15.02.2011 Ferrero/herring case

Namądralowałam się i mam. Oto są. Pod moimi drzwiami. W małym, szczelnie zamkniętym przeźroczystym wiaderku pozawijane w rolmopsy, pięknie ubarwione na czerwono śledzie po kaszubsku. I nie trzeba być panną Marple, żeby skojarzyć je z wczorajszymi pralinkami.

Otwieram zatem wiaderko i zaczynam się głowić, kto u diabła funduje mi ten koncert życzeń? Swoją drogą mogłam wymyślić coś bardziej wyrafinowanego skoro tak z nieba spada. No trudno, mam za swoje. Śledzie po kaszubsku. I oczywiście ani śladu nadawcy. Oglądam bardzo dokładnie etykietę, na której znajduję tylko logo producenta i jakieś fabryczne info. Żadnych przekazów międzyludzkich, żadnego kodu, wskazówki – nic. I jak na złość nie mam teraz ochoty na żadne śledzie, mam ochotę na cholerne czekoladki, które oddałam już Kiwaczkowi. Czemu ja je oddałam! Być może w którymś z tych glamour-pazłotek, jak w chińskich ciasteczkach – zawarta była myśl, jasny drogowskaz wyprowadzający z labiryntu, w którym się chyba właśnie znajduję. Zaraz zadzwonię do Kiwaczka i powiem, żeby zbadała materiał dowodowy. Ależ skąd! Kiwaczek dawno wtrążoliła wszystko bez namysłu, opakowanie wyrzuciła i tyle z dochodzenia. A więc może ja też tak powinnam? Wtrążolić śledzie, wyrzucić opakowanie i zapomnieć o sprawie?

Dobra, tylko jeszcze jedno: Ożesz w mordę, SKOŃCZYŁA MI SIĘ OLIWA! Z oliwek. Extra virgin….



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s