. W domu ktoś niedawno wysadził bombę atomową. Wszystko jest gdzie indziej. Czasu na sprzątanie nie ma. W siedemdziesięciu torebkach jest być może jakaś znikoma część pitów rocznych, z których się muszą Państwo rozliczyć. Trzeba to wszystko sprzątnąć, znaleźć dokumenty, a potem księgową. Jutro na pewno nie będzie na to czasu. Pojutrze tym bardziej. I popojutrze też. I tak trzydziestego kwietnia zawisną Państwo nad formularzem z jedną, nieprzejednaną myślą:

Właśnie tak wygląda piekło.

5 comments

  1. Anonim

    Myślałem, że „załóż czapkę skinie” przestało się śpiewać od jakiś 15 lat tj. kiedy skończyłem studia i wymeldowałem się z akademika

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s