29.04.2011 Do Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku

Wstaję o szóstej rano nieprzytomna i w pół godziny organizuję życie dziecku, sobie i kotu. Nakreślam cele i zadania na najbliższą wieczność, mając na głowie pierdoły typu tankowanie samochodu, korek, bankomat, kanapki, listę obecności, szkolenia, chuje muje dzikie węże.

O dziewiątej rano wychodzę ze studia prosto w napięty jak struna grafik nowych zadań. Wymieniam w pamięci terminy i spotkania, nie zdążę – myślę w panice i biegnę przez starówkę gdańską. I już, kurwa, czuję co się dzieje z moimi stopami w nowych wiosennych pantoflach. A to dopiero początek. Dzień się skończy na drugim archipelagu Trójmiasta około dwudziestej trzeciej i za diabła nie ma szans, by w tzw. międzyczasie zamienić te damskie narzędzie tortur na trampki.

O dziesiątej mam być w jakimś pieprzonym NOT-cie, sala G, drugie piętro. Gdzie jest pieprzony NOT? Szukam parkometru i błądzę i słabnę i klnę i znów panikuję, gdy nagle wpadam na Znajomego. Tu jest NOT, wyjaśnia spokojnie i dodaje: „A tu kawiarnia”.

Nagle, jakimś cudem niepojętym, czas się zatrzymuje. Na ulicy wyrasta stolik, na stoliku wysoka szklanka z koktajlem porzeczkowym. Z moich stóp zsuwają się pantofle. Sytuacja równie zaskakująca, co przyjemna. Świadomość, że powinnam być w butach, w dodatku w budynku NOT, ściśle w Sali G, unosi się jak mgła topniejąca gwałtownie w wiosennym słońcu. Poczucie obowiązku i punktualności tonie i rozpuszcza się w koktajlu porzeczkowym jak łyżeczka cukru. Oba procesy są nieodwracalne. Przynajmniej przez najbliższą wieczność.

Ja się, szanowni Państwo, nie napatoczyłam Znajomemu. Nie szukałam żadnego pretekstu. Ale skoro Niebo zrzuciło taki los, to co? Miałabym ten bajeczny ciemnofioletowy boski nektar, ten jedyny promień wśród kieratu dnia codziennego, tę chwilę lewitacji – zamienić na nędzny kwit za parkowanie?

3 comments

  1. Dominika

    ROzumiem Cie w zupelnosci. Co nas dzisiaj charakteryzuje- pogon za codziennoscia.
    Co roku jezdze do Dziadka na stadnine. Robie to z nieukrywana przyjemnoscia, poniewaz tam czuje ulge. Wioska jest tak mala, ze nawet sklepu nie ma, tylko trzeba podjechac autem trzy kilometry, zeby zrobic zakupy. Jest spokoj, cisza, brak zasiegu, wiec nikt nie truje dpya natarczywymi SMSami typu „Wroc, potrzebujemy cie w pracy”.
    W to lato znow pojade do Dziadka. I znow bede miala spokoj. A potem znowu zderze sie z szara rzeczywistoscia i bedzie to jak walniecie lbem o kamien. Kamien, co ja gadam. Glaz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s