17.03.2011 Poranny survival

Wobec tych wszystkich zagrożeń życia: pandemia AH1N1, AIDS, rak, chmura popromienna z Czernobyla, rozszalałe pojazdy mechaniczne, zatrucie rzek rtęcią, plamy nafty na oceanach, terroryzm islamski, trzęsienia ziemi, tsunami, niszczycielskie meteory – jakże niepozorny wydaje się śniadaniowy rodzynek w tchawicy!

Wczoraj odebrałam pooperacyjne wyniki ze szpitala. Histopatologis diagnosus non złośliwus nowotworus. Ergo: zdrowus totalus. Trzy tygodnie czekałam na ten wyrok, a raczej na – jak się okazało – ułaskawienie. I po to, by następnego dnia o świcie udusić się elementem musli?

Gdy tak charczałam nieprzytomnie z tą garotą na szyi, przez myśl mi przeszedł dość popularny cytat. W odpowiedzi pomyślałam sarkastycznie, że zarówno dzień jak i godzinę właśnie poznałam, mało tego: przepowiedziałam we wczorajszym tekście.

Zdolności prorocze mojego pióra zakwestionował jednak obudzony charczeniem mój syn, który widząc mnie na wpół uduszoną niczym karp wigilijny – intensywnie uderzył najpierw w nierozumną wesołość, a potem – w moje plecy.

Sumując więc bilans zysków (życie) i strat (siniaki na łopatkach), przy okazji pragnę podzielić się nieco bardziej neutralną wiadomością: moja książka od jutra w księgarniach!

13.03.2011 W krzyżowym ogniu pytań*

– Mamo, jaki pająk jest groźniejszy: ptasznik czy tarantula?

– Ptasznik.

– A dlaczego?

– Bo ma silniejszy jad.

– A tarantula ma słaby jad?

– Nie.

– To czemu mówisz, że ptasznik jest groźniejszy?

– Bo ptasznik może zabić.

– A tarantula nie?

– Owszem, tarantula też może zabić.

– To czemu mówisz, że ptasznik jest groźniejszy?

– Bo ptasznik zabija bardziej.

—————————————————————–

*Wg Leksykonu Dzikich Zwierząt: pająk krzyżak może zabić kota. A pająk krzyżak jest dziki jak byk podczas corridy.

10.03.2011 Jest tam kto?

Umówmy się, że jakby ktoś jednak zostawił ślad swojej tu obecności w postaci jakiegokolwiek komentarza (choćby i miażdżącego) – miałabym poczucie większego sensu tudzież stabilności swojej pozycji jako bloger.

Tymczasem  odnoszę wrażenie, że moje słowa są jak pieśń Araba na pustyni, a jedynym ich odbiorcą jest niejaki Allah Akbar. Chyba żeby liczyć skolopendrę olbrzymią.

09.03.2011 Z kroniki Akademii Rolniczej. No i że wiosna

Czy wiedzą Państwo co to jest dziwadełko? Pomijając oczywiście Kiwaczka? Otóż dziwadełko jest to pierwsze stadium larwalne motylicy wątrobowej.  Powiedziałam to podczas wywodu na egzaminie z zoologii, gdy profesor ornitolog Mackiewicz przerwał:

– Sylwia, jasny gwint, skąd ty to wiesz?!

Wiedziałam, bo najzwyczajniej w świecie obryłam się z tej motylicy. Niezwykle rzadko zdarzało mi się podczas mojej edukacji obryć z czegokolwiek. Nie pojmuje więc, czemu ów zaszczyt spotkał akurat tę kuriozalną przywrę.

Wracając do egzaminu. Słowa wypowiedziane przez profesora ornitologa poczytałam sobie jako zwycięstwo, które niebawem przekuje się w bardzo dobrą ocenę w indeksie. Nic bardziej mylnego. Profesor ornitolog, jak sama nazwa wskazuje był, jasny gwint, ornitologiem. Opętanym bez pamięci swoją pasją. W zamian za moje dziwadełko wyjął więc spod biurka magnetofon o jakże wymownej nazwie WILGA, z którego w ciszę gabinetu wyleciały ptasie trele.

– I kto to, jasny gwint, śpiewa? – spytał, słusznie oczekując kapitulacji. Moja bardzo dobra ocena natychmiast pofrunęła w nigdy nieodnalezioną dal. Okazało się, że w klasyfikacji gatunków ornitologa Mackiewicza motylica wątrobowa zajmuje dość parchate miejsce.

Naukę z tego egzaminu wyniosłam taką: zaniechać w swoim życiu pomysłów na obrycie się z czegokolwiek. A jeśli się kiedyś pojawi na rynku płyta z trelami – zakupić i posłuchać.

I właśnie to się stało. Kupiłam Atlas Ptaków Polski. Do atlasu dołączona jest płyta. Od wczoraj słucham ptasiego śpiewu.

Ale bym teraz, jasny gwint, piątkę wyrwała.

08.03.2011 Dzień Kobiet

Wrócił, wrócił, wrócił!

Przyniósł upragnioną oliwę z Biedronki. Znaczy z oliwek. Ale i tak z Biedronki.

Swoją drogą czuję się już ambasadorem tej marki. Za to co zrobiłam dla tego koncernu powinnam otrzymać dożywotnią zniżkę na tatara z Morlin. I rzecz jasna, ogórkowy szampon. Ale do rzeczy.

Oliwa z Biedronki za 9.90, w szklanej butelce udekorowanej czerwoną kokardą stoi w stoickim spokoju na drewnianych schodach przed moim domem. Gdy nagle z impetem otwierają się drzwi, z których wybiegam spóźniona do pracy ja i roztrzaskując ozdobioną butelkę, impregnuję schody efektem pierwszego tłoczenia, a klnę przy tym jak mój brat Whisky.

Tak się zaczyna 8 marca AD 2011.

Nie mam ŻADNYCH życzeń!

06.03.2011 Kiedy koniec żygania jak już piana leci?

To rozpaczliwe pytanie wykwitło mi w statystykach jako jedna z fraz wpisanych do wyszukiwarki, która zawiodła nękanego na mój bezradny wobec tych potwornych męczarni blog.

Bagatelizując błąd ortograficzny, pochyliłam się z troską nad problemem. Bo problem jest przecież poważny. Sama niedawno tkwiłam w imadle zarazy, tocząc pianę, właśnie dzięki której najprawdopodobniej wędrowny internauta zawitał pod mój adres. A skoro tu trafił, zrobię co w mojej mocy, by go pocieszyć.

Nieszczęsny, skręcony torsjami internauto!

Sam sobie odpowiedziałeś na swoje pytanie. To pytanie, mimo pozornej, niby ponurej wymowy niesie ze sobą blask nadziei, niczym żagiew w mroku. Otóż zwróć uwagę, że wśród zbolałych słów – jak nieśmiały przebiśnieg – wyrosło jasne i młodzieńczo zniecierpliwione słówko JUŻ. A słówko to kojarzy się przecież z rychłą zmianą. Jak więc JUŻ piana leci, to JUŻ zaraz koniec „żygania”. Jestem pewna. Nie ma innej opcji. Ulga jest blisko.

Lepiej? Ba. Nic tak nie pomaga jak terapia przez internet. Polecam się na przyszłość.