18.04.2012 Sprawa Bodzianowicza

Jest zasadniczo wszędzie. Zawsze cię znajdzie. Nie ma sensu uciekać na wyspę bezludną – on tam już czeka

Po pierwsze, od dziesiątego kwietnia krąży po Śląsku całkiem przyzwoite pismo o wdzięcznej nazwie MAGAZYN BE. Pismo jest przyzwoite w sensie zupełnie niedefinicyjnym, a mówię tak, ponieważ znajdują się w nim moje własne teksty. Jeden z nich opisuje na przykład ognisty romans pomiędzy zabójczo przystojnym ślązakiem a dwiema nagrzanymi pannicami z wybrzeża. W grę wchodzi jeszcze dziarska ślązaczka, generalnie – ostra jazda. Drugi tekst jest dla odmiany rewolucyjnym poradnikiem dotyczącym nieśmiertelnego zagadnienia: „Jak żyć?” Ściśle chodzi w nim o to, co zrobić, by zrzucić zbędne kilogramy, a sami Państwo chyba przyznają rację, że jest to problem tak ważny, że dominuje wszelkie pozostałe aspekty współczesnej egzystencji. Słowem: polecam.

Po drugie, znów spotkałam Bodzianowicza.

Zaczęło się od Karwowskiego. Karwowski w każdym niemal odcinku ściera się z jakimś mglistym wspomnieniem znajomego z lat studiów, czy szkoły, czy może jakiejś wczesnej pracy – sam nie może ustalić. Słyszy często, że coś tam Bodzianowicz. Kto mówił o najnowszych badaniach naukowców? Bodzianowicz. Kto jest autorem opracowań kardiologicznych? Bodzianowicz. Z kim spotyka się ta młoda pielęgniarka? Z Bodzianowiczem. Nigdy go nie widać, ale występuje. Może niegroźne lecz nieznośnie uparte widmo Bodzianowicza prześladuje inżyniera przez cały film. I zawsze, w każdym z tych przypadków Karwowski popada w zadumę, jakby zmagał się z przeszłością, staje się nieobecny, oderwany i sam do siebie mamrocze:

– Znałem kiedyś Bodzianowicza…

Na co jego rozmówca reaguje przytomnie:

– Bodzianowiczów jak psów.

Wreszcie widzimy odwrotną sytuację. Pojawia się Bodzianowicz. Jest, z krwi i kości facet pod czterdziestkę, lekarz. Na dźwięk nazwiska „Karwowski” zastanawia się chwilę i nagle w zadumie bąka:

– Znałem kiedyś Karwowskiego… – na co sam sobie odpowiada po chwili: – E, Karwowskich jak psów.

Każdy z nas ma swojego Bodzianowicza. Prędzej czy później go spotka. Może na stole reanimacyjnym jak Karwowski, a może w pracy – jak ja. Po latach znów wyrośnie duch przeszłości i zabierze go w podróż po wspomnieniach.

– Kopę lat!

– A pamiętasz?

– Jejku, jejku, ile to już?

– Ho, ho, ho, nic się nie zmieniłaś! (taaa…)

W takim Bodzianowiczu jest właśnie to, co generuje popularne powiedzonka: „góra z górą się nie zejdzie”, tudzież: „jaki ten świat mały”. Bodzianowicz ma to do siebie, że jest zasadniczo wszędzie. Przykładowo, jeśli wyjedziesz do Afryki, na bank spotkasz Bodzianowicza. Na wyspę bezludną nie ma sensu uciekać – on tam już czeka. Zmienisz pracę? Gwarantuję, że biurko obok Bodzianowicz ostrzy twoje ołówki.

Mój Bodzianowicz pojawił się na początku kariery zawodowej. Zaczynałam stawiać pierwsze kroki na trójmiejskim rynku pracy. Trafiłam do agencji reklamy „Fioletowy Struś”. Tak się nazywała, przysięgam. Dostałam Panoramę Firm i telefon. Polecenie: obdzwonić klientów. Robota prosta, choć dość mozolna. W sam raz na początek kariery. Nie wiem, czy ktoś z Państwa pracował kiedyś w taki sposób? To się nazywa telemarketing. Taka taśma ze słowami. „Dzień dobry, nazywam się Sylwia Kubryńska, dzwonię z agencji reklamy Fioletowy Struś”… „Dzień dobry, nazywam się Sylwia Kubryńska, dzwonię z agencji reklamy Fioletowy Struś” … „Dzień dobry, nazywam się Sylwia Kubryńska, dzwonię z agencji reklamy Fioletowy Struś” … „Dzień…

– Dzień dobry, nazywam się Sylwia Kubryńska, dzwonię z agencji reklamy Fioletowy Struś…

Po drugiej stronie mam Bodzianowicza. Jeszcze o tym nie wiem. Jeszcze się nie znamy. Jesteśmy na starcie naszej wieloletniej znajomości, naszego dozgonnego deptania sobie po piętach. Ale dziś tego nie wiemy. Jeszcze jesteśmy obcy. Jeszcze ani razu nie parsknęliśmy wspólnym śmiechem. Jeszcze nie zrobiliśmy żadnego projektu. Jeszcze się nie pokłóciliśmy, nie pogodziliśmy. Jeszcze…

– Jakiej agencji? Fioletowy Stróż?!

8 comments

  1. Piotr

    Mój nazywa się Malinowski…. nie ma innych nazwisk dookoła mnie. Swoją drogą nie wiedziałem, że to aż tak powszechne. Pozdrawiam, zapraszam

  2. jadwiga

    Taaa, mój Bodzianowicz nazywa sie supełnie inaczej ale jest z krwi i kości, tylko ja nie pamietam gdzie my razem, właśnie i kiedy… zupełnie a może w Agencji Fioletowy Stróż? no nie wiem..
    j

  3. Jewa

    Ja myślałam, że moje imię jest powszechne. Gdy mnie w Rosji pytają: -Kak tiebia zawut? Odpowiadam: – Jewa. Słyszę: -A kak eta zapisat`? Raz pijany facet spytał mnie o imię, usłyszał odpowiedź, po czym wykrzyknął: – Ooo, tak kak ‚dieriewa’! (Co ja mam z drzewami wspólnego?) Dodam jeszcze, że z nazwiskiem nie mam problemów. Pozdrawiam.
    Poniznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s