05.09.2011 NAJLEPSZY BLOG NA ŚWIECIE*

Kiedyś pisałam, jak to jest z nadawaniem imion. Nieważne, czy mam do czynienia z przedmiotem, zwierzęciem, czy zjawiskiem – wszystko nazywam z odpowiednią, a raczej nieodpowiednią przesadą. Daje mi to poczucie iluzji i nadziei, że skoro przebywam w tak świetnie nazwanym towarzystwie, mam szansę na nieco blichtru w ramach własnej fantazji. Skoro robię zakupy w Biedronce, jeżdżę Punto i ubieram się w lumpeksach, to niech chociaż kot nosi imię babilońskiego monarchy, a podręczny notes – znamiona przedmiotu artysty.

Nie wszyscy podzielają mój pogląd. Ostatnio, na spacerze po Dolnym Wrzeszczu, mijając mężczyznę o gabarytach Szczurzej Śmierci oraz matkę jego, jak sądzę (raczej: jak on sądzi), przyszłego potomstwa – usłyszałam taką wypowiedź na poruszony temat:

– Jak będzie syn, to ma być, kurde, Kacper. Albo Mikołaj. Na nic innego się nie zgadzam. A jak się urodzi drugi syn to Mikołaj. Albo, kurde, Kacper.

Jak przypuszczam, determinacja przyszłego rodzica nie wynika z jego widzimisię, nie jest żadnym kaprysem, ani tym bardziej rodową koniecznością z dziada pradziada. Wiem dobrze, jakie prawa rządzą w Dolnym Wrzeszczu. Mogę precyzyjnie przedstawić statystykę najmodniejszych imion męskich i żeńskich nadawanych w tej dzielnicy Gdańska. Otóż na początku lat dziewięćdziesiątych królował Damian i Patryk. Gdybym wtedy minęła na spacerze wspomnianą parę usłyszałabym identyczną wypowiedź, z tą różnicą, że byłby to, kurde, Damian. Albo Patryk. Potem w kalendarzu wrzeszczańskich imion pojawiła się Dżesika, Andżela i Brajan. Dziś przyszła moda na tradycjonalizm, stąd w głowie Szczurzej Śmierci zakiełkował Kacper. Albo Mikołaj.

Ja jednak nie patrzę na sąsiadów. Nie szukam wzorców. Interesuje mnie patos. I nie mówię wcale o nadawaniu patetycznych imion potomstwu, bo potomstwo się samo określi, czy chce w swoim życiu pompy, czy wcale. Mówię o nazywaniu przedmiotów, zjawisk, zwierząt… a nawet własnej twórczości. Ściśle: bloga.

I tu zapętlam dzisiejszy wpis tak zwanym szydłem z worka, bo właśnie doszłam do meritum, o czym to właściwie chciałam napisać.

Kilka dni temu ktoś mnie uświadomił, że mój blog powinien mieć tytuł. Jak żaden utwór, film, sztuka, obraz, wiersz nie funkcjonuje bez nazwy – tak moje zapiski nie powinny latać niczym bezpański pies po internetowych łączach. Owszem, cytat piosenki Toma Waitsa, niczym etykieta zastępcza przyklejona prowizorycznie do witryny, informował mgliście o preferencjach muzycznych autora bloga, czyli mnie. Dzięki tym kilku słowom (The piano has been drinking not me), jakieś siedemnaście setnych procenta odwiedzających mogło przypuszczać, że nie jestem raczej fanką utworu „Weź, weź kochana słodkiego banana”, choć paradoksalnie – te słowa kierują zagubionych internautów z wyszukiwarek na mój blog.

Ale do rzeczy. Postanowiłam wymyślić tytuł. Hasło na okładkę. Słowo/zdanie/zagadnienie – coś co będzie esencją tych zapisków, coś co odda charakter autora (mój), a jednocześnie zawrze skróconą historię wszystkich wpisów. W ten sposób powstał:

NAJLEPSZY BLOG NA ŚWIECIE*

Dlaczego akurat taki? Już tłumaczę.

Pierwsza rzecz: prowokacja. Zaraz skrzyknie się parę osób, które uważają, że mój blog wcale nie jest najlepszy na świecie. OK. Mają do tego prawo. Tu jednak chodzi o coś więcej. Moje teksty mają właśnie te parę osób zmusić, by się sprzeciwiły, by powiedziały: NIE.

Druga sprawa: zamiar. Ten tytuł to jedynie początek. Plan. Cel, do którego autor w swoim pisaniu dąży. Ten blog MA BYĆ najlepszy na świecie.

Kwestia ostatnia, być może najważniejsza. Proszę się przyjrzeć tytułowi. Na końcu zdania, niczym znak firmowy, połyskuje gwiazdka. Różnie można to interpretować. Czy to jest właśnie podkreślenie splendoru, wspomnianego patosu, czy może chodzi o coś innego? Czasem wieńczę gwiazdką tytuły wpisów, by poniżej zamieścić jakieś wyjaśnienie, kolejną myśl, jej rozwinięcie lub zupełnie inny aspekt poruszanego tematu. I to jest właśnie taka gwiazdka. Fakt, że nie ma żadnego odniesienia, nie zamyka sprawy. Przeciwnie: otwiera ją. Obecność gwiazdki w tytule i brak przypisów oznacza, że każdy może sobie zinterpretować tekst jak chce. Dla ułatwienia podaję kilka przykładów:

NAJLEPSZY BLOG NA ŚWIECIE*

————————————————————————————————–

*wśród wszystkich blogów stworzonych w celu poszukiwania srebrnego proszku.

*wśród blogów pisanych przez Najskromniejszych Autorów Świata.

*no, może zaraz po blogu tego Żyda z Sopotu.

5 comments

  1. papryczka

    Twój blog może nosić właśnie taką nazwę, bowiem nie jest on znowuż taki najgorszy:))) rzecz jasna żartuje, bo jest zwyczajnie świetny. Mi ta prowokacja leży i wywija po dziecięcemu odnóżami:)
    A propo nazywania przedmiotów, to ja i owszem także ożywiam imionami świat nieożywiony. Teraz już mniej, ale jeszcze kilka lat temu swoją nazwę miały różne rzeczy np: spodnie nosiły imię Humbert, Humbert, idąc tym tropem miałam torbę skórzaną o imieniu Lolita (no nikt, absolutnie nikt się tego nie spodziewał, nieprawdaż? pradważ chciałoby się rzecz), torebkę letnią (z bieżnika) Maszeńkę. Dalej był sweter Idiota itp, itd. Teraz nazywają się tylko rzeczy większe jak rower-Pinky, Fordzica Cherry Baby Boom (bo poprzedni właściciele dziecię w niej powili), pralka Misia (od Amica), i przedmioty codziennego użytku jak laptopy i telefony, oraz klucze przyczepione do miśka zwą się Waldemar:)
    Ostatnio rozmawiałam z dziewczyną, której samochód zwie się Dzidka. A czemu Dzidka?, a bo przesympatyczna rozmówczyni chciała mieć samochód dzidę, ale jej nie stać, to ma Dzidkę:) Łaadne!
    Czy komentarz do wpisu już jest dłuższy od samego posta? hihi
    Pozdrawiam!

  2. Sylwia Kubryńska

    Najbardziej mi się spodobał sweter Idiota i Dzidka też wymiata. Nasunęły mi się inne przedmioty. Jak wiesz, robię zakupy w Biedronce. Nie biorę siatek do pakowania zakupów, bo kasują za siatki, biorę kartony. Któregoś dnia chwyciłam karton z napisem HASAT. Piękny wyraźny Hasat przyjał się jako synonim i od tamtej pory mówiliśmy w rodzinie na karton HASAT. Któregoś dnia przyniosłam zakupy w kartonie z jakimś innym napisem. Syn się przyjrzał i poważnie zauważył:
    – Mamo, ten Hasat nazywa się ZAMORA

  3. Anonim

    Najlepszy blog na świecie? Hm…nie skrzywiłam się.
    Ale, bardziej podobała mi się tamta nazwa blogu. Bardzo pasowała do Twojego stylu pisania.

  4. Szatanek

    Mam nadzieję, że będzie przynajmniej tak zajebisty jak do tej pory, jeśli nawet bez medalu czy odznaczenia, chociaż było by milo wzniesc za to toast w spatifie. Zawsze to pretekst do spotkania jak za starych dobrych czasów i pogadania nie przez komputer jednak 😉

  5. bratzacieszyciela

    nawet jakby sie nazywal Blogniot, to co za roznica, jak zawartosc sie liczy, a tej odmowic nieznosnej lekkosci pisania nie sposob

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s