20.07.2011 Historii donosów ciąg dalszy

Tak, biedronkowa książka trafiła do Ewki, a kolejne trzydzieści cztery dziewięćdziesiąt – do księgarni Jawor. Od jakiegoś czasu znajduję się w łupinie orzecha, płynącej po oszalałej dzikiej rzece prozy Zeruyi Shalev i w żaden sposób nie mogę z niej wyjść. Moje pomysły na książkę wychylają z rwącej wody swe grzbiety niczym łososie przy wodospadzie Kungsfors, ale są zbyt zwinne bym mogła im się przyjrzeć.

Poza tym w moim życiu nadal panuje atmosfera donosu, choć ja o swoim kocie dawno już zamilkłam. Człowiek jednak uczy się całe życie i nigdy nie jest za późno, aby zgłębił wiedzę na jakiś temat. Otóż, okazuje się, że donosów jest więcej niż myślałam, jest ich tak dużo, że można by je jakoś sklasyfikować, podzielić, każdemu nadać pewną definicję, rangę i cel. Ludzie piszą donosy masowo, produkują je niczym dwutlenek węgla, z łatwością oddychania.

Są więc donosy obyczajowe, donosy prywatne oraz donosy wołające o pomstę do nieba. W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze skargami na pewne zachowania, głupie i niewłaściwe ubieranie się, kupowanie alkoholu w sklepie osiedlowym, bądź nadużywania słów na K. Potem dowiadujemy się z kolei o życiu prywatnym podmiotu, o którym w donosie mowa, względnie o tajemnicach jego alkowy.

Następny gatunek donosu to donos służbowy. W anonimowej akcji zawiadamiania odpowiednich organów ścigania  powstaje komunikat, którego autor domaga się surowego procesu kontroli. Kontrola ma dotyczyć wymienionej w donosie instytucji i przynieść  donoszącemu satysfakcję w postaci nałożonej na instytucję surowej kary pieniężnej.

Niezależnie od rodzaju donosu, łączy je jedna cecha. Wszystkie donosy zgodnie wywołują podejrzliwość w środowisku, po którym się poruszają. W efekcie każdy na każdego patrzy wilkiem, każdy widzi w innym wroga. Jasne jest zatem, że błyskawicznie padają podejrzenia. Są to – wygenerowane z utartych przysłów o ziarnku prawdy, że nic z niczego, a uderz w stół, w kto to tam wie – cienie podejrzeń, zmieniające się pod presją plotki w oskarżenia pod adresem zarówno domniemanych autorów donosów jak i podmiotów w donosach występujących.

Osoby, na które pada cień podejrzenia, nic właściwie nie mogą zrobić, nijak się wytłumaczyć, nijak przekonać, że nie są wielbłądami. Pozostaje więc milczenie, pokorne oczekiwanie na wyjaśnienie sprawy, ufność w rozsądek i sprawiedliwość podejrzewających.

Wszystko to prawdopodobnie rozbija się o tak zwany kant dupy, a mówię to nie dlatego, żeby wywołać kolejne donosy w sprawie używanych przeze mnie wulgaryzmów, ale dlatego że przypomniał mi się pewien stary dowcip.

Przychodzi Funiek do Jojka i skarży się na szwagra. – Ty wiesz – mówi – niby rodzina, a patrz: był, gościł, aż w końcu zapieprzył mi tysiąc złotych!

– I co, i co? – pyta wzburzony Jojek.

– No nic – odpowiada Funiek. – Pieniądze znalazłem po tygodniu w kuchni, za szafką. Ale niesmak pozostał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s