11.10.2010 Nasza klasa

Znów miałam ten sen. Matematyka.

Matematyka kontra ja. Na dodatek – w negliżu.

Dwa rzędy ławek, czarna tablica. Znajome twarze sprzed lat. Skrzypienie parkietu takie samo jak wtedy, gdy – aby mnie skupiony i podejrzliwy wzrok nauczycielki nie złowił – skrzętnie ukrywałam się za plecami kolegi Mirka. A Mirek, w odróżnieniu ode mnie, zawsze wszystko wiedział doskonale.

Trzymał w górze rękę, i wyrywał się do odpowiedzi, a ja nieruchomiałam jak jaszczurka. Zastygłą, skuloną przepełniała nadzieja, że jeszcze tym razem się uda, że jeszcze nie dziś nastąpi zagłada, jeszcze nie dziś się dowiem jak pusto i głucho w mojej głowie, że chaotycznie poplątane zwoje mojego umysłu tylko fiu bździu, trele morele i duby smalone zdołały przyswoić przez lata nauki.

Łypiąc wokół rejestrowałam panicznie, ilu jest jeszcze mądrzejszych ode mnie uczniów, którzy tę tajemną wiedzę rozumieją, którzy tę czarną magię rozszyfrowali.

I był jeszcze jeden, Krzychu – mózg na tranzystorach, nieomylny jak diabeł rozumiał zawiłości trygonometrii i traktował je jak średniej trudności krzyżówkę. Bawił się moją zmorą, moim koszmarem. Kpił z czarnego szeregu cyfr, igrał włóczniami wykresów.

On i Mirek, i ruda Gośka i Kaśka pryszczata i długowłosy Grzesiek i harcerka Iwona – wszyscy mieli matematyczne umysły, więc patrzyli na mnie z politowaniem, podczas kiedy ja drżałam i truchlałam, marząc jedynie o czapce niewidce.

Napiętą jak cięciwa ciszę przerwał ostry głos. A głos ten – choć miał taki wybór wśród wytrawnych umysłów –  pogardził wystrzelonymi rękami, zapalonymi erudytami, biegłością ich wypowiedzi. Żadnego geniusza trygonometrii nie zaprosił do naukowej debaty wcale. Nie, nie. Nauczycielka już wiedziała, jak się sprawy za chwilę potoczą. Już znała moje niemrawe i fałszywe odpowiedzi, już je komentowała z drwiącym śmiechem.

Gdy wywołała moje nazwisko, długo patrzyła mi w oczy, w których odnalazła bezdenną pustkę i, aby mnie do końca ośmieszyć: – Raz dwa! – przygnała do tablicy.

– I niby gdzie ten przystojniak? – usłyszałam jadowity szept gospodyni klasowej, gdy mijałam ławki.

– Nie mam pojęcia – odpowiedziałam szczerze, ale tak cicho, że ledwo mi wargi drgnęły. Wstyd mnie paraliżował, że taka goła, z głową pustą jak mniszek lekarski, jak na skazanie, ostateczny szafot mojej godności, idę.

– Nie odrobiłaś, panna – nauczycielka dobitnie zaakcentowała ostatnie słowo – nie odrobiłaś pracy domowej? Zadałam przecież na dziś: mąż i dwoje dzieci. A co my tu mamy? Staro – kochana – panieństwo.

– Nie… – jęknęłam, ale ta mi przerwała głośnym trzaskiem linijki o blat biurka.

– Nie pytam przecież o całki! – podniosła głos, a potem, łowiąc wzrok rozbawionych chłopców, śpiewnie dodała: – bo to nie ma sensu.

Klasa ryknęła śmiechem, lecz nauczycielka ponownym trzaskiem linijki uciszyła go i wróciła się do mnie:

– Ale zdjęcia, zdjęcia! Dowody! Gdzie mąż? Gdzie dzieci? Wakacje? Wyjazdy zagraniczne? Samochód? Dom? Gdzie to wszystko? Czy ktoś widział cokolwiek w internecie?

Klasa, niczym smok dwudziestogłowy zaprzeczyła zgodnie.

– A Kowalska ma dwanaście fotografii! Z czego większość – pociechy, jak malowane! Dziecko na kolanach, dziecko na koniku, bujawce, z ojcem, w wózku, proszę! – klasnęła w dłonie.

– A Iwański? O, – pstryknęła palcami – pięknie! Samochód widzę duży, rodzinny, żona, wakacje w Alpach… to rozumiem! Co wy na to? Jakieś komentarze?

I klasa zgodnie z równym zachwytem zapiała:

– Pięknie! Super! Cudownie! Nic a nic się, Iwański, nie zmieniłeś!

– Węgrzynowski: narty z rodziną. Bujak: wigilia z bobasem. Krupińska: Egipt, bliźniaki. A ty?!

Nic już nie próbowałam powiedzieć, bo nic nie wiedziałam. Tak jest, stoję tu z niczym. Nic nie umiem, nie zrobiłam…

– Nikogo ciekawego… Tylko jakiś zbój…

Kobieta machnęła linijką nad głową i spojrzała na klasę, która znów zgodnie ryknęła śmiechem.

– Zbój, ale swój! – Takie jest mądre przysłowie.  Jest cała masa przysłów na ciebie, sieroto. Ale nie mam czasu się bawić w ludową pieśniarkę, więc zbieraj manatki i więcej się nie obdzyndzalaj!

I wcisnęła mi do rąk podręcznik do matematyki z suplementem w postaci zbioru zadań trygonometrycznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s