15.07.2011 W krzyżowym ogniu pytań

Wszystko zaczyna się od: „co słychać?”. W obliczu tego zagadnienia zwykle zapominam języka w gębie, stoję i drapię się w głowę. Bo właściwie, o co pytający pyta? Czy chce się dowiedzieć, co mi najbardziej zaprząta umysł? Czy, na przykład, chce poznać mój status społeczny? A tak w ogóle, to co go to obchodzi? Czemu wnika w mój umysł, po co chce plądrować życiorys? Jeśli, przykładowo, odpowiem zgodnie z konwencją: „W porządku, rodzina, dzieci”, to co mu to da? Spotkanie przy grillu? Wysyłanie zdjęć pocztą internetową? Moja odpowiedź jest więc ściśle konkretna:

– Radio Zet.

Ciągle siedzę w pracy, a tam leci Radio Zet. To właśnie słychać. Tymczasem pytający, niezrażony, ciągnie dalej:

– To co u ciebie?

I tu znów baranieję, boję się i wstydzę zarazem, bo u mnie zwykle jest bałagan. I muchy. Więc odpowiadam: u mnie bałagan i muchy, ankieter głupio chichocze i ponawia pytanie: „Ale, co u ciebie?”.

I tak się kręcimy wokół tego pytania, lawirujemy, testujemy siebie nawzajem, kto kogo przechytrzy. Czasem mnie korci, żeby wprowadzić element szokowy, wystrzelić z grubej rury i wyznać: „Mam romans z dwoma kobietami”. Sekundę później nudzi mnie ten pomysł, wydaje mi się zdarty jak drelich, pospolity i wcale nie zaskakujący. Kapituluję więc i znużona kłamię, że u mnie wszystko w porządku. I ku mojemu zaskoczeniu, rozmówca się uspokaja, milknie z satysfakcją i okazuje się, że właśnie to chciał usłyszeć. Zadowala się jednak odpowiedzią na krótko, połyka ją jak bocian żabę, by za moment znów rozewrzeć swój łakomy dziób w nowym, nieposkromionym głodzie wiadomości:

– A syn ile już ma?

To jest oczywiście podstępne i bezczelne, bo wiadomo o co chodzi, zaraz sobie policzy, doda, odejmie i wyjdzie, że już nie jestem znowuż taka młoda. Kluczę więc, ściemniam, więc on: „a do jakiej szkoły chodzi? Liceum? Zaraz, zaraz… a jak on wygląda?” Mówię, że ma dwie nogi i dwie ręce, i tu ankieter wyjmuje nowy zestaw pytań i nasadza się z takim oto:

– Mercedes dobrze jeździ?

A to już czysta prowokacja. To przecież jasne, że taki to tylko czyha na zdumione: „jaki mercedes, co ty!?”, by dziabnąć: „phi, to JESZCZE NIE KUPILIŚCIE mercedesa?”

Człowiek pytany jest jak tarcza przed agresywnym pytającym, jak jego ofiara kuląca się przed pociskami coraz bardziej drążących zagadnień. Zanim jednak pytający otworzy ogień, pali głupa, uśmiecha się przymilnie i stwarza pozory przyjaźni. Nic bardziej niebezpiecznego. Prawda jest taka, że on chce cię ukamienować. Najpierw rzuca maleńki niewinny kamyczek w stylu: „co słychać”, albo, dajmy na to: „jak książka?” by zawsze, ale to zawsze zrzucić lawinę: „skąd pomysł?”, „jak długo?”, „a po co?”, „za ile?”, i wreszcie dobić ostatnim głazem:

– To autobiografia?

One comment

  1. Anonim

    wiesz na takie pytania jest jedna dobra odpowiedź: … „mhmhm nie zajmujmy się tymi przyziemnymi tematami…. porozmawiajmy o sztuce…. czytałeś(aś) ostatnio jakąś interesującą książkę??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s