07.07.2011 Uprzejmie donoszę…

O, i już coś się dzieje. Przychodzę do pracy, wzywa mnie szef i pokazuje list, który trafił na jego biurko podczas mojej urlopowej nieobecności, a list ten jest historią ze mną w roli głównej.

Podpisane: anonim, Od Zawsze Kaszeba, więc wszystko jasne. I co dalej? Że uprzejmie donoszę, skandal, w ogóle na psa urok, jak tak można, bulwersujące, wszak nie uchodzi, że – tu pada moje nazwisko – pisze takie bezeceństwa na blogu, a przecież nie powinna.

I racja. Bo rzecz rozbija się o słowa, które się kropkuje, wypiszcza, zakleja czarną taśmą pruderii, bo przecież, jak Polska długa i szeroka, wszyscy doskonale wiemy – nikt nie używa takich słów. Ani w literaturze, ani w języku potocznym. Skąd! To nie wypada po prostu. Wstyd. Nikt w życiu nie czytał, nie słyszał słowa na K, słowo na K jest martwe, puste i brzydkie strasznie. Dlatego właśnie tego słowa się po prostu nie mówi.

Za to – jak najbardziej – w Polsce pisze się donosy. Donosy są mile widziane.

Pamiętamy przecież tradycje donosów, my Od Zawsze Polacy, mamy donosy we krwi. Donos to rzecz wielka, szlachetna i niezbędna. Oczerniające, w dobrej wierze napisane, szczerze potrzebne i skierowane bynajmniej nie do podmiotu w donosie opisanego, ale prosto do władz  – takie pismo ma głębokie znaczenie historyczne i niesie z sobą powiew świeżości, zmian. Zmiany w strukturach pracowniczych są zawsze pożądane, zwłaszcza przez autorów donosów.

Tym wpisem wyrażam więc ogromny szacunek dla autora donosu (niejakiego Od Zawsze Kaszeby) wysłanego do władz gminy i moich zwierzchników. Pragnę nadmienić, że wszelka korespondencja ze mną w ramach akcji wypleniania słowa na K byłaby wielkim błędem, bo to już przecież by nie był donos, i szkoda.

Gdyby ktoś jednak kiedyś miotał się między donosem a inna formą komunikacji – polecam mój adres mailowy, po prawej, u góry. Zaraz pod okładką książki, w której są słowa na K.

13 comments

  1. tebebe

    Fajnie, że znowu jesteś. Zaglądam tu, ale nie komentuję, bo mam flautę kompletną. Czytam nawet jakoś nietęgo. Z tego też powodu Od Zawsze Kaszeba wzbudza trochę mój podziw, że ma w sobie tyle aktywności, że pisze i śle komentarze i to drogą, jak rozumiem, tradycyjną, papierową.
    Kiedyś byłem z kolegami na Jeziorach, pierwszy raz na żaglach, też była flauta, upał, ale mieliśmy silnik, mapy i lornetki. Cały dzień wypatrywaliśmy kanału, który poprowadzi nas tam, gdzie chcieliśmy, czyli do jeziora Mamry. Pod wieczór wreszcie wpłynęliśmy w kanał. Zamiast do docelowego zbiornika wodnego poprowadził nas do węgorzewskiej przystani. Okazało się, że cały dzień szukaliśmy jeziora pływając po nim.
    To tak na marginesie i nie wiadomo po co. Coelho wyszedł chyba z tej historii, trzynasty apostoł. Chętnie napisałbym coś a la on. Dobrej książki by nie było, ale przynajmniej forsa. A tak ani tego ani tego.
    Usiadłem nad jeziorem Mamry i płakałem.

  2. Sylwia Kubryńska

    Cieszę się bardzo, że napisałeś tę historię. Kiedyś mój bracki, słynny Whisky wlazł na żaglówkę i pomknął po Mamrach z drugim, niejakim Robertem co by zabawić się w „a, ch…j, przygodo!” (Mam nadzieję, że rozumiesz, czemu dałam kropki). Obaj zapomnieli jednak, że Mamry to kawałek wody jest, a środek jeziora to nie bułka z masłem, w dodatku buty marki Adidas, jakby co, na pokładzie trzeba zdjąć. Helikopter ich szukał, dwa szczury trafiły cudem na ląd i wychlapały z siebie 30 procent jeziora, adidasy, niestety, zostały na dnie.
    Ja jestem z Mazur i mnie historie z Mazur kręcą, pisz więc Paulo jak najwięcej i daj czasem poczytać.
    PS. Szacun dla Od Zawsze Kaszeby, ja nawet pocztówki zebrać się jakoś nie nie mogę, żeby wysłać. On wysłał chyba trzy kopie, pocztą. Tyle na razie naliczyłam:D

  3. Anonim

    Uśmiałam się jak bałwanek. Ciekawe, ile razy ów biedny anonimowy dostał w twarz od panów meneli, którzy takich słów na ulicy nadużywają (bo nie wierzę, że nie zareagował, to byłoby niekonsekwentne i brzydkie). A tak naprawdę to chciałam w komentarzu napisać „no kurwa, żartuje Pani”, ale potem pomyślałam, że może nie o to chodziło.
    Swoją drogą – czy napisał w donosie, o jakie słowo chodziło? Bo może obraża go „kobieta”, „komputer” czy coś w tym rodzaju? A jeśli napisał – to ja bym odpowiedziała donosem, bo jak tak można!… Pozdrowienia – Iza Mikrut

  4. Sylwia Kubryńska

    Witam, Pani Izo. Cieszę się, że zabrała Pani głos w tej sprawie. Otóż, szanowny donosiciel, Od Zawsze Kaszeba poczuł się zraniony słowem na K, ściśle k…. mać. Wyjęte ze zdania: „wielki jak k… mać kot”. Rzecz rażąca i zupełnie nie do pogodzenia z literaturą, promocją no i rzecz jasna kulturą, którą się zajmuję zawodowo. Tu właściwie jest pogrzebany pies, czyli kot (wielki jak k… mać), bo nic tak nie drażni jak zajmowanie przez kogoś stanowiska, które zająć mógłby ktoś inny, lepszy, grzeczniejszy, może znajomy? – w każdym razie słów na K nieużywający. Donos obejmuje dwie strony A4, zawiera wytłuszczone k… mać i żal, że taka osoba jak ja pracuje tam gdzie pracuje. Wysłany do władz miasta, do moich zwierzchników i chyba do mediów. Sprawa czysta, wiadomo o co chodzi, tylko nie wiadomo jak odpowiedzieć, bo Od Zawsze Kaszeba nie podał adresu. A szkoda.

  5. Anonim

    Może po prostu k.. macie, które spotykał na swojej drodze Wyżej Wymieniony były zawsze małe i nie leżało mu w kontekście? Albo Wyżej Wymieniony nie przepada dla odmiany za kotami i poczuł się urażony w odwrotną stronę… Ech, jeden chicklit i Szanowny Donosiciel musiałby się z kraju wyprowadzić…
    PS – nie mógł podać adresu! Jakże to! W donosie? Przecież to przeczy prawom gatunku i czystości tradycji!
    IM

  6. Dominika L.

    Kur… dobry gosc 😀 Wiesz… ma racje, Od Zawsze Kaszeby. Na pewno za duzo przeklinasz, a on musial znalezc troche czasu w swoim interesujacym i nader aktywnym zyciu, zeby ów donos napisac 😛 przypomnialo mi to, jak kiedys do mojej pracy przyszla na mnie skarga. Ze jestem wredna, zlosliwa i w ogole niemila… ehhh, tyle komplementow, ze kazdy by sie rozplynal na moim miejscu 😉 i co z tego?? Jestem taka i juz. Jestem cyniczna i zlosliwa, a Ty przeklinasz. I bardzo dobrze, o to chodzi. Przynajmniej mamy tysaic lepszych zajec do roboty zamiast pisac jakies poj… donosy na ludzi, ktorych tak naprawde nawet nie znamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s