11.11.11 Ki

Najpierw ten dzieciak. Mój syn. Dwuletnie żywe srebro z włosami w kolorze pieczarki. Rozgadany, ufny, towarzyski, bez dystansu do obcych. I tłum studentów, przyjaciółek, mam przyjaciółek, sióstr przyjaciółek, kolegów, dziewczyn kolegów, znajomych z pracy – jego opiekunów.

A potem ja. Popielata grzywka, kolorowy sweter. Łączę wątki życia w jedną chwilę i choć wszystko wskazuje na to, że świat się zawali, że już dłużej nie da się tego łatać, bo w robocie na ostrzu noża, a do tego ten rozbrykany maluch, którego nie mam z kim zostawić, więc zabieram do pracy i gówniarz skacze po szefie, który z pewnością zaraz wybuchnie… ja wymykam się na zakupy do lumpeksu.

Chaos. Wieczne zapominanie terminów, zapominanie telefonu, dokumentów, kluczy, zapominanie przyjmowania leków. Lekceważenie rad, poleceń, rozkazów. Bałaganiarstwo.

– Sprzątam po tobie – mówi przyjaciółka z wyrzutem.

– A, dzięki – odpowiadam i wybiegam spóźniona, nieuczesana i zupełnie nieprzygotowana na jakieś cholernie ważne spotkanie.

Mój Boże, jaka jestem nieznośna! Nie mogę już dłużej na to patrzeć, a dopiero połowa filmu. W myślach błagam reżysera, żeby się zlitował, żeby coś schował, ukrył, tak jak ja ukrywam. A on pokazuje, proszę: porozrzucane ciuchy, dziecięce zabawki,  kosmetyki. Ładowarki do telefonów na kuchennym blacie, bielizna na podłodze. Skłębione rzeczy jak skłębione myśli, które gnają na złamanie karku, jakby chciały prześcignąć czas, przestrzeń, te wszystkie absoluty, reguły, aksjomaty, liczby – stojące w miejscu kamienie. Kamienie, które trzeba obejść, przeskoczyć i gnać dalej, szybko, lecieć, żyć, co ja mówię żyć: zjeść to życie, wypić, połknąć.

I zapomnieć.

Kończy się wreszcie ten cholerny film. Rozglądam się, czy oprócz mnie jest jeszcze na sali jakaś Ki. Do diabła! Przecież ja przesadzam. Jestem przewrażliwiona i tak mi się tylko wydaje. To nie jest film o mnie, ja aż taka nie jestem…. I nagle dzwoni telefon. Z pracy.

– W gazecie jest błąd, 28.12 zamiast 25.12! To ma być zapowiedź koncertu gwiazdkowego? Po świętach? Klient szajby dostał, chce nas podać do sądu.

7 comments

  1. lilka

    …może jeśli czegoś nie możemy zmienić, trzeba to po prostu zaakceptować…? nie wyobrażam sobie Ciebie takiej uporządkowanej. To już nie byłaby TA Sylwia Kubryńska, tylko jakaś tam Sylwia Kubryńska 🙂

  2. Baronowa

    Ja się uważam za uporządkowaną i zorganizowaną, ale … zdarzają mi się czasem tak idiotyczne gafy czy błędy, że aż zęby bolą. Wstydzę się za siebie wtedy strasznie mimo, że inni już zapomnieli za wciąż to przeżuwam. Nawet jak po latach mi się się coś takiego przypomni to się wstydzę w duchu.

    • Sylwia Kubryńska

      Ten film daje do myślenia… trudno nie dostrzec jakiejś części siebie w bohaterce. Sądzę, że nawet Ty, Baronowo byś tam znalazła kawałek siebie. Oglądamy ten film z mieszaniną złości i wstydu, a jednak dalej lubimy tę Ki. Super, prawdziwe kino.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s