18.03.2011 Dzień Karwowskiego

Czyli dzień, w którym twoje zdjęcie ukazuje się w gazecie. Bogu ducha winny inżynier pojawia się na pierwszej stronie Trybuny Ludu jako bohaterski budowniczy Trasy Łazienkowskiej i tu się zaczynają prawdziwe schody. W pracy dyrektor sugeruje, że Karwowskiemu woda sodowa uderzyła do głowy i na wszelki wypadek łaje go jak gówniarza. W domu radiowcy zakładają ówczesnego „Big Brothera”, żona mu kompletnie fiksuje, a dzieciak zbiera sześć dwój za jednym zamachem. W dodatku przyjaciel składa mu gratulacje przez telefon i łączy z byłą kochanką, akurat gdy wszystko się nagrywa. Jeden krótki epizod w prasie. Gorzki smak sławy.

Dziś w trójmiejskiej Gazecie Wyborczej na stronach zwanych potocznie „Śledziem” ukazała się z kolei moja historia. I owszem, moje zdjęcie. Artykuł nosi tytuł „Być jak Charles Bukowski” i opowiada o wyboistej drodze człowieka piszącego. Na razie nie spadły na mnie apokaliptyczne gromy, ale nie chwal dnia przed zachodem, matka mawiali.

Na wszelki wypadek kupię sobie śledzia. I Wyborową.

http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,9283427,Jak_napisalam_i_wydalam_ksiazke.html

10 comments

  1. Krzyk

    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem artykuł w „Śledziu” o Twoich zmaganiach z wydaniem pierwszej książki. Przypomniał mi moje boje z wydawnictwami, liczne wyjazdy na umówione rozmowy, które były toczone w stylu „jak pozbyć się natręta”. Aż wreszcie sukces. W roku 1999 jedno z warszawskich wydawnictw zdecydowało się zaryzykować nakładem 3 tysiący egzemplarzy. Dzisiaj mam na swoim koncie 6 książek wydanych przez 4 wydawców, z których dwie miały dodruki i dwie zostały przetłumaczone na języki angielski i niemiecki. Nigdy się nie poddawaj. Rób swoje z wielką konsekwencją, to przyjdzie czas na plony. A Twoją pierwszą książkę kupię. Serdecznie pozdrawiam.

  2. Dominika

    Przeczytalam ww artykul i dlatego zajrzalam na Twojego bloga 🙂
    Mam podobne rozterki, choc jeszcze nie ruszylam szumnie do wydawnictwa, zeby opublikowac moje wypociny. Ale jesli chozi o wydawanie ksiazek, to polecam wydawnictwo My Book 🙂 Dzialaja sprawanie i pewnie, choc oczywiscie koszty trzeba poniesc samemu. Chce tam pewnego dnia wydac swoja pierwsza powiesc, ale w glowie oczywiscie mam full sprzecznych mysli, czy to sie wogle nada do czytania.
    Czesc wiec opublikowalam w na stronce http://www.publixo.com gdzie oceniaja i pisza internauci. Jak na razie nawet spotkalam sie z przyjazna ocena. Oczywiscie schody zaczna sie pozniej. Mam jednak wrazenie, gdy czytalam artykul o Tobie w dzisiejszej Gazecie, ze pisze zupelnie inaczej niz ludzie, ktorzy juz wydali czesc swoich ksiazek. Nie chodzi mi tu o styl pisarski, choc ten juz mam moim zdaniem odrobine wyrobiony, ale o tym, jak sie do tego zabieram i kiedy to robie 🙂
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. Henry Rackham

    Przeczytałem artykuł w GW i z tej przyczyny tutaj trafiłem.
    Tekst jest, mimo wszystko pocieszający. Życzę powodzenia. Obiecuję 🙂 że przeczytam książkę i swoimi wrażeniami podzielę się na Pani blogu.
    Sam piszę do szuflady nie myśląc o wydaniu swojej grafomanii. Traktuję to jako hobby – coś na kształt zbierania znaczków. 🙂
    Pozdrawiam i jeszcze raz życzę powodzenia

  4. kazamuko

    Witam. Miałyśmy przyjemność się spotkać. Gratuluje wytrwałości i odwagi w tematyce :-). 29 marca mamy spotkanie w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki w moim mieście, ale przyjadę na Mariacką :-). Życie jest sztuką wyborów. Do zobaczenia
    Beata Kozłowska autorka „Na krawędzi marzeń”
    btw artykuł w gazecie bardzo fajny, opowiadanie też… tak trzymaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s