13.05.2011 Nie dla idiotów

Biorąc pod uwagę różne za i przeciw, właściwe większość przeciw i nic za – postanowiłam kupić sobie  laptopa. Mało tego. Postanowiłam kupić sobie laptopa uchodzącego za szczyt sodziarstwa. Postanowiłam wydać na niego równowartość czternastu milionów Last Minute, mianowicie, uwaga, postanowiłam kupić sobie Macintosha.

He, he.

Proszę nie regulować komputerów. Proszę też nie przysyłać mi pouczeń, że niby Macintoshów nie ma w Biedronce. Może i nie ma, ale za to są na świecie takie cudowne zjawiska jak zdolność kredytowa. I, ku mojemu zdumieniu okazało się, że ja coś takiego posiadam.

Pomyślałam raz się żyje. Pojadę po bandzie. Kupię sobie coś ekskluzywnego za kupę forsy, coś na co przecież zasłużyłam, bo jestem tego warta. Wprawdzie są jakieś szpanerskie VAIO za pół ceny, ale nie dla mnie substytuty, nie dla mnie erzace, nie będę się rozdrabniać, idę na całość. Poszłam.

W pierwszym sklepie wybrany przeze mnie model był ostatni, z wystawy i podrapany. Ani grosza w dół, bo to Macintosh. Z Macintoshami w ogóle jest tak, proszę Państwa, że taki Macintosh nie tanieje, nawet jeśli właśnie zjadły go myszy. Nauczyłam się tej mądrości podczas procesu zakupu, więc się dzielę.

Idę dalej. W drugim sklepie mówią, że kwit o zarobkach jest niekompletnie wypełniony. Czegoś tam brakuje, coś muszę donieść. Ja o dziale księgowości swojej firmy już pisałam, nie będę wracać do tego koszmaru, więc uciekam do trzeciego sklepu, w którym kwit okaże się kompletny. Wkrótce okazuje się, że niestety, takiego sklepu nie ma na świecie.

Dzień drugi. Księgowa uzupełnia kwit, wracam na miejsce porażki z odsieczą. Lecę od razu stęskniona na dział z Macintoshami, a tam niespodzianka: mojego modelu już nie ma. Jest za to o, bagatela, jeden tysiąc droższy.

Liczę lata, w których będę spłacać to cudo, w zamyśleniu błąkam się po wielkim Media Markt i przypadkiem trafiam między lodówki. Staję, przyglądam się tym wielkim maszynom. Każda przypomina statek kosmiczny, luksusowo wyposażoną kapsułę odporną na ogień atmosfery. Dotykam drzwi jednej z nich, słyszę przyjazne „klik” i automatycznie otwiera się sezam cywilizacji. Szereg lśniących szuflad, systemów chłodzących, przegródek, szufladek… O kostkarce do lodu, znaczy – do drinków i innych uciechach nie wspomnę. Zamrażarka wielkości mojego Punto – oczywiście osobno, komputerowe sterowanie temperatury, komputerowe sterowanie dobrym samopoczuciem, komputerowe sterowanie każdym porankiem, gdy – już widzę oczami wyobraźni –leniwie zaspana w śnieżnobiałym szlafroku snuję się po mojej europejskiej kuchni, „klik” otwieram moją kosmiczną lodówkę i wyjmuję z niej otoczony poświatą świeżości koktajl porzeczkowy.

Teraz następuje zwrot akcji. Patrzę trzeźwo na cenę kapsuły: jest o połowę mniejsza niż cena podrapanego Macintosha wielkości notesu Diddle. Błyskawiczna myśl: „pierdolę”. Kupię Acera z ekspozycji bez klawisza F8 (ktoś przechodząc urwał) i taką lodówkę. Jeszcze mi na blender zostanie.

Nie kupiłam lodówki. Nie kupiłam blendera. Wyciułałam tysiąc sto na Acera bez klawisza (i bez kredytu!) i to wszystko na ten temat. Może są tacy, co uważają, że nie umiem szastać pieniędzmi, ale nikt mi nie zarzuci, że nie próbuję.

 

One comment

  1. Pingback: 19.10.2011 Jaja to zdwojone ja | Sylwia Kubryńska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s