22.07.2011 Początek opowiadania o końcu świata

Ty myślisz, że nie pamiętam twoich oczu? Ciemnych tęczówek, zbyt wyraźnych, niemożliwych wręcz, niepokojących do bezsenności, z całą masą niewidzialnych tajemnic, plamek niczym dziury w słońcu, kraterów księżycowych, wspomnień wciśniętych w mrok źrenic, ty myślisz, że ja ich nie pamiętam? Że zapomniałam?

Nic nie zapomniałam.

Każdą kosteczkę twoich dłoni, stóp, numer buta, twój zapach, uśmiech, głos – wszystko to wiem, nauczyłam się wtedy, wyryłam w umyśle na zawsze i każdego dnia tuż przed snem, zaraz po nocnym rozstaniu z gorzkim smakiem dnia recytuję, śpiewam jak Rastwitieli Jabłoni i Gruszi, jak Litwo Ojczyzno Moja, jak pacierz, na pamięć.

Ty myślisz, że to mi tak fru, wyleciało? Że znikło? Że jak ktoś kogoś z domu wyrzuci nocą, gdy nikt nie patrzy, nie słucha, gdy nie ma świadków, tylko cichy tupot sandałów o stopnie klatki schodowej oddalają się od ciebie jak kartki kalendarza, jeden dwa trzy, miesiąc, dwa, rok, dziesięć lat, to wtedy wszystko znika, chowa się w czarnej dziurze niepamięci w kosmicznym zapomnieniu, na zawsze, na amen, a potem trach, że tak można zacząć wszystko od nowa, jakby nic, jakby tamtej nocy wcale nie było?

Noc bez świadków, bez gwiazd, bez księżyca, tylko ten tupot stóp, jak stenogram zapisany w mojej pamięci – ty patrz, mam to. Pamiętam.

Przecież nigdy tego nie robię, nie odsłaniam duszy, a dziś daję siebie jak bilet do skasowania, tak jak wtedy: trzask, po sprawie, zapamiętaj tylko zapach, numer buta, kolor oczu i wysiadaj z tego tramwaju, znikaj z tego życia, idź w swoją stronę i szybko, piorunem zbuduj sobie inne. Swoje życie.

A teraz wracasz, mówisz, że jestem taka mała, trochę śmieszna, trochę hałaśliwa jak niedorosła dziewczynka, że się potykam o schody zupełnie tak samo jak wtedy, tylko że teraz to takie rozkoszne, miłe, fajne. I faktycznie, tak zostaje, faktycznie mówisz do mnie: mała, podtrzymujesz na tych schodach, kupujesz słodycze, lody, mierzwisz włosy i czekasz, aż nigdy nie dorosnę, aż zawsze będę twoja.

Dotykasz mnie, trzesz jak lampę Alladyna, jakbyś czekał, jakbyś sprawdzał, tymczasem moja głowa otwiera się jak sezam, wysypują się z niej wspomnienia, wylatuje z niej tamta noc jak dżinn z pocieranego przez ciebie ciała, fruwa nad nami niczym wrona, wydziera bezgłośnie dziób, którego poemat jednak ciągle słyszę, od lat.

Przewija mi się jak film, klatka po klatce: twój dom, zeschnięte kwiaty na podłodze, kilka małych butelek zero trzy opróżnionych, ja pośród  szkła, na chwilę, na minutę, jak lśnienie wypalonej gwiazdy w epoce twojej kariery, puf, jestem. A potem widzę już tylko czerń twoich słów: idź już sobie, wyjdź, nie rozumiesz, wyjdź stąd!

Moja chwila minęła, mój czas się wtedy skończył.

I teraz mamy pośrodku naszych żyć stertę kartek z kalendarza. A na ich szczycie uparcie tkwi tamta, a raczej dwie, bo to noc była i nie wiadomo, czy to bardziej dwudziesty pierwszy czy dwudziesty drugi lipca?

Kasuję bilet: trzask.

Dobrze, że go mam, ostatnio przecież jechałam bez biletu, pewnie dlatego wyrzuciłeś mnie z nocnego tramwaju i wracałam na piechotę przez całe miasto sama w środku nocy.

Ty tego nie wiesz. A było tak. Łzy leciały mi po policzkach, łzy lecą zwykle w milczeniu, nie krzyczą, nie wołają, schną i znikają. Ot łzy, nic wielkiego. Moje stopy zlatywały po schodach po cichu, dyskretnie niosły mnie do nowego życia, daleko od ciebie, od nas. Tak było cicho, bezgłośnie… czy właściwie to wszystko się w ogóle wydarzyło?

Pamiętam twoje oczy. Jestem błękitnym niebem, po którym kiedyś przeszło ich chmurne spojrzenie.

3 myśli na temat “22.07.2011 Początek opowiadania o końcu świata

  1. strach komentować ,bo wylały się uczucia. co napisać ,by ich nie podrażnić? lepiej milczeć jest?
    to krzyczę:
    osobisty koniec świata. ja się świetnie bawię w Boga.

    1. nie bój się, to tylko opowiadanie, a raczej jego poczatek, po prostu jeszcze jedna historia…

  2. cała jestem w tych historiach. łapczywie wykradam literki ,wsadzam go głowy nie najgłębiej. z chwilą czytania jest stan uciekania. boje się ,nie boję -stamtąd ,skąd pochodzę nikt o to nie dba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s