12.08.2011 Jak NIE zostać milionerem będąc na drodze do bogactwa

Na czym to ja skończyłam? Na ruskim złocie i brylantach?

A więc zabrałam złoty pierścionek mojej matki i pod ochroną nocy uciekłam do Gdańska. A gdy się okazało, że w tym mieście nie da się wyżyć z pierścionka, zaczęłam rozglądać się za żyłą alternatywnego złota.

I tak trafiłam do Urzędu Pracy po zasiłek dla bezrobotnych.

Stojąc w ogromnej kolejce do rejestracji dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład, że praca nie zając.  Że robota to głupota. I, czy się stoi czy się leży – zasiłek się, kurde bele, należy. Ugruntowałam się także w przekonaniu o słuszności matczynych słów: „jak dają to bierz”. W końcu opuściłam ogonek rezygnując jednocześnie z apanaży potocznie zwanych kuroniówką.

Nie, nie. Nie postanowiłam umrzeć z głodu. Przeciwnie. Postanowiłam stać się przeraźliwie bogata. Postanowiłam zgarnąć grubą kasę. Bo gruba kasa leżała i płakała, żeby ją brać. A jak dają, to bierz – powtarzam do znudzenia.

Wypełniłam formularz, napisałam biznesplan i któregoś listopadowego dnia wprawiłam w osłupienie mój bank, na którego rachunek wpłynęło dwanaście tysięcy złotych polskich.

Natychmiast nauczyłam się komputerowych programów graficznych i zaopatrzyłam się w urządzenie zwane ploter Mutoh, by niczym galernik przywrzeć do niego na jakieś dziesięć lat. Okazało się bowiem wkrótce, że jest ogromny popyt na literki z folii samoprzylepnej i, że te dwanaście tysięcy ofiarowane z Urzędu Pracy mogę z powodzeniem Urzędowi Pracy zwrócić nawet nie zauważywszy.

Szybko zaczęłam wycinać literki dla dwóch największych firm w Polsce i kilku mniejszych i byłoby bardzo miło, gdybym nie czuła się jak galernik przykuty do plotera Mutoh i gdybym nie chciała ostatecznie robić w życiu czegoś zupełnie innego niż wycinanie literek, mianowicie: pisać literki.

Codziennie wracałam późnym wieczorem z pracy i, znajdując na swoim ciele te małe znaki, układałam z nich fabułę nienapisanej powieści pod tytułem: „Jak NIE zostać milionerem będąc na najlepszej drodze do bogactwa”.

Wreszcie losy zaczęły się krzyżować, splatać, pogarszać stan zmęczonego karierą wycinacza i pełnego niespełnionych pragnień umysłu, który pewnego dnia postanowił odpalić rakietę samozniszczenia i katapultował mnie do szpitala z zapaleniem opon mózgowych.

Na oddziale neurologii leżąc, w malignie zrozumiałam, że wcale nie jestem galernikiem, jestem raczej kniaziówną z ruskim pierścionkiem i jeśli tylko uda mi się wydobyć z objęć śmierci – wszystko się w moim życiu zmieni.

Niedługo potem przestałam być bogatym wycinaczem literek, by stać się biednym pisarzem, a dwie największe firmy w Polsce (i kilka mniejszych) musiały poszukać sobie innego galernika plotera Mutoh. Choć doszły mnie słuchy, że to już przeżytek.

2 comments

  1. Anonim

    Nie gadaj mi o tym biednym pisarzu. Ja caly czas ludze sie ta nadzieja, ze bede druga J.K. Rowling. Chociaz nie- ja bede Dominika Lipkowska, pierwsza Polka, ktora napisala takie ksiazki, ze na ich podstawie Amerykancy film nakrecili 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s