31.01.2012 ATAC

My ze spalonych łącz. My z wojujących for. Pięścią ściśnięta na myszce grozimy zdrajcom: OMG. Pięścią na myszce im przyłożymy. Przed nocą zdążymy. Tylko zwyciężymy. Nakarmimy psa. I kota. I Palikota. I tamagoczi.

Śmiało otwórzmy oczi.

Nie dajmy ich zamydlić. Ogłośmy rewolucję. Rewolucję, w której do ostatniej pikseli krwi będziemy walczyć o wolność. Wolność i niepodległość. I o honor. Ojczyznę. Śmierć przodków przez zdrajców, sprzedawczyków zadaną. I o filmiki.  I o Torrenta.  Niech Tusk nas popamięta.

Więc zarepetuj hejt. Odpal kompa i patrz. Ramię w ramię, lajk za lajkiem, wszyscy mówimy wraz: Nie będzie Hołdys pluł nam w twarz.

Bo to my. Internetowa brać. Kurwa mać.

Lotto srotto

Proszę Państwa, wygrałam w totolotka!

Wygrałam w pieprzonego totolotka! Wygrałam kupę kasy. Może nie milion, ale i tak sporo. Ściśle, wygrałam:

27 297, 60 zł.

Fajnie, co? Obliczyłam wszystkie możliwości (minimalne, znam siebie) i dodałam procent inflacyjny. Na przestrzeni lat, gdy mogłam kupić najtańszy kupon z możliwą częstotliwością na każde losowanie – i go nie kupiłam. Przyjęłam szczodrość w momentach kumulacji, odjęłam okresy chorobowe. Podzieliłam przez lata chude, pomnożyłam w dniach prosperity. Przeliczyłam kurs euro na rzecz miesięcy spędzonych w Europie. Zredukowałam o ewentualny wkład mojego ojca. Myślę, że ostatecznie zaniżyłam wynik. Tak, czy inaczej, biorę kasę i idę się bawić.

Niech inni grają.

19.01.2012 „Maja w Ogrodzie”, czyli pętla czasu

Wiem wszystko. Wiem, kto napisał na mnie donos, jakie jest rozwiązanie zagadki Einsteina i gdzie o piątej rano znajduje się Ziemia.

Pisałam o przyjaciółce, która wstaje o piątej rano? O podejrzeniach, że świat o tej porze się urywa z orbity? Że wszelkie zasady fizyki wtedy nie obowiązują? Że panuje wówczas alternatywna, niepojęta rzeczywistość?

Powiem tak. Miałam rację. Miałam rację, bo wiem wszystko. A wiem wszystko, bo jestem narratorem wszechwiedzącym. I żadne poranne ściemnianie oczu mi nie zamydli. Żadne umizgi złajdaczonej Ziemi nie zatrą prawdy. Prawdy, że o piątej ten glob diabli wiedzą, gdzie fruwa.

Ewka mi nigdy nie mówi, co robi, gdy wstaje. Czasem coś bąknie przez nieuwagę, czasem zostawi ślad w postaci maila. Potem, gdy sprawdzam skrzynkę i widzę porę wysłania, odganiam zbyt trudne myśli, przemilczam temat. Zresztą, jak ktoś nie mówi, to ja nie pytam. Nie po to się milczy, żeby zaraz to milczenie przerywać. Taka jest zasada. I ja ją stosuję.

Stosowałam.

Bo się ostatnio jakoś tak zrobiło, że zeszło na te jej wstawanie o piątej. Ja bąknęłam o walce z depresją, ona podchwyciła i to tu, to tam, a to, a tamto, zawężając kręgi tematyczne, wylądowała w końcu w tej niepojętej czasoprzestrzeni. I mówi, że ma problem. Problem z tym wstawaniem.

Noż kurde, eureka.

A ona, że nie, nie, to nie taki problem. I choć już przez sekundę czułam bratnią więź, zaraz ją zerwała zapewnieniem, że ona o tej piątej wstaje z radością. Z rozkoszą! Wręcz ze zniecierpliwieniem! Z niecierpliwą rozkoszą! Ona na to wstawanie o piątej czeka, jak na randkę. I w związku z tym wstawaniem o piątej, ma swój plan. Dokładny rozkład zajęć, które należą do ulubionych punktów całego dnia.

Otóż Ewka wstaje o piątej rano i szaleje z radości na myśl o kawie. Parząc kawę o piątej rano, Ewka zaznaje metafizycznej przyjemności. Czemu tej przyjemności nie zazna, na przykład, o ósmej? Bo o ósmej zerwana ze snu ludzkość zaburza tę metafizykę. Bo o ósmej rano kawa smakuje jak kawa. A o piątej?

O piątej kawa smakuje, jak kawa wypita SAMOTNIE.

Zaczynam słuchać w skupieniu. Zaczynam znajdywać w tej opowieści swój maleńki świat. Od dawna zapomniany, zdawałoby się, utracony raj. Raj samotności. I czuję, widzę oczami duszy, jak – nie bacząc na smolisty mrok – zrywam się nazajutrz, zaparzam kawę i piję i myślę: kurde bele, ale fajnie, jestem idealnie SAMA.

Wtedy Ewka przerywa mój sen i, zmieniając ton na szalenie konkretny, oznajmia:

– Ale mam problem.

Patrzę na nią bez zrozumienia. Problem? Jakiż można mieć problem z wstawaniem o piątej rano? Co może zakłócić rozkosz przedświtu? W tym cudownym, zaczarowanym czasie, który ci daje w prezencie samotność – jakiś problem? To niedorzeczne.

Otóż, gdy już Ewka zaparzy sobie tę swoją samotną kawę i, gdy już sobie ze swoją samotną kawą usiądzie w fotelu, ma w zwyczaju włączyć telewizor. No, taka potrzeba na dopełnienie samotności. Kiwam głową. Ok. I?

– Na moim ulubionym kanale leci w kółko ten sam odcinek tego samego programu. „Maja w Ogrodzie”!

Szanowni Państwo, jestem narratorem wszechwiedzącym. Wiem wszystko. Wiem, kto napisał na mnie donos. Wiem, jakie jest rozwiązanie zagadki Einsteina. Wiem, gdzie o piątej rano znajduje się Ziemia. O piątej rano Ziemia znajduje się poza swoją orbitą. Nie dochodzą do niej fale telewizyjne. A na ulubionym kanale Ewki od stu lat leci zapętlona „Maja w Ogrodzie”.

Jeśli jednak się mylę, bardzo proszę szanowną telewizję o wyrozumiałość. Ok, pewnych rzeczy się nie robi. W pewne rzeczy się nie wierzy. Nie wierzy się w Świętego Mikołaja, nie wierzy się w oglądalność o piątej rano. Program Pegaz na przykład zdjęto, bo taniej było wysyłać CD z nagraniem do tej garstki widzów.

Ale jeśli jednak się mylę i Ziemia nie wędruje nocami po lupanarskich zaułkach, to mam prośbę. Uwolnijcie tę cholerną „Maję w Ogrodzie” i pozwólcie Ewce rozkoszować się jej samotną kawą!

18.01.2011 Blog Roku? Doświadczenie życia

Szanowni Państwo! Jutro koniec głosowania, a ja się błąkam po dwudziestym szóstym miejscu! W najliczniejszej kategorii! Wśród siedmiuset projektów!

To oznacza, że ludzie, którzy czytają te moje farmazony, naprawdę je lubią. A to z kolei oznacza, że właśnie przeżywam jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń mojego życia: podejrzewam, że to co robię ma sens.

Dziękuję.

——————————————————————————————–

(Ostatecznie wylądowałam w pierwszej dwudziestce, po czym zwinęłam się w niebyt, bo chyba pierwsza dziesiątka blogów została w finale.  Baronowa miała rację: z chorobą nie wygrasz;)

17.01.2012 Trup, Zwałka i Mysza Stara, czyli szwedzki copywriting

W życiu nie słyszałam takiego komplementu. Co najwyżej, że nie wyglądam aż tak źle. Ale jak zareagować na: „ładny z ciebie trup”?!

Poszłam na zakupy. Chciałam kupić kołdrę (zima w końcu), kieliszki (wiadomo co w końcu) oraz obejrzeć jakiś fotel  na wypadek, gdybym jednak stała się kiedyś bogata i z tego bogactwa zechciała w fotelu posiedzieć. Tak trafiłam do szwedzkiego molocha.

Przez godzinę krążyłam po dwóch hangarach, po drodze zjadłam szwedzki makaron, poleżałam na jakiejś sofie, rzuciłam okiem na bieżące Mini Mini, wpadłam przez pomyłkę do chińskiego basenu, aż wreszcie – do cna zdezorientowana – podjęłam próbę rozmów z personelem. Personel pojawiał się i znikał, właściwie głównie znikał. Chodziłam więc bez ładu i dość głośno, jakby do siebie mamrotałam: „gdzie tu można kupić kołdrę?”.

– Na kołdrach i poduszkach – odpowiedział mi nagle automat płci żeńskiej i natychmiast zwinął się w niebyt. Jak okiem sięgnąć, wszędzie były poduszki najróżniejszej maści, jaśki, podgłówki, pledy, narzuty, powłoczki, były też i kołdry – obleczone wysoce stonowaną kolorystyką szwedzkiej pościeli; wszystko to jednak stanowiło rodzaj ekspozycji. Zapadłam więc w labirynt pomieszczeń, szaf, półek, zaaranżowanych mieszkanek z maleńkimi sypialenkami, nie znalazłam jednak żadnej paczki z kołdrą. Oglądać można było do woli. Ale żeby tak o – po prostu kupić, to nie. Gdy więc zobaczyłam wśród sprzętów mężczyznę w żółtym ubraniu, zaatakowałam pytaniem:

– Gdzie są do cholery kołdry i poduszki?

Facet wzruszył ramionami, dziwnie spojrzał. On ma tylko żółty polar, czego ja się czepiam? Jezu, dobra, szukam schodów. Jestem w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w jakimś pokoju dziecięcym, znów w kuchni, ja chcę do wyjścia, heloł, exit, drzwi!

I ląduję w udekorowanym pacynkami kiblu.

Znajduję wreszcie kołdrę, a raczej siedem tysięcy kołder, z których każda się nazywa MYSA STRÅ. Wszystkie są identyczne, różnią się między sobą jedynie numerami (które nie wiem co znaczą) i, rzecz jasna, ceną. Apiać idę szukać personelu. Na horyzoncie widzę Żółte Wdzianko. Krzyczę, wrzeszczę:

– Co to znaczy, że mysza stara jest, na przykład: cztery?

– To znaczy, że jest gruba – odkrzykuje Żółte Wdzianko.

– A: dwa?

– Że chuda.

Gniotę, obie takie same. Ja tam nie wiem. Znów wrzeszczę:

– To którą mam wziąć?

– Zależy.

– Od czego?!

– Czy pani marznie.

– Marznę! – wciąż krzyczę, ale w strachu, bo Żółte Wdzianko już, kurde, znika w drzwiach.

– To bierz pani grubą – zostawiając mi opary doradztwa Żółte Wdzianko  abrakadabra, bim sala bim – przepada.

Biorę pod pachę Myszę Starą i mam nadzieję grubą, po czym lecę po kieliszki. Są jakieś takie całkiem niezłe o wymownej nazwie SVALKA. No, proszę Państwa, jesteśmy w domu. Jeszcze tylko, myślę, rzucę okiem na fotel. Pół godziny później, po kolejnej podróży ruchomymi schodami leżę skonana w jakimś mocno dizajnerskim siedzisku, gdy mija mnie grupka klientów. Ciekawie się przyglądają i już mnie korci, żeby palnąć coś błyskotliwego, gdy ktoś rzuca:

– Ładny ten trup.

W życiu nie usłyszałam takiego komplementu. Druga sprawa, że w ogóle rzadko coś na kształt komplementu słyszę, a jeśli w ogóle, to: „nie wyglądasz aż tak źle”.

Ale: ładny z ciebie trup?!

Owszem, jestem zmęczona tymi zakupami, zawsze mówiłam, że to nie dla mnie. Alejki, labirynty, regały, srały. W dodatku makaron nieświeży. Więcej tu nie przyjdę.

Biorę Zwałkę, Myszę Starą i już, już obrażona mam odejść, gdy nagle dostrzegam zawieszkę nad dizajnerskim fotelem:

– TIRUP. 999, 99 zł. Artykuł znajdziesz w magazynie, regał 345, półka 12.

 

14.01.2012 Hejt a Blog Roku 2011

Z szarego końca wylądowałam na siódmej stronie w kategorii Ja i Moje Życie, więc nie jest aż tak strasznie źle. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Wczoraj napisali o mnie na portalu lokalnym i zaraz się ludzie zaczęli pieklić, że co, że jak, że blog został zgłoszony do konkursu. No został. Przeze mnie. Ja piszę, ja wysyłam. Takie są zasady konkursów na całym świecie. I nikt tu nikogo nie okłamał.

Czasem zapominam o zjawisku hejtu, a hejt, podobnie jak sprawa donosu – ma się świetnie, rośnie, puchnie, pączkuje. Druga rzecz, że nic na to nie poradzę. Niech więc sobie pączkuje, a wraz z nim pączkują głosy na Najlepszy Blog na Świecie, za co Państwu serdecznie dziękuję!