24.02.2011 Najdroższe miejsce na świecie

„Jak barszcz” – napisał Mikołaj, a do listu dołączył żywe łącze z witryną tanich linii lotniczych Wizz Air. Ufnie kliknęłam i dwie sekundy później byłam już niemal spakowana do miasta najsłynniejszego z bajarzy i jego Małej Syrenki, oczywiście – do Kopenhagi.

Świat się skończył – zdążyłam jeszcze pomyśleć klikając kolejne „akceptuj”.  I choć każde kliknięcie osłabiało nieco moją euforię wywołaną początkową ceną biletu, wciąż obracałam się w sferze swoich możliwości finansowych.

Tak przebrnęłam przez zasieki formularzy i szczęśliwie znalazłam się na ostatniej planszy zwieńczonej najtrudniejszym, jak się później okazało, punktem mojej peregrynacji, mianowicie hasłem „kupuj”. Od kołyski mam problem z podejmowaniem takiej decyzji. I zawsze, zanim ją podejmę – rozdzieram  włos na czworo. Tak było i tym razem. Zanim więc wydałam te nieszczęsne, promocyjne sto dwadzieścia złotych na lot do Kopenhagi i z powrotem – zagłębiłam się w topografii miasta, w ofertach sieci hotelowych (a raczej hostelowych), zorientowałam się w planach komunikacji miejskiej, cenach biletów tejże oraz w możliwościach zakupu wyżywienia w niezbyt wyrafinowanych barach, ostatecznie – w lokalnych Biedronkach. Analiza ta pozwoliła mi zrezygnować z naduszenia ikonki „kupuj” i tym samym NIE WYDAĆ całkiem pokaźnej sumki.

Oszczędzę czytelnikom prezentacji arkuszu kalkulacyjnego, powiem jedynie, że zaniechawszy trzydniowego pobytu w Kopenhadze, jednym błahym NIEKLIKNIĘCIEM jestem do przodu grubo ponad tysiąc złotych.

Nie muszę chyba tłumaczyć, jakie szczęście przepełniło moje zaskoczone serce, gdy taka fortuna spłynęła mi do kieszeni?  Z radości zaczęłam układać plan przepuszczenia tej oszałamiającej kwoty, postanawiając w pierwszej kolejności zakup Sowietskoje Igristoje w osiedlowym markecie, gdy nagle odezwała się we mnie chciwość nadludzkiej natury. Bo, nie oszukujmy się, co tam jakiś tysiąc? W ten sam podstępny sposób, wodząc za nos linie lotnicze, agencje turystyczne, całą masę rozmaitych naiwniaków – mogę zarobić dwa, trzy, nawet osiem tysięcy!

Z makiaweliczną miną wklepałam więc w wyszukiwarkę to egzotyczne hasło…

3 comments

  1. Ulm

    kasa, kasa… a co z ucztą duchową? Kopenhaga, miasto, które ma około 1000 lat. Małe uliczki, klimat, muzea, knajpki, podejrzewam, że także fajni…. Jednym słowem, powinnaś była kliknąć „kupuję”

  2. bratzacieszyciela

    zona do meza: dzis przkeroczylam predkosc, zalapali mnie, ale nie zaplacilam mandatu, wiec kupilam sobie za to nowa torebke

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s