17.03.2012 Kolory wieczności, czyli: nie ma takiego czyśćca!

Mojej babci przyśnił się taki sen. Siedzi w pokoju modlitewnym (moja babcia ma pokój modlitewny), gdy nagle przychodzi do niej Jezus. Babcia oczywiście nie podnosi głowy znad różańca, ale zupełnie zawstydzona patrzy na Jezusa spod rzęs. No i patrzy, Jezus coś trzyma. Co On trzyma? Chleb. No dobra, podnosi więc głowę. Chleb nie jest cały. Małą część, może jedną dziesiątą ktoś odkroił jak porcję tortu. Reszta nietknięta. Jezus nic nie mówi. Stoi chwilę z tym chlebem, po czym go odkłada na babciny stół, wychodzi.

– I co, i co, babciu?

– Nic, obudziłam się.

– Ale co to miało znaczyć?

– Nie wiesz? Przecież to jasne. Chleb to hostia. Jezus mi powiedział, że za mało w życiu jej przyjęłam. Od tamtej pory przyjmuję codziennie.

I faktycznie, babcia od lat chodzi codziennie na mszę. Koniec świata, jeśli nie może. Kiedyś przyjechała pilnować mojego brata i jakoś tak zeszło, że nie zdążyła na siedemnastą, koniec, mogiła, lament, różaniec do północy.

– Jakie jest niebo, babciu?

– Białe jak pościel.

– A piekło?

– Czarne jak porzeczka.

– A czyściec?

– Szary – odpowiadała z delikatną nutą zniechęcenia.

Babcię generalnie czyściec nie interesuje. Wydaje mi się, że jest zainteresowana wyłącznie niebem. Ma taki zerojedynkowy stosunek do wieczności. Trudno odmówić słuszności. Zawsze byłam pod wrażeniem babci rozumu. I dobroci. I tej finezji, z jaką, gdy byłam jeszcze mała, budziła mnie, śpiewając „Kiedy ranne wstają zorze”. Pokazała mi kiedyś pijawkę w jeziorku, gdy czerpała wiaderkiem wodę do kwiatów. Tak byłam zaaferowana tą pijawką, że po kilku dniach napisałam swoje pierwsze w życiu opowiadanie. O pijawkach. Nauczycielka się pochorowała, w zastępstwie przyszła jakaś młoda siksa praktykantka. Zawołała mnie do tablicy i kazała czytać na głos. Klasa, jak się można domyślać, rżała. Ale i tak dostałam piątkę. Może dlatego, że to była młoda siksa. A może dzięki babci. Zawsze myślałam, że to drugie.

Babcia wyszywała obrusy. I poszewki. Nawlekałam igłę, bo już oczy jej się psuły. Pościel babci była zawsze artystycznie ozdobiona, poszwy miały wycięte na środku romby. Czasem przepadałam w tych rombach, magicznych przestrzeniach między kołdrą a płótnem babcinego nieba. Gdy miałam siedem lat, uszyła mi sukienkę z materiału zwanego kreton. Ubrana w tę sukienkę wyszłam na wiosenne podwórko i zrywałam niezapominajki.

Niezapominajki to są kwiatki z bajki – śpiewała babcia. I jeszcze, gdy płakałam za mamą, która jak zwykle gdzieś znikała (ciotka Zuźka nazywała moją matkę: „wolna stówa”. Do tej pory nie wiem co to znaczy), no więc, gdy płakałam, że chcę do mamy, babcia mnie rozbrajała:

– Ja chcę do mamy, do mamy, do mamy, bo moja mama ma sukienkę z lamy…

No to ja zaraz, z wrodzoną ciekawością:

– A co to jest lama, babciu?

I zapominałam o tęsknocie.

Babcia podobno pisała wiersze. Do dziś je skrzętnie ukrywa w wypachnionej lawendą szufladzie.

***

Ojciec długo milczał, patrząc na ślubne zdjęcie babci i dziadka. (Ostatnio oglądaliśmy razem stare fotografie.) I nagle coś sobie przypomniał, pokręcił głową, chrząknął.

– Pamiętam jak dziadek remontował kuchnię – powiedział. – Cały dzień mieszał, malował, równał. Pomagałem mu przy tym. Gorąco było, sierpień, mieszkanie pod dachem, piekło. Jak już wymalowaliśmy całość, dziadek wałkiem szlaczek jeszcze picował, żeby się babce spodobało. Takie esy floresy w nieco innym kolorze. To był chyba kolor szary. Stonowany, elegancki szary deseń. Na białym tle ściany. Gdy dziadek skończył, pękał z dumy i czekał, gdy babka przyjdzie, zobaczy. Już nawet flaszkę z radości otworzył. Babcia dzień wcześniej nagotowała konfitur z porzeczki. Czarnej.

– A znam, moje ulubione.

– Więc babcia przyszła, złapała za słoik konfitur i rzuciła nim o ścianę. A potem za drugi, trzeci, następny… Właściwie cały nasz mozół zabryzgała.

– Jezu, czemu?!

– Kolor jej się nie spodobał.

6 comments

      • Małgorzata Niźnik

        Ja także jej szukam. Śpiewaliśmy ją na obozie jako 7-miolatki, a było to w roku 1958. Pamiętam jedynie fragmenty … Mówiły baby w magli, żem się urodził w …. (?) mówiły o mym łebku, żem się urodził w czepku. Ref: Ja chcę do mamy, do mamy, do mamy bo moja mama nosi suknię z lamy, ja chcę do mamy do mamy, do mamy, bo moja mama dobrą praczką jest. 2-ga zwrotka: Jak podrosłem, tak podrosłem do szkoły poszedłem, chciałem zostać marynarzem, a zostałem osłem, z osła już na marynarza niedaleko, więc zostałem marynarzem, cóż mi z tego. Ref: ja chcę do mamy … itd

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s