Wielki Piątek a hedonizm

Bóg to lody truskawkowe, a ja wiem jak smakuje niebo

lody

fot. Fabryka Smaku

Zjawiska cierpienia udało mi się doświadczyć bardzo szybko. U wrót podstawówki weszłam w zaklęty krąg magicznej liczby siedem, by poznać wszelkie tajemnice jej wielokrotności, a wraz z nimi smak znoju, porażki, cierpliwości, wyrzeczeń, wiązania końca z końcem i… matematyki.

Nie, nie mówię o szkole, w szkole radziłam sobie całkiem dobrze, przynajmniej na początku. Mówię o sprawach o wiele większych. Mówię o mojej własnej filozofii życia. Ściśle – mówię o lodach truskawkowych.

Gdy miałam siedem lat, na moim podwórku postawiono budkę z lodami. Gałkowymi. Jednak gałka – siedem złotych. Ta prosta oferta całkowicie zmieniła moje życie. Nic już nigdy nie było takie jak przedtem.

Po pierwsze, wszystkie sprawy zaczęły kręcić się wokół budki z lodami. Na przykład: relacja mojej matki z kierownikiem Brykowskim w Centrali Produktów Naftowych kręciła się wokół budki z lodami. Pozycja ojca w Państwowej Komunikacji Samochodowej również kręciła się wokół budki z lodami. Liczba piątek z koroną. W moich czasach nie było szóstek, tylko piątki z koroną, które, zorientowawszy się, że skutkują nagrodą pieniężną (czytaj: gałkami lodów), wyciągałam w szkole na akord. Wokół budki z lodami kręciły się również krótkie wypady po śmietanę, bo wiązała się z nimi tak cudowna rzecz jak reszta, o której moja matka ze zwykłego roztargnienia nigdy nie pamiętała.

Tak weszłam w czarny etap kombinatorstwa. I, jak się okazało, grzechu. A jeden grzech pociąga za sobą kolejny. Ale o tym później.

Jak już powiedziałam, jedna gałka kosztowała siedem złotych. Dla niewtajemniczonych – to było przed denominacją i na świecie panowały zupełnie inne zasady pieniężne niż dziś. No więc, siedem złotych. Obok kombinowania, szybko się musiałam zapoznać z kolejnym cierpieniem. Cierpieniem do tej pory niepojętym i strasznym, które nie tylko jest ciężkie do zniesienia przez trudy nauki, ale pozostawia na zawsze ślad pośród mózgu w postaci wyrytej na wieki tabliczki mnożenia w zakresie wielokrotności liczby siedem.

Sami Państwo widzą. Aby zdobyć gałkę lodów truskawkowych, należało się nauczyć wielu rzeczy. Nic nie było łatwe. Nie przychodziło po prostu. Człowiek się musiał natyrać w szkole, nalatać ze śmietaną i poznać zależności premii od stanowiska rodziców. Jakby było mało, jeszcze matematyka. Ale na końcu tej drogi czekało niebo. Wyrywane wielkim znojem po kawałku, moje własne truskawkowe zbawienie.

Raj trwał trzy lata. Przez trzy lata sytuacja materialna (i matrymonialna) rodziców się zmieniała, cena za gałkę również, zmieniał się świat. Moja wiedza matematyczna pęczniała, pojęłam podstawy ekonomii. Ugruntowałam kwestię filozofię życia i zbawienia. Wszystko wydawało mi się proste i logiczne.

Dopóki nie poszłam do spowiedzi.

Coś mi mówi, że za chwilę dokonam potworności, ponieważ złamię tajemnicę. Nie ma wyjścia, muszę. Inaczej tego nie napiszę. W trzeciej klasie podstawówki przystąpiłam do sakramentu, a z braku grzechów, postanowiłam opowiedzieć księdzu swoją filozofię życia. Prostą mądrość pozbawioną jakichkolwiek cudów i polegającą na dążeniu przez pracę i naukę do raju satysfakcji.

Jakże się zdziwiłam, gdy po wyłożeniu teorii, na moją podniesioną z dumy głowę posypały się gromy oskarżeń o najcięższe grzechy świata!

Pycha.

Chciwość.

Łakomstwo.

A zaraz po nich, jak piorun ostateczny, trzasnęło pytanie:

– A gdzie w tym wszystkim jest Bóg?!

Zmartwiłam się szczerze, bo choć ksiądz wyglądał  na osobę rozumną, nic z mojej logiki nie rozumiał. Przecież to oczywiste! Bóg jest w lodach! Bóg to lody truskawkowe! A moja droga do niego jest cierpieniem. Nie takim znów strasznym, bo możliwym do zniesienia. A dlatego możliwym, bo znam smak jego końca. Wiem, jak smakuje niebo.

– Chodzi o to, by nie wiedzieć.

– To skąd mam wiedzieć, że warto?

– Na tym polega wiara.

– Ale ja nie WIERZĘ, ja WIEM.

– Nie wiesz.

Masakra. Bój przy konfesjonale. On swoje, ja swoje. On wściekły, ja ZŁA. Nie oddam lodów. Mam oddać. Odkupić truskawkowego boga. Zrezygnować z niego! Mam się umartwiać z wiarą, bez wiedzy. Oczekiwać, nie dostać. Ofiarować, nie brać. Karmić, nie zjadać. Mam się uczyć w znoju, pracować bez raju.  Bez nagrody. Nagroda będzie…

– Kiedy?

– Po śmierci.

Pokuta jak wyrok. Wielokrotności siódemki przynieść na tacę.

Wyszłam skołowana. Usiadłam na murku. W kieszeni miałam siedem złotych. Szansę na  ostatni skrawek nieba. Pożegnalną randkę z Bogiem. Poszłam do budki. Budka się zamknęła, gości nie przyjęła. Wszelką inicjatywę prywatną szlag trafił. Załamała się gospodarka kraju. Została tylko wiara. Została tylko taca.

Nie odprawiłam pokuty. Nie oddałam Bogu moich siedmiu złotych. Coś mi mówiło, że On sobie poradzi. Dalej mi coś mówi, że On sobie poradzi. Coś mi podpowiada, że On zawsze spadnie na cztery łapy. Dlatego, moi Państwo – nie bądźcie tacy smutni w ten Wielki Piątek.Nie ma się co martwić. On zmartwychwstanie.

22 comments

  1. czytelniczka w wielki piatek

    Pani Sylwio, lubię czytać Pani felietony, ale ten obraża moje uczucia religijne. Czy teraz jako dorosła osoba obchodzi Pani Święta? Rozumiem, że nie … bo to Święta religijne. Malowanie jajek i pyszne śniadanie z najbliższymi też wchodzi w ich skład, nie tylko pokuta, która swoją drogą jest oczywistą częścią składową dla chrześcijan.

    • piotr bardzo uczuciowy

      zawsze kiedy słyszę podobne argumenty, mocno powątpiewam w te „uczucia” religijne, ich prawdziwość i moc, autorka tekstu nie weszła do Pani świątyni ani sypialni, ma prawo pisać co chce, a Pani ma prawo czytać albo nie czytać, marne są uczucia religijne które ktoś…np jakiś Kubryński może łatwo obrazić…pozdrawiam i życzę głębokiej analizy własnych uczuć religijnych.

  2. Sylwia Kubryńska

    Pani Czytelniczko! Przykro mi, że Panią obraziłam, nie miałam takiego zamiaru. Chciałam raczej pocieszyć moich czytelników, wlać otuchę w ich serca dobrą, choć oczywistą nowiną. Rozumiem jednak Panią, bo przecież sama wiem, co to znaczy – obrażone uczucia. Takie właśnie miałam, gdy jako dziewięcioletnie dziecko zwierzyłam się z moich przemyśleń mężczyźnie w konfesjonale, który podeptał moją ufność bez pardonu. Tekst jednak odnosi się do mojego osobistego Boga, który może być taki, jakiego sobie tylko wymyślę, z truskawek i pełen radości, której Pani życzę podczas nadchodzących Świąt! Pozdrawiam.

  3. czytelniczka w wielki piatek

    rozumiem, że z Bogiem można rozmawiać nie tylko w kościele ale i na kwiecistej łące, ale „objadanie sie truskawakami i lodami ” z zasady kłóci się założeniami Wielkiego Piątku. Oczywiście, że można go nie respektować, ale wtedy i obchodzenie Swiąt wydaje się mocno kontrowersyjne. Można wierzyć w innego Boga, albo w żadnego, ale po co wypowiadać się na temat „obcego” w taki lekceważący sposób, że i tak powstanie… To było mimo wszystko niesmaczne. A czytałamm inne wpisy , bo lubiłam. Byłam ciekawa również dziesiejszego i mocno mnie poruszył, niestety tym razem negatywnie. W takim razie nie życzę Pani Wesołych Świąt, bo rozumiem, że nie korespondują z Pani ideologią życia. Oczywiście szanuję to, ale wolałabym nie czytać o wyszydzaniu świętości wielu ludzi.

    • Toja Oszołomska

      Mimo wypowiedzi, ja jednak życzę również Pani droga „czytelniczko w wielki piatek” Wesołego Alleluja, już w Wielki Piątek.
      Pani, pani Sylwio, chyba nie trzeba, ktoś kto potrafi tak swobodnie patrzeć na świat, musi mieć Wesołe Święta. Wszystkiego dobrego.
      Pozdrawiam i Wesołych Świąt;)

    • Dominika..l

      I wlasnie takie „nie zyczenie” Wesolych Swiat pokazuje te wspaniale uczucia religijne. Droga Czytelniczko w Wielki Piatek, a gdzie Przebaczenie, gdzie Tolerancja Wolnosci Slowa? Podobno kamieniem rzucaja tylko ludzie bez grzechu… Czy Pani jest swieta co dzien czy tylko od swieta? Tu nie chodzilo o zadne wyszydzanie, nie to autor chcial przez to powiedziec.

      Poruszyl mnie Pani komentarz. Niestety negatywnie.

      Lekko hejterski byl 😀

    • geoda94

      czyj blog tego słowai nie powinno się krytykować czyichś poglądów. Człowiek może wierzyć w Boga lub nie, a Bóg dla każdego wygląda inaczej. moim zdaniem to bardzo ciekawy wpis… a jeśli ktoś nie rozumie przekazu a krytykuje podejście do „świętości” to jego sprawa. Niech Pani nie mierzy wszystkiego swoją miarką. Ja nie odebrałam tego jako wyszydzanie i zdziwiłam się, że pani owszem.

  4. jadwiga

    O Mój Boże, należy powiedziec, w tej stytuacji, ile w nas marnych odczuć, ile kołtuństwa na pokaz, a nie przeżywania Triduum Paschalnego głęboko, dla siebie, bo w końcu on Zmartwychwstał, jaka szkoda, a takie to proste,
    życzę
    Fantastycznych i Wesołych Świat Zmartwychwstania, Wesołego Alleluja!
    Weselmy się
    j

  5. Anonim

    ajtra
    Czytelniczko w wielki piątek, napisała Pani:
    „Malowanie jajek i pyszne śniadanie z najbliższymi też wchodzi w ich skład, nie tylko pokuta, która swoją drogą jest oczywistą częścią składową dla chrześcijan.”

    A, jeśli chrześcijan nie stać na kupno farbek do malowania jajek i pyszne śniadanie, to co wtedy jest „oczywistą częścią składową”?

  6. Ziki

    Myślę, że chodziło o weselenie się i szeroko pojęte świetowanie, a nie tylko cierpienie. Ale wszystko w swoim czasie.

  7. Margarithes

    Sylwia… potrzebowałam tego tekstu, wypełniłaś te luki, w których hulał sobie wiatr! Nie mogłabym tego lepiej napisać, nazwać, określić… Wielu ludzi nie pojmie tego tekstu, ale co tam, są tacy, co zrozumieją! Miłego!

  8. geoda94

    Świetny wpis pobudzający do refleksji, jestem zauroczona pani blogiem. 🙂 ostatnio też zaczełam pisać i zależy mi na obiektywnej ocenie kogoś doświadczonego. Jeśli się znajdzie czas to zapraszam.

    geoda94.gloog.pl

  9. Ola

    W tym tekście objawia Pani swoje widzenie Świata, Boga, Przyjemności. Wyobrażam sobie jak ten tekst opowiada Pani w towarzystwie śmiejąc się niesamowicie z własnych słów nie czekając na reakcję słuchaczy. A ,że śmiech ma ani bardzo zaraźliwy, wszystkim łzy radości by tryskały. Przewrotność pisarki nie zna granic.

  10. Pingback: 21.08.2012 Psycho tekst | Sylwia Kubryńska
  11. bratzacieszyciela

    qrcze, a juz myslalem ze sa miejsca, gdzie nikt sie nie powoluje na obraze uczuc, co jest ewidentnym ruchem na pokaz i swiadczy o ideach moze i znanych, ale tak naprawde nie wyznawanych. Wpis o swietach i bohu w truskawkach jest boski. Bez dyskusji!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s