12.04.2012 Oksymoron dualistyczny z elementami antytezy, słowem: urodziny

Ja na bezludnej wyspie? Absurd. Skoro ja, to nie na bezludnej. Jak na bezludnej, to beze mnie, bo ja zaludniam… Czy tak trudno być samą?!

Od jakiegoś czasu nie opuszcza mnie pragnienie samotności. Pisałam już o wstawaniu o piątej rano, by choć trochę posmakować ciszy? To za mało. Za krótko jestem ze sobą sam na sam, brakuje mi rozmów ze mną. Za mało mi mnie.

Opętana samotnością zaczęłam marzyć o bezludnej wyspie. Wróciłam do Robinsona Crusoe, znów zaczęłam męczyć Verne’a. Nawet sobie „Coast Away” włączyłam i gdyby nie to natężenie placementu, może i by mi się podobało. Ale do brzegu. Poważnie jęłam kombinować, jakby tu się znaleźć na dalekim lądzie. Na rzuconym w odmęty bezkresu kawałku raju, który miałby tę przewagę nad Edenem, że nie byłoby na nim żadnego mądrali z brodą. Żadnych tubylców ludożerców, nie chcę skończyć w rosole. Nie chcę Piętaszków, rozdziawionych półgłówków, obserwatorów z litanią pytań. Nie chcę Wilsona, niemej piłki z krwawą twarzą, przez którą by mnie opuścił rozsądek.

Nikogo.

Tylko ja i już. Właściwie to się zagalopowałam. Chciałam powiedzieć: tylko ja, bez tego „i już”, bo jak się postawi „i” to zaraz się ktoś przyczepi. Jeszcze bez tego „tylko”. Bo jak mówię „tylko”, to niby ubolewam, że tak nas mało. A przecież IDEALNIE. A przecież właśnie WYSTARCZY.

Ja.

Ja na bezludnej wyspie. Sprawa jest absurdalna. Skoro: ja, to nie na bezludnej. Jak na bezludnej, to beze mnie.  Bo ja zaludniam. Zaludniam i popadam w beznadzieję: czy tak trudno być samą?

Jest jeszcze jeden problem. Kto wie, czy nie ważniejszy. Jak na tę bezludną wyspę (potencjalnie zaludnioną przeze mnie) się dostać? Wiadomo, że na wyspie bezludnej się ot tak, nie ląduje. Na wyspę bezludną się nie wybiera. Na wyspie bezludnej trzeba być rozbitkiem. Ocalałym z katastrofy! A przecież nie mówi się: „Och, zrobię jeszcze dwa montaże i lecę wziąć udział w katastrofie”. Nie mówi się też: „Jutro mam lot nad Pacyfikiem, potem krótką awarię śmigła i zaludnienie  bezludnej wyspy”. Nie. Tego się jakby nie planuje. Jak zatem tam wylądować?

Wszystko przemyślałam. Wzięłam pod uwagę trzy warianty:

  1. Udział w katastrofie lotniczej. Już skojarzenia, już hejt. Spokojnie, wyjaśnię.
  2. Zatonięcie okrętu. Wersja trudna, mam lęk głębokości. Lecz trzeba rozpatrzeć dla porządku.
  3. Tragiczny lot balonem. Dojdziemy do niego.

Samolot. Zdarza mi się latać, owszem. Ostatnio leciałam do Barcelony. Whisky, na przykład – do Norwegii. Jeszcze był Frankfurt, Tunezja. Lata się. Ale najwyżej nad Morzem Śródziemnym. Sprawdziłam archipelagi. Nic tam nie ma! Żadnych bezludnych wysp. Wszędzie stragany, turyści. Inna rzecz – airbusy się w ogóle nie rozbijają. Szansa jedna na milion. Nic z tego. Awionetka? Latałam i tym. Wrażenie mordercze. Wszystko się trzęsie, hałas, strach. Zawał gwarantowany. Katastrofa też. Do dziś zachodzę w głowę, jak mi się udało z tego wyjść. Brzmi nieźle, prawda? Problem z dystansem. Najdalej toto poleciało nad Dajtki pod Olsztynem. Widok niezły, jednak wysp niewiele.  Odpada.

Statek. Unikam z kilku powodów. Wspomniany lęk przed głębiną. Wiatr. Nuda. Choroba morska. Płynęłam kiedyś na Hel. Dżisas. Wsiadłam w humorze, wysiadłam w płynie. Raczej mnie zdrapywano z pokładu. Bujało. Wiało. Śmierdziało. I Martini mieli podłe.

Ostatnia wersja: balon. Kolega miał ostatnio urodziny. Przyjaciele się zrzucili i fundnęli mu lot balonem nad Egiptem. Wiem, że w Egipcie jest niewiele oceanów. Jest za to pustynia. Na pustyni ludzi – jak sama nazwa wskazuje – brak. Są też wyspy: oazy.  Wszystko pasuje. W dodatku urodziłam się dwunastego kwietnia…

Helloooł, jest tam kto???!!!

7 comments

  1. Randdal

    Urodziłem się 5 dni później, w kwestii balonów mam pewne doświadczenie i powiem nie jest łatwo. Rok temu wymysliłem taką promocję – kto kupi 100 godzinny karnet, może przelecieć się balonem. Prawie przelecieć. Balon był prawdziwy, pan od balona też, tyle że balon miał latać góra-dół. Ciężko w tej sytuacji liczyć na bezludną wyspę. Karnetów sprzedałem całkiem sporo. Umówiłem balon na konkretną datę – problem był taki, że w okolicach Wawy balony mogą latać po 19:00 i nie powinno padać. I co? Padało przez 7 weekendów, a w pozostałe niepadające nie było dla mnie miejsca. Ludzi stwierdzili, że zrobiłem z nich balony. Nie byli zachwyceni.Jakoś z tego wybrnąłem. Ale z balonami jest ciężko.

    Pozostaje Ci statek i tonięcie na wierzchu. Może zafunduj sobie takie dmuchane rękawki, lub jak mój siostrzeniec mówi: mankietki.

  2. Baronowa

    A nie wystarczy się zatrzasnąć na kilka godzin na jakimś stryszku albo piwnicy? No ostatecznie w kiblu… Chwile samotności zapewnione, po co zaraz bezludna wyspa.

  3. Anonim

    Sylwia Kubrynska napisała:
    „W dodatku urodziłam się dwunastego kwietnia…”

    Happy Birthday to you, Happy Birthday to you,
    Happy Birthday, Dear Sylwia,
    Happy Birthday to you…
    ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s