13.09.2011 Krótka historia Stalowego Giganta z Dolnego Wrzeszcza

W Dolnym Wrzeszczu reguły są proste. Wychodząc z domu nie należy się spodziewać, że zachowa on swój stan po naszym powrocie. Choć zamknęliśmy drzwi na klucz, to wcale nie znaczy, że pozostaną  zamknięte. Jeśli posiadaliśmy w domu, przykładowo wideo, nie ma pewności, czy sprzęt ów nadal należy do nas.

Po pierwszym włamaniu pozwoliłam sobie na łzy. Najbardziej szkoda mi było przenośnego telefonu  i perfum Kenzo. I oczywiście tego, że ktoś mi splądrował szufladę z bielizną.

Gdy zginął rowerek syna (taki mały, dla pięciolatka) zawołałam policjanta. Ten popukał się w głowę i stwierdził, że ludzie są głupi. Wniosek ten wysnuł na podstawie obserwacji lekkomyślności mieszkańców Dolnego Wrzeszcza. Czemu tak beztrosko zostawiają rzeczy w mieszkaniach, piwnicach, niezabezpieczone, niemalże na wierzchu? Zawstydziłam się strasznie, zwłaszcza, gdy perorował o pozbawionych wyobraźni kierowcach, którzy parkują samochody w tej dzielnicy. Wobec złodziei użył tajemniczego określenia „ONI”. Oni – nigdy niezidentyfikowane stwory o tajemniczych kształtach. Obdarzone niezwykłą  inteligencją istoty. Ludzie powinni ich zaakceptować, nauczyć się z nimi żyć, a nie podkładać się jak barany, by potem wszczynać larum. Ludzie, według policjanta, są mniej inteligentni niż Oni. Chociażby z tego względu, że wciąż nie wpadli na to, by parkować gdzie indziej. Przykładowo, na Zaspie. Hm… na Zaspie też kradną, to może w kierunku Śródmieścia? Eee… . Tu się podrapał, skrzywił i poddał. Cóż, w końcu też jest tylko człowiekiem. Nie kończąc więc sentencji, bez zapału spisał protokół i zapewniając, że to i tak nic nie da, znużony się pożegnał.

Postanowiłam kupić sejf. Wprawdzie nie mogłam zmieścić do niego bmx-a, ale spędzał mi z powiek koszmar o utracie ledwo uciułanego komputera Pentium.

Wkrótce sejf wielkości małego fiata zajął mi pół pokoju. Postawiony na swoim miejscu, czyli przy ścianie nośnej, natychmiast połknął komputer i ruski pierścionek z brylantem, po czym zatrzasnął się na cztery spusty. Swoim wyglądem nieustannie przypominał mi o zbliżającym się kolejnym włamaniu, więc aby go oswoić, pomalowałam farbą olejną na niebiesko. W sumie nawet ładnie się prezentował.  Mikołaj wpadł na ponury pomysł przykręcenia sejfu do ściany, bo – jak wyjaśniał – Oni przyjdą, zobaczą taki ładny sejf, wezmą pod pachę (w końcu są to istoty niezwykłe) i zabiorą z zawartością.

Tak pojawił się w moim życiu nowy lokator, milczący i niedostępny jak sfinks, melanż dziesięciomilimetrowej stali z rewolucją cyfrową i pięcioma karatami carskiej spuścizny. Niebieską farbę nosił z godnością jak mundur i w gotowości bojowej czekał na odparcie ofensywy lokalnych Onych.

W międzyczasie komputer się zepsuł. Najwyraźniej długotrwałe zamknięcie mu nie służyło. Szumiał, parskał, kategorycznie domagał się wizyty w najbliższym Axel Computer, więc wzięłam paragon gwarancyjny i posłusznie zawiozłam rozdygotane truchło do serwisu.

Po czym wyjechałam na rodzinne Mazury, bo weekend.

Wracam, Armagedon. Chałupa do góry nogami, demolka. Fruwają ciuchy, zdjęcia, gacie, talerze w kawałkach. Włamanie, niewłamanie? Nie wiem. Grunt że furia. Wściekłość jakaś z niewyjaśnionych przyczyn przeszła tajfunem przez mój dom. Rozglądam się, lecz poza bałaganem nie widzę strat. Jedyne, co zniknęło, to alkohol z barku. Rozrzucone gniewnie butelki kolebią się po podłodze, jedna w akcie wściekłości rozbita o ścianę, sączy smętnie resztki chianti.

Czyżby Oni?

Z roztętnionym sercem, na bezdechu wchodzę do jaskini Stalowego Giganta.  Widok: mój Boże! Dziesięciomilimetrowa stal rozłupana wielogodzinnym szarpaniem, niebieska farba zdarta bezlitosnymi ciosami łomu, ze ściany sterczą mikołajowe śruby, tynk zerwany.

Nic nie ukradli.

Zapomniałam powiedzieć. Pierścionek wzięłam ze sobą na Mazury, by się matka nie dąsała, że nie noszę.

9 myśli na temat “13.09.2011 Krótka historia Stalowego Giganta z Dolnego Wrzeszcza

  1. Zapraszam na Przymorze, tutaj nie kradna na pewno… chyba, ze ONI wiedza dobrze, ze mi nie ma co ukrasc… Za komputer, na ktorym to mam wszystkie moje przyszle powiesci, zdjecia, oraz notatki znalazlabym i rozszarpala na strzepy 😉

  2. Ja z checia, a ze do plazy mam 5 minut, to z jeszcze wieksza 😉 mieszkam w poblizu „trzech kroli dyskontow w Polsce”: Kerfur, Tesko i Stonka 🙂 na samiutkim dole Kolobrzeskiej.

  3. Zaraz zrobimy w takim razie zlot fanow Kubrynskiej 😉 jakis fan club trza zalozyc czy cos 🙂

Odpowiedz na Sylwia Kubryńska Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s