23.08.2011 Zakopane zdechłe koty

Po raz pierwszy to poczułam mając kilkanaście lat, gdy z licealną klasą wybrałam sie na Kopę Kondracką.  W kusej koszulce, bez czapki i rozsądku zostałam wysmagana lodowatym halnym i pojęłam, że moje odwieczne pragnienie
wrażeń ma szanse być wreszcie zaspokojone. Po czym – bez namysłu ruszyłam w kierunku Szpiglasowego Wierchu.

Kilka lat później, gdy patrzyłam ponuro z Zawratu na Orlą Perć i potem, wisząc na klamrach Świnicy, wykombinowałam, o co w tym wszystkim chodzi. Ukułam sobie swoją własną młodopolską maksymę i trzymając się jej kurczowo, układałam kolejne trasy górskich podbojów.

Do dziś w nią wierzyłam. Do dziś wierzyłam, że w górach panuje majestatyczna cisza, pustkowie i kosmiczny klimat pozbawiony śladów ludzkości. Że tam, wysoko, nie ma miejsca na pierdoły, pampersy, podpaski,  Radio Zet i dzwonki z komórki. Bo tam po prostu nie ma nikogo. Tylko ja i czysta, wyekstrahowana z plątaniny wszystkich innych – ta jedna myśl. A raczej dwie. A raczej trzy:
1. Wejść
2. Zejść
3. Nie spaść.

 A jeśli już mijałam kogoś na szlaku, to był to mój brat, moja siostra, krew z krwi,
kość z kości, drugi taki sam jak ja kosmita z głową w chmurach i trzema myślami w niej.

Znów jestem w Tatrach. I po kilku dniach widzę, że wszystko się zmieniło.
Moja potrzeba zaspokojenia wrażeń została poddana gruntownej analizie i okazało się, że moje trzy czyste myśli wieją katastrofalną nudą.

Prawda jest taka, że każdy, dosłownie każdy może sobie wejść na szczyt. A wchodząć może, a nawet powinien zadbać o pewne rozrywki, bo jak się okazuje – sama wspinaczka nie wystarczy.

A więć wdrapując się na przykładowy Giewont koniecznie powinniśmy zabrać ze sobą kilka puszek piwa, a opróżniając je nie zapomnieć o porzucaniu ich na trasie. Picie gwartantuje nam wesołość i redukuje lęk wysokości,
kolorowe puszki zaś urozmaicają krajobraz i wprowadzają w rubaszny nastrój kolejnych „taterników”, którzy na ich widok radośnie bekają:
– Ty, e, zoba, nasi tu byli!

Efekt spożywania piwa (w postaci ostrego zapachu uryny) jest wyczuwalny właściwie w całym Tatrzańskim Parku Narodowym, na szczycie Giewontu także.

Podczas podróży ważny jest także telefon komórkowy. Nie chodzi tu oczywiście o względy bezpieczeństwa i kontakt z GOPR, bo o tym raczej nikt nie myśli. Istotne są dwie sprawy. Pierwsza to zdjęcie wykonane komórką i niezwłoczne przesłanie go ememesem na fejsa. Druga rzecz – melodyjki. Bez melodyjek w górach jest zdecydowanie za cicho.

Jest grupa „taterników”, którzy są już rodzicami. W dzisiejszych czasach to żaden problem. Bierzemy dzieciaka na plecy i do góry. Kilka pampersów na zmianę. Na szlakach jest już sporo zużytych, kto by tam je dźwigał.

Wiem już skąd nazwa: Zakopane. Trudno cokolwiek zobaczyć spod hałdy reklam, szyldów (wolne pokoje), śmieci i tandety. Mekka dla artystów? Oni już nie żyją. Leżą na starym cmentarzu, przy którym stoi Cricoland. Ryk z głośników przy kolorowym młocie zagłuszy każdą refleksję.

 Uciekam z tego najsłynniejszego turystycznego miasta w Polsce. Przy drodze w centrum potykam się o kota, którego zabił prawdopodobnie pędzący kierowca. Wszyscy tu jadą z nieprzepisową prędkością, policji nie widać.
Nikt nie zamierza odstraszać turystów, w końcu oni są tu najważniejsi.

Przyglądam się zdechłemu kotu, wygląda na to, że leży tu co najmniej tydzień.
Nikt go nie sprzątnie. Nikomu się to nie opłaca.

7 comments

  1. tebebe

    o, sorry, ze mała litera w nazwisku. za karę sto razy poprawnie:
    Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska, Kubryńska

  2. Anonim

    Zmysł obserwacyjny pierwszorzędny… I dlatego ja, nudziara okropna, po raz kolejny w wakacje zostaję na swoich śmieciach nad morzem (wymieniając się ewentualnie na Jezioro Kortowskie….)

  3. Sylwia Kubryńska

    W jakąś rubryczkę trzeba wpisać: Sacha;) W ogóle dzięki. Nastepnym razem jadę w Bieszczady, pieprzę. Życzę temu miastu (Zakopanemu) apokalipsy. Niech się górole lepiej zabiorą za wypas owiec.

  4. Amber

    Kto chce zarobic nie wychodzac z domu kilkadziesiat $$$$ dziennie???
    Sposob jest prosty i dziala, poszukajcie sobie w google: Jak kosic 5% zysku dziennie na Traffichubb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s