ADHD, czyli ramiona mieszadła chaosu

Mam w biurze lodówkę. Podczas przerwy w pracy wyskakuję do sklepu po śniadanie, a tam się rozpędzam. Kupuję wędlinę, ogórki kiszone, ser, mięso na obiad. Kilogram sernika. Warzywa. Wkładam to do lodówki, a po skończonej pracy jadę do domu. Nigdy nie udało mi się pamiętać o zabraniu zakupów.

Kilka torebek. W różnych kolorach, do butów, do płaszcza. W każdej z nich stajnia Augiasza. Dokumenty, które wędrują z jednej do drugiej i tracą po drodze swoją liczebność. Podczas kontroli, w banku, na poczcie, w urzędzie skarbowym – znajduję już tylko świstki z parkometrów, paragony po zostawionych w firmowej lodówce ogórkach.

Rachunki to elementy gwiazdozbioru Kasjopei. Rzecz nieosiągalna, zbyt rozpędzona, zmienna, obrotowa. Niemożliwa do okiełznania. Przyzwyczajam się więc do wiecznie odłączonego telefonu, braku prądu, wezwań do zapłaty. Wezwania zresztą łatwo gubię, tak samo łatwo o nich zapominam.

Proces. Systematyczność. Planowanie. To hasła, których znaczenie znam czysto teoretycznie. Pamięć? Owszem, Pchłę Szachrajkę wyrecytuję z pamięci, choć nauczyłam się tego wiersza w wieku dwóch lat. Ale nazwisko szefowej? Imię sąsiadki? Data urodzin przyjaciółki? Weź, choćby się powieś.

Dom. Poplątane elementy, niedokończone wnętrza, migracja sprzętów. Nic nie ma swojego miejsca, wszystko, wraz z myślą Heraklita, płynie.

Kalendarz? Notatnik? Miałam go kiedyś, zostawiłam w Niemczech. Kupiłam drugi, trzeci, nagle notatniki zaczęły pączkować, ten z Niemiec wrócił, a tu pojawił się jeszcze jeden i kolejny w prezencie, na urodziny, na gwiazdkę. Zadania, kontakty, terminy rozsypały się po notatnikach, by wreszcie zniknąć przez przypadek, nieuwagę, w stosie nigdy nieodzyskanej makulatury.

Samochód? Na desce rozdzielczej świecą tajemnicze ikonki. Jest ich podejrzanie dużo. Nie wiem, co znaczają. Ostatnio wymyśliłam, że zalepię je wszystkie czarną taśmą klejącą, bo mnie ostatecznie denerwują. O myciu auta już pisałam, nic się w tej kwestii nie zmieniło. O tankowaniu i wędrówkach z kanistrem – też. Samochód służy mi do osiągnięcia celu, poruszam się więc nim często i zawsze w ogromnym pośpiechu. Jednak sam w sobie, jako przedmiot, raczej mnie nuży. Pozostawiona więc w korkach, zamknięta w tej nużącej przestrzeni – zwykle nabieram przekonania, że oto właśnie wybiła moja ostatnia minuta, bo ani jednej więcej w tych okolicznościach – nie przeżyję.

Poszukiwania? Od zarania pamięci trwam w panicznej, gorączkowej akcji poszukiwawczej absolutnie wszystkiego. Szukam kluczy, torby, zeszytu, notatnika, długopisu, telefonu, samochodu… Jedyna rzecz, której nie muszę szukać, bo ją już jako dziecko znalazłam, to sens życia. Dobre i to.

Relacje międzyludzkie? Wczoraj rozmawiałam z prezydentem Sopotu. Zostałam mu przedstawiona przez redaktora Gazety, potem dołączył całujący po rękach Jan Nowicki. Gadaliśmy przez jakiś kwadrans, a rozmowa dotyczyła właściwie jednego tematu: mojej książki. Perorowałam więc, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy to ma sens, że nawijam o sobie jakimś obcym facetom? Dwie godziny później dowiedziałam się, z kim miałam przyjemność. Nowicki – owszem, twarz jakaś znajoma, ale ten prezydent? Weź, choćby się powieś.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s