07.09.2011 Samotność mieszkańców północy

Odeszła ode mnie suka.

Z bałaganem w głowie po schizofrenicznym weekendzie, podczas którego odwiedziłam dyskotekę z wytatuowanymi dresiarzami w łańcuchach, akcję literacką Wolność z okazji porozumień sierpniowych i dożynki powiatowe – postanowiłam wreszcie ochłonąć i pójść na spacer. Zabrałam Mikołaja, puszkę piwa i ukryłam się przed światem na jakieś budowie pod lasem (stan surowy otwarty).

Siedzimy, pijemy, rozmawiamy o starych samochodach, gdy nagle z mroku nocy wyłania się wilk. I pakuje się do naszej samotni. Nie żeby jakoś się skradał, czaił. Nic z tych rzeczy. Wyskoczył nagle z ciemności jak Atena z głowy Zeusa i w jednej sekundzie obleciał nas, prezentując przy tym bezmierną radość.

Kiedy się okazało, że nie zostaliśmy zjedzeni, postanowiłam się przyjrzeć przybyszowi. Po dłuższych oględzinach wywnioskowałam, że wilk nie jest wilkiem, nie jest też psem, ani niczym takim zwykłym. To raczej niedźwiedź wielkości hipopotama, ważący jakieś sto pięćdziesiąt kilogramów, który w dodatku jest suką.

Podobieństwo do wilka wynikało z wyrazu twarzy, szaro białej mordy i jakiś takich skośnych oczu barwy piwnej. Z tymi oczami mieliśmy sporą zagwozdkę, bo gruntowna analiza cech zwierzęcia wskazywała na jakieś północne pochodzenie, w sensie, że jest to albo niedźwiedź polarny, albo strasznie zapasiony husky, ale skoro husky, to skąd takie oczy?

– Kundel. I pewnie ma kleszcze – stwierdził Mikołaj i trzeba było mu przyznać słuszność. Zakleszczony Kundel – Niedźwiedzia Suka postanowiła mnie już nigdy nie opuścić, a gdybym miała nieco inne plany w życiu – natychmiast je zmienić. I tak, szantażując śmiercią samobójczą pod kołami samochodów, tudzież śmiercią głodową (prawdopodobnie za jakieś siedemnaście lat, bo na tyle starczyłoby jej podskórnej warstwy tłuszczowej), lub po prostu śmiercią z samotności – ku rozpaczy Nabuchodonozora przywędrowała pod mój dom.

Czy ktoś z Państwa spał kiedyś pod jednym dachem z niedźwiedziem? A raczej: nie spał? Gdy zwierzę wypiło mi już całą wodę z wodociągów, zjadło dwumiesięczny zapas mrożonego mięsa i przewentylowało swoją ziejącą paszczą powietrze, postanowiłam zrobić z nim to, co w dzisiejszych czasach robi się z każdym podejrzanym, niezbadanym zjawiskiem, mianowicie: wyguglować.

Mikołaj ma taką zasadę w życiu: „nawet jeśli nie mam racji, to nigdy się nie mylę”. I tu nadszedł czas weryfikacji tego poglądu. Otóż Mikołaj się pomylił. To nie kundel. To nie piwnooka, utuczona krzyżówka husky’ego. To pies polarny, zaprzęgowy, pociągowa maszyna do dźwigania ładunku o masie czterech tysięcy kilogramów. Wytrzymały na temperaturę minus pięćdziesiąt, uzbrojony w pancerne futro, przez które nie przebije się żaden owad środkowoeuropejskiej szerokości. Alaskan Malamut. Z piwnymi oczami. Bo tylko takimi patrzy na krainę wiecznego śniegu ta rasa.

Nie wiem, czemu ludzkość upodobała sobie zabawę w regulację natury. Skąd pomysł, żeby przywozić małpy, tygrysy, węże i psy polarne z miejsc ich zamieszkania w miejsca zupełnie dla nich niewygodne?

Byłam w Chorwacji i wiem, co czuje przyzwyczajony do chłodu organizm, gdy tego chłodu nie ma.  I mogę sobie wyobrazić, że mój brak snu tej nocy był ledwie ułamkiem cierpienia psa wbitego w temperaturę dwudziestu dwóch stopni. Otworzyłam wszystkie okna, dyszał. Zrobiłam przeciąg, dyszał. Wsadziłam pod zimny prysznic, dyszał. I zanim nastał brzask, gdy oboje już dyszeliśmy, postanowiłam wypuścić tę moją sukę polarną tam, skąd przyszła – w mrok nocy.

Poszła spokojnym krokiem, oglądając się za siebie. Stałam potem jeszcze przez kwadrans w drzwiach, by dać jej czas na podjęcie decyzji.

Nie wróciła.

Jeśli ktokolwiek z Państwa ją spotka, niech zabierze na wyżyny zachodniej Alaski, za co serdecznie z góry dziękuję.

6 comments

  1. Mała

    Jejku, pewnie się puchata bidula dalej snuje po okolicy … swoją drogą paranoja z targaniem tych zwierzaków do Europy. Cholerne rozwydrzone dzieci dyrekorów i prezesów mają zabawkę przez miesiąc. Odstrzeliłabym na miejscu !

  2. Dominika..l

    xy -duzo. Malamuty to psy zaprzegowe, a u nas najlepiej, zeby mieszkaly w domu u kogos, kto duuuzo bedzie z nimi na spacery wychodzil.

    Gdy 6 lat temu wchodzilam do domu, pod drzwiami windy siedziala mala puchata kulka, zasikana i smutna. Wzielam ta kulke do domu. Byl to trzymiesieczny kundelek (okolo 3 mies, tak powiedzial wet). Nie myslalam o tym, zeby miec psa, ale kulka (teraz jego imie jest Brajan) podbila moje serce. I jest z nami po dzis dzien. Najwspanialszy przyjaciel, jakiego mozna miec. Jedyny mezczyzna w moim zyciu, ktory sie cieszy, jak do domu wracam 😀

    • Sylwia Kubryńska

      Pojadę dziś do schroniska i sprawdzę, czy zamiast na Alaskę, przypadkiem tam nie zawędrowała. Szczerze mówiąc, byłam pewna, że wróci jak się wysika…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s