19.09.2011 Śmierć, czyli tabu

Moja głowa jest pusta jak halołinowa dynia. Jedyne, co się po niej kolebie to zgodnie z analogią, śmierć. Jako że śmierć nie jest żadną materią, bliżej jej raczej do pustki – tłucze się po mojej głowie niczym wiatr po pustej komnacie.

Jeśli się człowiek budzi w studni jesiennego poranka, który raczej przypomina zmierzch – trudno opędzić się od mroku myśli ostatecznych.  Moje wstawanie z łóżka przypomina powolny ruch bezwładnej plazmy, zastygłej na skutek kamiennego snu i wbrew jakiejkolwiek logice nagle z niego wyrywanej.

Gdy dociera do mnie, że stan, który według mojej rozwagi jest mi najdoskonalej przypisany, ma nagle zmienić się w podejrzaną aktywność, w każdej części mojego jestestwa budzi się również protest. Jest to najprościej tłumacząc fizyczny ból, który natychmiast interpretuję ochoczo jako potworną chorobę i w żadnym wypadku nie mogę wstać.

Symptomy te jednak złośliwie ustępują wraz z upływem kurczących się minut i nagle okazuje się, że:

  1. Nic mi nie jest.
  2. Spóźniłam się do pracy.

Idę więc do tej pracy, w pokorze przyjmuję zarzuty i siadam do komputera. Chwilę później dzielę się swoim cierpieniem z całym światem, który zgodnie przyznaje mi rację: sen jest cudem, jawa – koszmarem.

I tu przychodzi mi do głowy pewna myśl, którą na swoje nieszczęście wypowiadam głośno:

– Skoro cała ludzkość jest tak pokłócona z czuwaniem, skąd ten słynny lęk przed śmiercią? Wszak nic innego, jak śmierć jest niekończącym się, niczym niezakłóconym stanem błogiego snu. Stanem wiecznego spokoju, bajecznej nieświadomości. Czy może być coś doskonalszego?

Cisza, jaka następuje po tej wypowiedzi każe mi przypuszczać, że nie będzie łatwo o jej poparcie. Oburzenie to potwierdza. Wreszcie lawina protestów rozwiewa wszelkie nadzieje. Padają argumenty niczym kamienie, twarde i bolesne. Że to nie to samo, że takich głupot to nie ten. Że nie wywołuj wilka z lasu. Że, kurde, bez przesady. Że nie rób sobie jaj. O takich sprawach się nie mówi. Nie wolno. Nie wypada. Temat nie istnieje.

Argumentacja powyższa ma swoje mocne strony, a najmocniejsza tkwi w przewadze liczebnej argumentujących. Przyjmuję więc potulnie ukamienowanie i piszczę w obronie:

-Żartowałam!

Żartowałam, proszę Państwa. Proszę o wybaczenie. Już nigdy nie wypowiem słowa o śmierci. O niej się faktycznie nie mówi. Ani się z niej nie żartuje. Można mówić o wszystkim, o seksie, o modzie, o odchudzaniu, o morderstwach, o kryminałach, przemocy, wojnach, o wszystkim. Ale nie o śmierci. Śmierć nie jest naturalna. Śmierci nie ma. Prawda jest taka, że nikt z nas nigdy nie umrze. Będziemy sobie spokojnie marudzić w nieskończoność, na wieki wieków zawsze niewyspani, nieśmiertelni ludzie dwudziestego pierwszego wieku.

10 comments

  1. A.

    niestety…dziś trzeba być pięknym, usmiechniętym, rozluźnionym człowiekiem sukcesu ! nie ma miejsca na sentymenty, kłopoty i utyskiwania. Podejmuje wyzwanie. Ja się nie godze. Ja potrafię o tym mówić. Nie zmienia to faktu, że się boję, jednak mówię kiedy zaistnieje potrzeba. Nie bałabym się wyrwać na minutę tylko myślami z rajskich wakacji żeby choćby złożyć kondolencje przeyjaciółce czy zapytać jak się ma przed i po. Brawo za temat !

    • Sylwia Kubryńska

      A. – dzięki. Handlujemy zniczami już we wrześniu, robimy szopkę Halloween, ale w gruncie rzeczy omijamy ten temat, zamiast oswajać, jak naturalną rzecz.

      • bratzacieszyciela

        Omijaja ci, co sie boja tematu, bo nie przemysleli, bo nie kumaja, ze nawet jak sie deklaruja jako wierzacy (w ten lepszy swiat po smierci), to nielogicznym jest sie jej bac, skoro to lepszy stan od tego nedznego padolu lez

  2. Aga z Wro

    Rozmowę o śmierci zapamiętałam…oby projekt przy stole Smoka Zielonego omawiany – udał się. „śmierć” trzeba ruszyć, wywalić spod koronek i pierzynek poprawności. nie ma, że boli…temat jak każdy inny. Pozdrawiam Panią z Północy

    • Sylwia Kubryńska

      Aga – niech będą koronki i pierzynki. Niech każdy ma swoją śmierć taką, jaka mu się marzy:D

      • bratzacieszyciela

        szybka, krotka, mocna i w stanie swiadomosci dobrze przezytego zycia, a nie bedac wiezniem lapiduchow, ktorzy kazde odejscie traktuja jako osobista porazke w profesjonalnej karierze.

  3. Jewa

    Żono, jestem dziś niewyspana i marudna, ponieważ o 4.00 nad ranem zaczęła płonąć hala jednego z lumpeksów. Pożar budynku ugaszono po kilku godzinach, ale zwęglone serce pozostało. W co my się teraz będziemy ubierać? 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s