06.03.2011 Kiedy koniec żygania jak już piana leci?

To rozpaczliwe pytanie wykwitło mi w statystykach jako jedna z fraz wpisanych do wyszukiwarki, która zawiodła nękanego na mój bezradny wobec tych potwornych męczarni blog.

Bagatelizując błąd ortograficzny, pochyliłam się z troską nad problemem. Bo problem jest przecież poważny. Sama niedawno tkwiłam w imadle zarazy, tocząc pianę, właśnie dzięki której najprawdopodobniej wędrowny internauta zawitał pod mój adres. A skoro tu trafił, zrobię co w mojej mocy, by go pocieszyć.

Nieszczęsny, skręcony torsjami internauto!

Sam sobie odpowiedziałeś na swoje pytanie. To pytanie, mimo pozornej, niby ponurej wymowy niesie ze sobą blask nadziei, niczym żagiew w mroku. Otóż zwróć uwagę, że wśród zbolałych słów – jak nieśmiały przebiśnieg – wyrosło jasne i młodzieńczo zniecierpliwione słówko JUŻ. A słówko to kojarzy się przecież z rychłą zmianą. Jak więc JUŻ piana leci, to JUŻ zaraz koniec „żygania”. Jestem pewna. Nie ma innej opcji. Ulga jest blisko.

Lepiej? Ba. Nic tak nie pomaga jak terapia przez internet. Polecam się na przyszłość.

One comment

  1. vertigo

    myślałam, że nie dotrę z balkonu do łóżka. ochota, żeby wymiotować, ale mamy, taty i brat zlecą się do łazienki i będą martwić powieki na resztę nocy. wgłębiam się w przyczynę mojej wylewności treści. może to mdłości od chorych znajomości.?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s