01.04.2012 Mistrz ciętej riposty. Spóźnionej

W wyobraźni jestem jak osa. W rzeczywistości – mucha plujka. W marzeniach mój język to żądło. Na jawie – aparat liżący. Niestety, własne rany

Przyszło mi żyć wśród Kaszubów, a trzeba przyznać, że jest jedna cecha, która łączy ten naród niczym splot palmety. Czysta, bezinteresowna kąśliwość. Taka niegroźna, aczkolwiek dość przykra skłonność do wbijania szpilek. Ot, jest miło, fajnie, słońce świeci, przyszła wiosna, ptaszek ćwierka, a ty, kochana, lepiej się przypudruj, bo ci piegi wyszły.

Sytuacja niby bezpieczna, raucik miasteczkowy, sączę wodę, ciastek nie jem, na talerzu pustka, no uważam jak mogę. Rozmówca numer jeden:

– To pani jest autorką tej książki?

Nie nadążam z odpowiedzią, bo spieszy z nią rozmówca numer dwa:

– Tak, i trzeba przyznać, że jest intrygująca.

Już mi w miarę przyjemnie, nawet się uśmiecham, gdy rozmówca nagle dodaje:

– Oczywiście książka, nie pani.

Innym razem spotykam pewnego faceta. Patrzy na mnie dłuższą chwilę i stwierdza:

– Fajna fryzura.

– O, dzięki.

– Dla młodzieży…

Już jest grząsko, już przeczuwam coś złego, gdy słyszę po chwili:

– … wiejskiej.

Oczywiście, rewanż za taką odzywkę, że lepszy rydz niż nic (bo większość facetów w tej szerokości geograficznej nie ma ŻADNEJ fryzury) – przychodzi mi do głowy dwa tygodnie później i choć mógłby ściąć z nóg najbardziej hardego Kaszuba, jest tylko odgrzewanym kotletem niespiesznej elokwencji blondynki ze wschodu.

I jako blondynka ze wschodu, odbieram ciosy. Każdego dnia. Uśmiecham się rano do kolegi z pracy, a ten:

– Z czego się tak cieszysz?

No i uśmiech mi znika. W głowie pustka. Potem zemsta. A raczej jej żądza. Głupie pytanie Doroty Wellman rozbrajałam po programie na setki sposobów. Wymyśliłam dwanaście tysięcy paraliżujących odpowiedzi. Żadna z nich nie padła w Dzień Dobry TVN.

Wychowałam się wśród ludzi prostolinijnych i poczciwych, którzy wprawdzie mówili sobie rzeczy przykre, ba, mówili je z uczciwą sumiennością, aczkolwiek wymowa ta całkowicie pozbawiona była jadu. Przeciwnie – niosła ze sobą troskę i współczucie. Dziadek mi kiedyś na przykład powiedział z wielkim żalem w głosie, że może i by ze mnie była ładna dziewczyna, gdyby nie te duże zęby. Przyjęłam wiadomość z pokorą, wiedząc jednocześnie, że jest ktoś na świecie, kto mi dobrze życzy i wiele by dał, by moje zęby zmalały. Jako że sprawa jest beznadziejna, pozostaje więc tylko się zasmucić, co też dziadek czynił skwapliwie za każdym razem, gdy tylko na mnie spojrzał.

Nie umiem się odcinać. Nie umiem wbijać szpilek. Nie umiem ich też wyciągać. Raz zadany cios krwawi we mnie przez wiele miesięcy. Dłubię kawałek po kawałku odłamki złośliwości, by formułować z nich bombę atomową, którą sobie potem odpalam w ramach prób jądrowych wewnętrznej polemiki.

Ileż ran popromiennych już sobie zadałam!  Ileż wojen stoczyłam! Ile dyskusji zażartych we własnym umyśle przeprowadziłam, ile debat! Moi wrogowie płaczą, błagają o litość. Stoją z rozdziawionymi ustami, po głowie się drapią. Nie wiedzą. Stękają.

– Eee… – mówią.

A ja triumfuję! A ja sieczę. Biorę karabin maszynowy i strzelam! Zrzucam napalm drwin. Zabijam słowem, dręczę ripostą. Albo wychodzę. O tak, to lubię najbardziej. Zgnębiona ofiara, której brak argumentów odbiera oddech, prosi, bym jeszcze chwilę została, bym dała szansę, czas. A ja nie! Ja porzucam! Ja nie dyskutuję! – Nie mamy o czym rozmawiać – prycham z pogardą i duszę rozmówcę brakiem siebie.

Ja – tlen polemiki – znikam!

W wyobraźni jestem jak osa. W rzeczywistości – mucha plujka. W marzeniach mój język to żądło. Na jawie – aparat liżący. Niestety, własne rany.

Czasem udaję, że sobie radzę. Kiwam głową jak piesek z kokpitu. Nie przejmuję się! Nic mnie nie rusza! Gadaj zdrów jeden z drugim, będę jak stal. Pozabijam was pogodą ducha. Będę sobą. Będę miłą dziewczyna ze wschodu, a wy, parzące meduzy, parzcie się, skolko ugodno.

Wychodzę na ulicę, znów widzę znajomego:

– Dzień dobry! – wołam wesoło.

– Już się dziś witaliśmy.

15 comments

  1. Piotr

    Witaj. Świetny wpis. Ja niestety nie potrafię odgryzać się natychmiast. Wyjątkowo częśto robię głupią minę i coś tam mamrocze pod nosem, albo smieje się z samego siebie…ech. Pozdrawiam

  2. Anonim

    A, ja sieczę od razu:D
    Podam przykład: kilka dni temu, spotkałam znajomą.
    – O, nosisz okulary- stwierdziła.
    – Lekarz przepisał – usprawiedliwiam się.
    – Aha. Hm, ale wiesz, że w tych „szkłach” wyglądasz staro?
    – Ty, przez nie, też.

  3. Anonim

    Sylwia Kubryńska:
    „Mogę wpaść na krótki kurs?”

    Zapraszam 😀
    Ale, że mieszkam 500 km w linii prostej, to proponuję kurs korespondencyjny 🙂

  4. Anonim

    Właśnie to zrobiłaś;)

    I, jak to się ma do tych Twoich słów:
    „W wyobraźni jestem jak osa. W rzeczywistości – mucha plujka.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s