02.05.2011 Blondynka z Youtube przynajmniej jest do przodu

Czytałam jakiś czas temu historię podboju poczty polskiej przez kolegę poetę. Każdy ma swoje słabości. Mikołaj na przykład wpada w popłoch na myśl o urzędzie skarbowym. Poeta, jak wspomniałam, mdleje na widok poczty. Są tacy, co nie cierpią słowa ZUS. Dentysta. Przychodnia rejonowa.  Jeszcze inni unikają szkoły.

Ja mam problem z myciem auta. Już nieraz chwytałam za węża ogrodowego i zachlapując sobie pantofle, pończochy, sukienkę, fryzurę, zmagałam się w godzinnym znoju. Mokra do ostatniej nitki wsiadałam zrezygnowana do samochodu z niemiłosiernie rozmazanym brudem na karoserii. Owszem, dwie przecznice dalej mam myjnię. Ale tak: facet bierze trzydziestaka. Nie pamiętam, żebym miała kiedykolwiek tyle pieniędzy. Dalej. Samochód trzeba porzucić na co najmniej pół godziny, bo facet  jest skrupulatny. Nie pamiętam, żebym miała kiedykolwiek wolne pół godziny. Tym bardziej, że właśnie straciłam godzinę! I ostatni, nieprzekraczalny mur: kolejka. Tam jest zawsze jakaś kolejka. I tu rozumiem kolegę poetę, oj rozumiem. Fakt, na stacjach benzynowych (nienawidzę stacji benzynowych!*) są jeszcze myjnie automatyczne, z takimi wielkimi przerażającymi szczotkami, które na sto procent urywają lusterka. Nie ma głupich.

Koniec końców jeżdżę uświnionym do ostatniego milimetra kwadratowego wozem rumuńskim i staram się o tym nie myśleć. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Koleżanka z pracy miała mnie zabrać na jubel dwie wsie dalej. Ale, mówi, musi po drodze zajechać na myjnię. Mnie się automatycznie robi słabo. W dodatku, patrzę, samochód lustro. Zaczynam więc w panice wybijać jej z głowy ten plan, ale ona uparta, jedzie, nie słucha.  I patrzcie państwo, co się dzieje. Dwudziesty pierwszy wiek. Ameryka. Dziewczyna elegancko wychodzi z auta, podchodzi pewnym krokiem do automatu, bierze do ręki pistolet na wodę, pstryk, rzuca monetę i szszsz… karcher wypuszcza komputerowo precyzyjny strumień wprost na karoserię, przy czym oszczędza buty, pończochy (albo rajstopy, ja tam nie wiem), sukienkę, fryzurę. Dwie minuty i samochód lustro.

-Ile tam wrzuciłaś? – pytam porażona szacunkiem, gdy ona rzuca niedbale: dwa złote. Dwa złote!  Jadę. Jutro, pojutrze, jadę tam. Biorę swoją paskudę i doprowadzam do lśnienia. Do boskiej nieskazitelności. Do wielkoświatowego lansu idealnie wypacykowanej bryki. Już czuję ten powiew świeżości, już widzę ten błysk felg, ten sznyt wydobytego spod kurzu logo: FIAT PUNTO.

Mijają tygodnie. Codziennie myślę o myciu samochodu. Przełamuję strach przed komputerową maszyną pożerającą dwa złote oraz lęk przed nieradzeniem sobie z takimi maszynami. Precyzuję plan.  Czekam na dogodną chwilę. Wciąż jestem przeraźliwie zajęta i najnormalniej w świecie nie mam czasu. Ale wiem, że przekroczyłam już pewną barierę, psychiczną zaporę i że to tylko kwestia czasu (wolnego), bym się tam pojawiła.

Tego ranka, jak co dzień,  wpadam spóźniona do pracy, siadam rozdygotana do komputera, włączam i… nic. Puste oko monitora patrzy na mnie ślepo, głuchy telefon milczy znacząco. Zaglądam do pokoju sąsiedniego – sytuacja analogiczna. Przerwany obwód w całym biurowcu. Nie ma prądu, awaria.

Mam wolne.

Siedzę jeszcze jakieś trzy minuty, z niedowierzaniem przyglądam się zatrzymanemu światu i liczę w myślach monety na dnie kieszeni płaszcza. Gdy nagle pojmuję jaskrawą oczywistość: dziś jest ten dzień.

Dzień przeobrażenia  wiecznie zafajdanego wypierdka w limuzynę żony Holywood. Odklejam się od truchła komputera, biorę kluczyki i, w imię Ojca i Syna, jadę zmierzyć się z karcherem.

Myjnia jest niedaleko. W tym samym mieście.  W tym samym obwodzie elektrycznym. A człowiek się całe życie uczy. Że, na przykład, woda jest na prąd.

————————————————————————————————

*Stacje benzynowe wywołują we mnie podobną niechęć, kasują koszmarne sumy i trzeba stać w kolejkach. Jednak moje próby przeskoczenia problemu i udawanie, że go nie ma, skończyły się już kilkakrotnie drałowaniem z kanistrem na dość złośliwie dobranych przez los dystansach.

5 comments

  1. Dominika

    Radze Ci, jak pieszy kierowcy- przesiadz sie na nogi 😉
    Spojrz, ile korzysci:
    1. Oszczedzasz na benzynie, ktora niedlugo bedzie kosztowac tyle, ile cukier (o ile juz nie kosztuje, nie znam cen benzyny 😛 )
    2. Nie bedziesz sie uzerala z myciem samochodu oraz ze stacjami benzynowymi (idac do pracy przechodze przez jedna- jestem troche dziwna i lubie zapach paliwa)
    3. Stracisz kalorie (hmmm… moje sie nie stracily, ale przeciez to nie znaczy, ze Twoje beda inne. U mnie po prostu czekoladowe muffinki odgrywaja dosc duza role w zyciu).

    • Sylwia Kubryńska

      Jakiś czas temu się organizowałam niesamochodowo czego dowodem jest wpis NIEWIDZIALNA. Jakoś sprzed roku. Wnioski do rozważenia:) PS. Słodyczy nie jadam, ale szanuję. Mufinki mają u mnie plus za nazwę. Zwłaszcza czekoladowe. To takie mało polityczne Murzynki:D

  2. bratzacieszyciela

    ja myje samochod tylko wtedy, gdy chce sie odprezyc. potrafie nie myc pol roku, a na gruntowej mieszkam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s