10.07.2011 Where the fuck we are

Do akcji wkracza do Jeszcze Jedna Dziewczyna, która proponuje zrzutę. Zrzuta działa na lądzie bez większych komplikacji. Problem polega na tym, że my nie jesteśmy na lądzie…

…czyli czeski film…

Od początku tej podróży były problemy.

Zamierzaliśmy jechać pociągiem do Olsztyna, a już w drodze na stację kolejową wyrzucono nas z autobusu. Siedzieliśmy (ja i Mikołaj) w pierwszym rzędzie, tuż za plecami kierowcy i spokojnie rozmawialiśmy o wyższości kabanosów względem kiełbasy pieprzowej.

Przykładowo ja preferuję kiełbasę pieprzową, Mikołaj jednak upiera się, że podobno w Pcimiu Dolnym wykryto włosiennicę i on sam ścierwa nie ruszy, choćby miał konać z głodu. I że kabanosy niby lepsze. Zwłaszcza z ogórkiem kiszonym. Więc mu odpowiadam, że owszem, może to dobry zestaw, jednak bez zimnego piwa, umówmy się – szału nie ma. Na to Mikołaj wyjmuje zakupioną tuż przed wejściem do autobusu puszkę czarnego specjala, otwiera po cichu i tu się nasz niegroźny spór urywa. Urywa się także przyjemny nastrój wakacyjnego popołudnia i, wreszcie – urywa się droga. Autobus gwałtownie hamuje, wyskakuje z niego wąsaty kierowca i siekając przekleństwami dużo większego kalibru niż generujący donosy słynny kot – odmawia dalszej podróży z tak zdegenerowanymi pasażerami, jak my.

Świat najwyraźniej sunie gdzieś obok nas i czego byśmy nie zrobili, nie dopasujemy się do niego. Zrezygnowani, poszliśmy więc przez pola i łąki jak trubadurzy, wędrowcy z epoki, w której dorosły człowiek mógł wypić czasem zimne piwo, zagryźć kabanosem i powiedzieć: o, k… mać, zobacz jaki wielki kot.

Dobra jesteśmy wreszcie w pociągu. I tu następuje zwrot akcji, niespodziewana zmiana relacji międzyludzkich, retrospekcja, podróż w czasie, godzina pąsowej róży.

Siadamy w przedziale i zastanawiamy się, jak by tu zrobić zakupione na przekór wędrującemu po osobnych torach światu zapasy kabanosów i czarnych specjali, gdy siedzący naprzeciwko podróżny odchyla poły marynarki i w ramach milczącej lecz jednoznacznej propozycji pokazuje nam butelkę made in Polska Sprzed Epoki, Wyborowej 0,7.

Wyspa szczęścia, na której się niespodziewanie znajdujemy nagle zaczyna się zaludniać i tak po kilku kilometrach od Pszczółek nasz przedział stanowi mocną ekipę składającą się z: Mikołaja (wesół), mnie (również), mężczyzny w marynarce (Katiusza – śpiewająco), Czarownicy (dżin z tonikiem w butelce po pepsi), Keldona (irokez!), Jeszcze Jednej Dziewczyny (szczegółów brak) i Milczącego Fina.

Milczący Fin pochodzi, jak nazwa wskazuje, z Finlandii, nie zna ani słowa po polsku i najdłużej się opiera przed 0,7 Wyborową. W okolicy Morąga kapituluje. Albo Malborka, nie pamiętam. Pamiętam jednak wyraźnie moment, w którym 0,7 Wyborowa ukazuje swe dno i tam też ciągnie nas wszystkich. Na dno. Rozpaczy.

Czarownica jeszcze próbuje ratować sytuację zawartością butelki po pepsi, czarne specjale żałośnie pękają w ramionach siedmioosobowej ekipy jak bańki mydlane i przepędzeni nagle z wyspy szczęścia, dryfujemy beznadziejnie na morzu abstynencji.

I tu wkracza do akcji Jeszcze Jedna Dziewczyna, która proponuje starą i sprawdzoną metodę, pod nazwą: „zrzuta”. Zrzuta działa na lądzie zazwyczaj bez większych komplikacji. Problem polega na tym, że my nie jesteśmy na lądzie, jesteśmy zawieszeni między jednym lądem a drugim i tu głos zabiera nawigator Mikołaj, który migiem określa szerokości, układając precyzyjny plan działania.

Minutę później, ze zrzutą w garści mknie do konduktorki i przedstawia projekt. Korpulentna, rzeczowa, znająca życie kobieta słucha Mikołaja w skupieniu. Więc tak. Dzwonimy do Halo Taxi w Iławie, zamawiamy zero pół. Taksiarz ładuje zero pół do gabloty, mknie na dworzec, gdzie my lada moment cumujemy i odbieramy towar. Genialne, prawda?

– Może i genialne, ale niemożliwe – odpowiada spokojna jak kamień konduktorka.

Mikołaj z nieugaszonym jeszcze uśmiechem dumy na twarzy w jednej sekundzie wpada w zdumienie, oburzenie, trwogę i gotowość do walki w obronie swego planu, wyrażając to wszystko okrutnym okrzykiem:

– Dlaczego?!

Twarda to była kobieta, mocna jak radziecka stal. Gdyby ktoś dziś zechciał namalować plakat z robotnicą Peerelu, powinien zdobyć telefon właśnie do niej. Wróćmy jednak do opowieści. Konduktorka, niczym niezmieszana, bez cienia wątpliwości, czy choćby rozbawienia tą chłopięcą naiwnością Mikołaja, stanowczo wyjaśnia:

– Bo ten pociąg nie jedzie przez Iławę.

7 comments

  1. Porcelina

    Dzień dobry, tu korekta obywatelska. Nie „Where the fuck we are?”, a „Where the fuck are we?”. Szyk przestawny, panie tego.
    Poza tym wpis jest ołje.

    • Sylwia Kubryńska

      dzień dobry, ja to wiem, ale jakoś mi się nie uśmiecha poprawiać, to jakbym miała sobie odebrać przyjemność psikusa przestawnego szyku, tak sobie mówię, że to jest pytanie retoryczne, a potem znów mówię sobie, że niech to będzie taki mały rebus, błąd celowy, bełkotliwy dialog z Finem, w całkowicie odwróconym do biegnącego obok świata,szyku:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s