02.12.2011 Ekologia

W Neckarwestheim jest elektrownia jądrowa, on tam szafkę zawiezie, niech ją sprawdzą licznikiem Geigera. 

Tak długo mnie tu nie było, aż się zestarzałam.

Pomyślałam któregoś dnia: co ja się będę. Przecież to głupie. Całe to nakładanie chemicznej mazi co miesiąc, całe to malowanie odrostów, cały ten kamuflaż, pieprzę.

Nie maluję włosów.

A potem jeszcze pomyślałam, że kiedyś osiwieje i nie dowiem się nawet, jaki jest ten mój kolor.  A potem znów, że coś mi mówi, że jest całkiem ładny. Może nie jakiś filmowy, ale ładny. Ok, szary.  Naturalny taki. Ale jakże pasujący! Do, na przykład, twarzy. Do odcienia skóry. Do oczu. Do swetra w romby. Do chusty w kwiaty. Albo do srebrnego lisa, co go matka ciągnęła z Kazachstanu, a historii jeszcze nie opisałam, bo sama nie wiem, jak to z tym lisem było. Wiem tylko, że z Kazachstanu jest.

Kazachstan to republika niewiele mniejsza od Europy, jeśli odjąć jego europejską część. Zajmuje dziewiąte miejsce na świecie pod względem powierzchni bliskiej trzem milionom kilometrów kwadratowych. Istnieje jednak pewne ryzyko, że można tam trafić na nieświeżą rybę…

Ojciec dostał w prezencie taką. Może nie od razu zaraz nieświeżą. Ale po kolei.

Przyszedł wieczorem do domu cały dumny, mówi do mnie, wódkę daj. Stawiam wódkę, a hejt mam na niego za spóźnienie, że aż wódką o stół trzaskam. I pytam, niby co za okazja? A on, że hm… hm… sieja, pierwyj sort. Zamówił u znajomej z pracy, baby z Kazachstanu rybę wędzoną. Ta, z urlopu wracając do swojej niemieckiej gastarbajterki, przywiozła i masz! Palce lizać. Nie znajdziesz takiej w Niemczech ze świecą. Chodź, siadaj. Rybka, wódeczka, będzie wesoło. A pamiętasz, jak dzieckiem będąc, ikrę z ojcem jadłaś, aż w całym domu chrupało. Hę?

Ja z hejtu zielona, nic nie pamiętam, ojca postanawiam wkurzyć.

Ojciec ma szajbę jak ten z Dnia Świra. Ręce myje, dezynfekuje. Piramidę zdrowia w kuchni zawiesił. Frytki w podróży tak jadł, że gryzł i wyrzucał.

– Czemu wyrzucasz? – pytałam.

A on, że dotknięta, a gdzie dotknięta to brudna, bo rąk w drodze nie ma jak umyć. Jak coś brudne, nie ruszy. Niezdrowe – tym bardziej.

Ale, mój Boże, RADIOAKTYWNE?!

I tu ja wkraczam z tym hejtem swoim i mówię, że Kazachstan OGÓLNIE jest podejrzany. Próby nuklearne na przykład, hę? Izotopy, hę? Furany, dioksyny? Dwugłowe cielęta? Co, nic nie czytał? A ryby pierwsze chłoną. Zwłaszcza  to POPROMIENNE dziadostwo. Ja się mu w sumie dziwię. Ale mi tam nie zależy. Luz, ja mogę zjeść. Wódką zapiję i jakoś…

– Kto ich tam, ruskich, wie? Ruskim można zaufać – dobijam. –  Może ta jedna ryba ok.? Patrz, ojciec, wygląda na zdrową. Hm… może się zachowała cudem? Wykluczyć nie można.

I  już widzę, widzę wyraźnie, jak nasza sieja,  szlachetna ryba wędzona z wielkiego Kazachstanu, wędruje do kosza. Ba, żeby do kosza! Ona tkwi na stosie, w spalarni odpadów toksycznych w Stuttgarcie. A kurwa, co tam w Stuttgarcie, w Berlinie samym! I nagle jeszcze ta herbata! Ta sama baba mu przecież herbatę kiedyś, dawno temu przywiozła. Heloooł!

– Gdzie herbata?  W szafce?

Szafkę trzeba spalić .

W Neckarwestheim jest elektrownia jądrowa, on szafkę zawiezie, niech sprawdzą licznikiem Geigera. Wściekły już do białości, chodzi po kuchni, klnie, babę z Kazachstanu, na czym świat stoi, wyzywa…

Hm, o czym to ja właściwie?  Aha. Dowiedziałam się więc, że wyszłam na drogę smoka. Że pojechałam po bandzie. Przegięłam. Że mam dziesięć lat więcej. Takich rzeczy się po prostu nie robi.  Wszystko można, wszystko ujdzie.

Ale, kurde, się nie NIE MALUJE włosów!

8 comments

    • Sylwia Kubryńska

      A tak naprawdę to chyba najmniej ważne w tym tekście. Najważniejsze, że chciałam opowiedzieć historię z rzekomo napromieniowaną rybą. Ogólnie mam chyba ten problem, o którym mówił Einstein. Jeśli nie potrafisz opowiedzieć barmanowi, o czym jest twój tekst, to znaczy, że sam go nie rozumiesz. Tu w roli barmana występuje Baronowa:)

  1. Baronowa

    No właśnie się pogubiłam, Zmylił mnie tytuł, środek opowieści, a zakończenie wprawiło mnie w konsternację 😉

    • Sylwia Kubryńska

      No właśnie tak mam, że czasem wplątuje meritum w gąszcz pozorów… czytałam, że to się nazywa: tańczyć wokół puenty. A tak na marginesie: tylko TU mogę sobie na to pozwolić;P

  2. ptaśka

    Opowiem moją historię z niemalowaniem włosów. Wytrzymałam długo. Gdzieś do czterdziestki. Był dawny brąz z pasemkami siwizny/szarzyzny. Wszędzie. Dzielnie trwałam mimo uwag Matki. I kiedyś, przed żukowską wielce zabytkową świątynią jakiś daleki krewny, widząc mnie obok mojej starszej o 7 lat siostry z żywoczerwoną fantazyjną fryzurą, powiedział: a Ty to pewnie jesteś ta starsza z sióstr 🙂 Zupełnie się tym nie przejęłam. Bez związku z tym, ot tak, dwa dni później umierałam z nudów w zakładzie fryzjerskim z mokrą śmierdzącą, podrażniającą skórę głowy farbą. Ot tak!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s