10.06.2011 E. COLI

Ta cała ogórkowa histeria zdaje się być kolejnym kabaretem mediów złośliwie wymierzonym w przedsiębiorców, rolników, handlarzy i Bóg wie kogo jeszcze. Pamiętam jak kilka lat temu czytałam w Newsweeku o pandemii ptasiej grypy i prognozach zagłady ludzkości w ciągu najbliższych dwóch lat. Ludzkość jakoś się kolebie, ptaki przeszły swoją Shoah.

Jeszcze wcześniej sięgam pamięcią i widzę gąbczaste zapalenie mózgu krajów rozwiniętych, które w histerii zagłady paliły stada krów, pozbawiając przy okazji szansę istnienia tysiące gospodarstw rolnych i Bogu ducha winnych hodowców, w imię bezpieczeństwa, a raczej: w imię funkcjonowania jednego i drugiego wydawcy.

Po drodze wspominam  jakieś świńskie „a psik”,  które podkarmiło koncerny farmaceutyczne oraz przypominam także sezonowe pobekiwania najprzeróżniejszych odmian grypy i zapaleń odzwierzęcych – od pajęczaków po przeżuwacze, przez – jak się okazuje – mniej zorganizowane organizmy, mianowicie: o, takie ogórki.

Nikomu jednak do głowy nie przyjdzie prosta zależność między jego słodkim pupilem a tym, co słodki pupil z siebie wyciska i co po sobie zostawia podczas codziennego spaceru.

Szanowni Państwo, powiem tak. Ja pierdzielę. Ja pierdzielę. Ja pierdzielę!

Mieszkałam 9 lat w Dolnym Wrzeszczu. W ciągu dziewięciu lat mieszkania w Dolnym Wrzeszczu siedemset razy wdepnęłam w gówno psie. Mój syn wdepnął w wyżej wymienione jakieś osiemset pięćdziesiąt razy. Dopóki córka znajdowała się w wózku, zdawała się być bezpieczna, jednak któregoś dnia przywiezione na kołach wózka gówno rozgościło się w całym domu, po którym pełzające niemowlę roztarło owo z wielką pasją i ciekawością. Gdy nauczyło się chodzić i nieporadnie weszło do piaskownicy, natychmiast wyprowadziło wspomniane na dziecięcych sandałkach korekcyjnych (pracownia ortopedyczna w Sopocie, trzydzieści dziewięć dziewięćdziesiąt, piękne, niebieskie z dzwoneczkami). Obuwie zmuszona byłam natychmiast spalić, miotana jednocześnie wściekłością, odrazą i żalem.

Pies sąsiadów z góry, nie mogąc sobie poradzić z dystansem piętro – podwórko, regularnie oddawał mocz na naszej wycieraczce (parter). Co drugi dzień ścierałam z butów, ubrań, zabawek psie odchody i łykałam łzy upokorzenia.

Rozklejanie próśb, gróźb i błagań po klatkach schodowych równało się tak zwanemu ciskaniu grochem o ścianę. Odwoływanie się do rozsądku, kultury, higieny, bezpieczeństwa (i różnych takich) wobec właścicieli psów wywoływało ogólną nerwowość, pukanie się w czoła i wzruszanie ramion. Koniec końców, by ukrócić niesnaski, sąsiedztwo zaopatrzyło się w stado amstafów i tym samym pozamykało nas, średnich entuzjastów e. coli, na amen.

I teraz, kurwa, ogórki. Ogórki! Wiedzą Państwo, gdzie jest eschericha coli? Ja wiem. Studiowałam ten temat na Akademii Rolniczo Technicznej. Naprawdę nie trzeba jej szukać w Niemczech. Ona jest zaskakująco blisko nas.

5 comments

  1. marsilka

    Ale mnie Pani ubawiła, tym tekstem o społeczeństwie hipokrytów z jeźdźcem Apokalipsy we własnej kiszce 😉

    • Sylwia Kubryńska

      cieszę się, gdy mogę kogoś ubawić, choćby w obliczu zagrożenia śmiertelnego ataku ogórków

  2. bratzacieszyciela

    a DDT? miliony dzieci gina na malarie w Afryce, bo jakies dupki wymyslily, ze jak sie najtanszy, ogolnodostepny i skuteczny srodek dostanie do ekoobiegu to zapewne, kto wie, czy moze, prawdopodobnie, jak sie go zje w sladowej ilosci w rybie czy ptaku, to istnieje niebezpieczenstwo niewiadomoczego. A ze male afrykanskie dzieci nie beda duza grupa nacisku, zwlaszcza jak wygina za mlodu, to ryzyko podpadniecia wyborcom nie jest na tyle duze, zeby je brac pod uwage.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s