17.03.2011 Poranny survival

Wobec tych wszystkich zagrożeń życia: pandemia AH1N1, AIDS, rak, chmura popromienna z Czernobyla, rozszalałe pojazdy mechaniczne, zatrucie rzek rtęcią, plamy nafty na oceanach, terroryzm islamski, trzęsienia ziemi, tsunami, niszczycielskie meteory – jakże niepozorny wydaje się śniadaniowy rodzynek w tchawicy!

Wczoraj odebrałam pooperacyjne wyniki ze szpitala. Histopatologis diagnosus non złośliwus nowotworus. Ergo: zdrowus totalus. Trzy tygodnie czekałam na ten wyrok, a raczej na – jak się okazało – ułaskawienie. I po to, by następnego dnia o świcie udusić się elementem musli?

Gdy tak charczałam nieprzytomnie z tą garotą na szyi, przez myśl mi przeszedł dość popularny cytat. W odpowiedzi pomyślałam sarkastycznie, że zarówno dzień jak i godzinę właśnie poznałam, mało tego: przepowiedziałam we wczorajszym tekście.

Zdolności prorocze mojego pióra zakwestionował jednak obudzony charczeniem mój syn, który widząc mnie na wpół uduszoną niczym karp wigilijny – intensywnie uderzył najpierw w nierozumną wesołość, a potem – w moje plecy.

Sumując więc bilans zysków (życie) i strat (siniaki na łopatkach), przy okazji pragnę podzielić się nieco bardziej neutralną wiadomością: moja książka od jutra w księgarniach!

10 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s