Thank you, NASA

Miałam siedemnaście lat, gdy Jarek Piotrowski ze mną zerwał. Natychmiast postanowiłam się zabić.

Świat był zdecydowanie za mały. Świat to była klatka, pułapka bez wyjścia. Całe szczęście, to już minęło. O co chodzi? Już mówię.

Nieraz zastanawiałam się, co zrobię, gdy definitywnie uznam, że nie mogę już znieść ludzkości. Albo, gdy zrozumiem (co właściwie oczywiste), że nie dam rady spłacić tych sześciu tysięcy baksów. Albo, gdy pokłócę się ze wszystkimi swoimi przyjaciółkami. Albo, gdy nie wydadzą mi już żadnej książki. Gdy przyjdzie następny listopad. Gdy zamkną Ma Belle. Biedronkę. Albo moją od tygodnia ulubioną siłownię. Przy okazji, wczoraj z ust klubowicza łudząco podobnego do volkswagena o śpiewnej nazwie Samba, padł taki kwiatek:

– Plany na przyszłość? Pięćdziesiąt sześć w kablu.

Sami Państwo rozumieją.

No więc, co mogę zrobić ze sobą, gdy już zabraknie mi powodów do życia na Ziemi? Samobójstwo nie wchodzi w grę. Rzecz sprawdzona. Miałam siedemnaście lat, gdy Jarek Piotrowski postanowił ze mną zerwać. Powiedział mi to na klatce schodowej wieżowca olsztyńskiego osiedla Nagórki, gdzie mieszkał. Jego decyzja wydała mi się tak straszliwie sprzeczna z moją koncepcją szczęścia, że w jednej chwili zabrakło mi jakiejkolwiek motywacji do kontynuowania żywota. Pożegnałam się więc z tym nieodżałowanym inspiratorem i z umiarkowaną godnością oddaliłam się w swoją stronę, a mianowicie na dach wspomnianego wieżowca, by się z niego rzucić. Dojechałam windą na samą górę, wyszłam po drabinie na dach i… natychmiast zachciało mi się siku. Od dziecka cierpię na tę idiotyczną przypadłość i w najmniej odpowiednich okolicznościach przestępuję z nogi na nogę jak przedszkolak. Pierwsza randka (lat trzynaście). Idę spłoniona obok Arka poety, autora utworu „Chłopak na stacji trwa, w oczach niego stoi łza”. Ten rzuca metaforami, ja nic nie słyszę, cała jestem ściśnięta w jedną histeryczną myśl: „gdzie toaleta!”.  Wstyd się głośno przyznać, wstyd przyśpieszać kroku, bo nie daj Bóg zapyta: „Czemu tak pędzisz?” I co odpowiem, że chcę siku? Za nic. Z marmurową twarzą kiwam głową, czasem coś odchrząknę: „uhm, uhm”, a tymczasem sikam w spodnie. A on gada. A ja sikam. I tak sobie idziemy.

Druga historia (lat piętnaście). Siostra rodzi. Biegnę do budki telefonicznej dzwonić po pogotowie, budka zajęta, już pod budką tańczę, budka się zwalnia, lecz widok budki skręca mi pęcherz, nie mogę, nie wejdę, nie zadzwonię!

Truchtem sromotnym wracam do domu.

No i teraz, w obliczu śmierci, zamiast dramatycznego scenariusza, zamiast deszczu, łez, The Moody Blues Night In the Satin w tle, ja się skręcam na tym cholernym dachu i już wiem, już widzę, jak w popłochu zbiegam po drabinie, jak lecę w dół po schodach, jak dzwonię do Jarka drzwi i nie zważając na swą dumę, krzyczę w zdumioną twarz: „muszę do kibla!”.

Dobra, odleciałam w kosmos. Chodzi o to, że mam alternatywę. Mam gdzie wyjechać. Jakiś czas temu odkryto Keplera-22b i spadł mi kamień z serca.

19 comments

  1. Darek Piotrowski

    ale wszystko poprzękręcałaś?,,,,,Nawet imię?…..hahaha…;)Trzeba było chociaż dodać z jakiego powodu podjąłem taką decyzję…..Po tylu latach świetna lektura…;)……Miłego dnia.

    • Sylwia Kubryńska

      No, proszę, kogo my tu mamy. Swoją drogą, tylko imię poprzekręcałam:) Bez urazy. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s