18.08.2011 TVP2, 9:45

Piszę do Państwa tym razem z zupełnie innego miejsca, a właściwie z wielu miejsc. Podróżuję pociągiem i jest to, jak się okazuje – wielkie szczęście. Bo akurat dziś, kiedy muszę jechać do Warszawy, zastrajkowała jakaś spółka pociągowa.

Ja w ogóle mam wielkie szczęście. Gdy leciałam samolotem ze Sztuttgartu do Krakowa, natychmiast rozpętał się strajk. Ktoś postawił dźwig na lotnisku, a jak powszechnie wiadomo, samoloty nie mają w zwyczaju lądować w towarzystwie maszyn budowlanych i nagle moja podróż stała się wielką przygodą. Wszystko się jednak dobrze skończyło, zabrali dźwig i nie zginęłam w katastrofie. Teraz też szczęśliwie podróżuję, szczęśliwie podróżuje także królik Pipi, żywe tamagotchi eterycznej pasażerki z naprzeciwka i spocony roznosiciel kawy, który jednak postanowił że wysiada.

Do Warszawy jadę w paru sprawach, a żadna z nich nie ma nic wspólnego z Dawidem Joszką. Tak mnie to deprymuje, że nie umiem odnaleźć się w tej podróży i, prawdę mówiąc, jestem cała głupia. Zwykle moja wizyta w stolicy zaczynała się od arabskiej baklavy. Potem, stukając nieznośnie po warszawskim bruku kółkami taniej walizki, odgrażałam się, że przyjdzie kiedyś taki dzień, gdy wysiądę z pociągu z całkiem inną, elegancką, cichą walizką na silikonowych kółkach.

Dziś jest ten dzień. Nikt jednak nie przywita mnie baklavą i nikt nie będzie ciągnął moich bagaży po Marszałkowskiej. Jedna z największych tajemnic w moim życiu przepadła jak skrzynia z rodzinnym skarbem Mikołaja. Dawid z powodu tej tajemnicy odebrał sobie życie, a ja zostałam sama na peronie. Bez arabskich ciastek, bez konwalii, bez absyntu, bez owoców morza, bez piwa w studenckiej knajpie, bez rozmów o Kunderze, bez konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Jadę do pustego miasta, gdzie to wszystko, czego on mi życzył, ma mnie teraz spotkać. Nie spotka mnie jednak on sam, bo go nie ma. Z tysiąca przeczytanych wersów wyskrobał ten nieosiągalny dla mnie srebrny proszek i zjadł w najlepsze. A całą resztę świata mi zostawił. Całą Warszawę do dyspozycji. Proszę bardzo: baklava? – kram w tunelu Dworca Centralnego, pięć złotych sztuka. Kwiaty? Kilka kroków dalej, u baby po lewej. Piwo – Pub Marcinek na Starówce.

Kiedyś pojawił się jak dżinn z butelki. Jakby usłyszał mój płacz, gdy kolejny raz jechałam przez Polskę z nadzieją, że znajdę kogoś, kto się pochyli nad tym moim pisaniem, a może nawet coś tam wyda drukiem? Jeździłam tak kilka razy, stukając o perony miast kółkami taniej walizki wypełnionej maszynopisem. Do Krakowa. Dwanaście godzin pociągiem, trzy dni na targach, wśród ludzi, których nic nie obchodziły moje teksty. Chodziłam tak od stoiska do stoiska niczym akwizytor z chińskimi budzikami, perfumami podróbkami, podróbkami tekstów, wypocinami, nieprzespanymi nocami. Potem Warszawa. Raz, dwa razy. Deszcz. Telefon: pani przyjedzie na spotkanie. Dwa dni się szykowałam, bluzkę kupiłam. Nikt nie przyszedł. I właśnie wtedy, gdy stałam na deszczu we łzach wściekłości, bezradna, zrezygnowana, przyszedł on. Kupił mi piwo i powiedział, że mam dalej pisać i o nic się nie martwić. Wszystko się ułoży.

Potem wydałam książkę, a on zniknął. Zrobił swoje i odleciał do nieba. Może pomyślał, że umiem już sama sobie kupić baklavę? Niesłusznie. Chodzę po tym cholernym dworcu i nigdzie jej nie ma.

———————————————————————————————-

Jeśli ktoś z Państwa nie będzie miał jutro rano nic do roboty, niech włączy telewizor. I wciśnie program drugi. Będę tam przez parę minut. Właśnie po to przyjechałam do Warszawy.

4 comments

  1. papryczka

    Tak, niektóre dobre duszki się pojawiają z nagła w naszym życiu i znikają równie nagle, jak się pojawili. Ważne, że jednak odnaleźli nas i byli przez chwilkę:) A Baklava co to jej znaleźć nie możesz pewnie okazałaby się nieświeża:)
    Oj o takiej porze, to ja skrajna bezrobotna sowa śpię sobie smacznym snem, co najwyżej na bok drugi się przewracam i głowę bardziej wciskam w podusię:) Ale przez sen, telepatycznie będę spoglądać szóstym okiem i trzecim zmysłem:)
    Pooozdrawiam ciepło:)

  2. marsilka

    Mój analfabetyzm wtórny przeczytał „nieprzepisane noce”, zamiast nieprzespanych. No tak, z uładzonych biografii to, co najważniejsze – trwożne oczekiwanie, daremne staranie i grynszpan (moim zdaniem powinien być kolorem zawiedzionych, którzy nie postradali złudzeń) znika sprzed oczu. Potem wszystkim wkoło się wydaje, że wszystko od razu się udaje… Pani Sylwio, jestem niepocieszona, że spotkanie autorskie ma być we wrześniu! Nie da się go ciut na październik zarzucić, cobym zdążyła wrócić do Tricity? Chyba że w październiku szykuje się kolejne 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s