22.03.2012 NO babies on board

Każdy rodzic w pewnym momencie swojego życia dochodzi do wniosku, że wykazał się rażącym brakiem odpowiedzialności, lekkomyślnością graniczącą z przejawem choroby psychicznej w podjęciu niegdysiejszej decyzji o posiadaniu potomstwa.

Każdy rodzic w pewnym momencie swojego życia dochodzi do wniosku, że ma wystarczający kłopot z samym sobą, by nie dostawać jeszcze szajby na punkcie jakichś dzieci. Jemu samemu bowiem wystarczająco trudno się w razie czego schować w komórce na szczotki. A co dopiero wciągnąć tam rozwrzeszczaną dziatwę?

Tak, piszę ten wpis z duszą na ramieniu, bo będzie to wpis nieśmieszny. Tu się z kolei narażam potwornie, bo przecież zaraz znajdzie się jakiś hejter komentujący, że w wszystkie moje wpisy są nieśmieszne. W porządku, niech mu będzie. Ale ten wpis jest więc celowo nieśmieszny.

Wracając do tematu. W obecnych czasach ludzkość nie żywi specjalnych obaw względem niektórych niebezpieczeństw. Jakoś nie zauważam powszechnego lęku przed dziką zwierzyną.  Przed kataklizmami. Meteorytem. Czarną ospą. Albo, na przykład, przed  gniewem Bożym. Z rzadka widuje się Justynę Pochanke relacjonującą wiadomość  typu: „Dziś rano gniew Boży zmiótł z globu trzy tysiące ofiar.” No nie. Za to bardzo często można usłyszeć Justynę Pochanke opowiadającą o psychopacie ostrzeliwującym szkołę w Tuluzie. O autobusie z dziećmi lądującym na ścianie tunelu w Szwajcarii. O rewanżu wojsk rządowych na dwulatkach w Syrii. O szaleńcu wybijającym do ostatniej nogi młodzieżowy obóz w Norwegii. O czystkach etnicznych na Kaukazie. O księżach pedofilach. Wszędzie.

Ludzkość zatem najbardziej drży ze strachu przed… ludzkością.

Kto więc, kto, pytam do cholery, kto o zdrowych zmysłach wydaje na świat pełny opisanego przez Justynę Pochanke towarzystwa, własne dziecko?! Kto własne dziecko naraża na te wszystkie niebezpieczeństwa? Kto własne dziecko wysyła na walkę o byt pośród… ludzi?!

Przeczytałam ostatnio złotą myśl mojego ostatnio ulubionego autora, Janusza Rudnickiego. Była to parafraza „homo homini lupus est”, w bardziej realnym przekładzie: „człowiek człowiekowi… człowiekiem”.

Trudno wobec powyższych argumentów nie zdecydować o całkowitym zaprzestaniu prokreacji. Przynajmniej, dopóki istnieje ludzkość. Dopóki plącze się po tym świecie ostatni człowiek, nie ma sensu ryzykować. Nigdy bowiem nie wiadomo, co temu ostatniemu na świecie człowiekowi do łba strzeli.

Jeśli jednak jakimś nieszczęśliwym trafem już się tym rodzicem zostało, trudno, trzeba się modlić, aby potomstwo w pośpiechu urosło. A jeśli już potomstwo szczęśliwie przetrwa i urośnie – niech go ręka boska broni! Żadnych dzieci. I tego się trzymajmy.

Choć czasem, przyznaję, w deszczowy wiosenny dzień, gdy taki rodzic usłyszy:

– E, mama weź parasol, bo leje jak zebra – może zacząć mięknąć…

24 comments

  1. maz

    A mój starszy kolega z pracy, odchodząc na emeryturę podsumował, że najgorsze rzeczy, które go w życiu spotkały sam sobie zawdzięcza..czyli „samym samą”

      • maz

        mi się podobało 🙂 nie chcę się pogrążać ale przecież chodziło o rodzica płci żeńskiej 😉

      • Sylwia Kubryńska

        to może trzeba było zostawić, taki geniusz mi przypadkiem wyszedł, a ja go w nudzie porządku świata utopiłam….

  2. Baronowa

    Ja bym jeszcze powiedziała Polak Polakowi Polakiem.
    Też mnie dziwi, że ludzie boją się boga, straszą bogiem, a krzywdę ludziom robią ludzie.

  3. Anonim

    ona napisała:
    „Na Miłość Boską, przecież nie biegają mi po domu potencjalni psychopaci…”

    Na Miłość Boską, tego jeszcze nie wiesz…

  4. slojkowski

    a zombie zombie zombie. nikt już nie chcę wydawać dzieci na ten padół łez, mnie może już tylko przekonać zniżka na sektor rodzinny na stadionie narodowym. a potem się okaże, że dziecko zabije cię kiełbasą krakowską, jak to kiedyś opisał fakt. ryzyko duże, ale nie kupuję kiełbasy, więc może miałbym szansę przeżyć.

  5. Anonim

    Ona napisała:
    „Niech Wam będzie, powiem gówniarzom, że nie wolno biegać po domu, w domu też ;)”

    To dopiero zaczną kumulować w
    sobie agresję;)

  6. Anonim

    Manto?
    Ło matko, o tym nie wolno nawet myśleć, a co dopiero pisać.
    Dziecko poskarży się w szkole i trafisz, najpierw na salę sądową, a później do sali z oknami ozdobionymi kratką. I wcale nie szkocką;)

  7. jointina

    Miało być nieśmiesznie, więc w spokoju piłam herbatę. Przy Justynie Pochanke i „Dziś rano gniew Boży zmiótł z globu trzy tysiące ofiar” zalałam laptopa malinowo-cytrynową. Na czyje ręce składać reklamacje?
    🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s