24.09.2010 Notatnik Pisarza

Próbowałam udawać, że nic się nie stało, że w ogóle mi to nie przeszkadza, że dam radę i nie ma co tam szat drzeć, włosów z głowy rwać. Ale prawda jest taka, i właśnie ją zamierzam tu odsłonić – że od kilku miesięcy jestem odarta, goła i niecała, a wszystko dlatego, że wracałam z Niemiec samolotem.

Z powodu ciągłego oszczędzania, bo – łagodnie mówiąc – się nie  przelewa, zrezygnowałam z opłaty za dodatkowy, a raczej podstawowy bagaż i postawiłam na tak zwany podręczny. W podręcznym umieściłam więc skompaktowane wszystko razem z Notatnikiem Pisarza – bo o nim jest tu mowa.

Z Notatnikiem Pisarza  nie rozstawałam się do tej pory NIGDY, więc zabrałam go również za granicę. I słusznie, wydawało mi się, ale teraz wiem, że niesłusznie.

Bo kiedy wracałam, moje wszystko z podręcznego podejrzanie napęczniało i zaczęło ważyć dwa kilo więcej. Początkowo chciałam machnąć ręką, bo nie uśmiechało mi się rezygnować z czegokolwiek, ani z Kundery, ani z Rushdiego ani tym bardziej z siedmiu numerów Życia na Gorąco, ani z zielonych klapek basenowych marki Kubota, ani z dmuchanego słonia indyjskiego, ani z porcelanowej podkładki pod kubek z krzywą wieżą w Pizie, ani przecież też nie z profilowanej żelowej poduszki, ani z termoforu, ani wreszcie nie z NOTATNIKA PISARZA!

A potem zobaczyłam oczami duszy niemiecką, po zęby umundurowaną celniczkę i zrobiło mi się słabo. Potulnie wyjęłam z podręcznego kilka dupereli, ale wskazówka wagi nawet nie drgnęła. Mogłabym teraz zacząć barwnie opisywać, co tam jeszcze wyjmowałam, gdy waga uparcie pokazywała te dwa zaczarowane kilo za dużo, ale nie umiem pisać, kompletnie sobie z tym nie radzę, od kiedy z rozdartym sercem wyjęłam z walizki Notatnik Pisarza i zostawiłam go w tym mało przyjaznym miejscu, skazałam się na nieskończone miesiące twórczego paraliżu.

Zdaję sobie sprawę, że ten nieodżałowany zeszyt nazwałam nieco na wyrost, bo jaki tam ze mnie pisarz, ale ja tak lubię, jak już wymyślam komuś imię, to z grubej rury, i tak – miałam psa Hektora, miałam też Achillesa, a kot jest Nabuchodonozor.  Człowiek się może dowartościować, że ma z takim towarzystwem do czynienia i tak też było z Notatnikiem Pisarza, który jest, kurde bele, w Niemczech.

Teraz budzę się w nocy i, zamiast jak kiedyś, radośnie zapisywać w leżącym przy łóżku Notatniku Pisarza olśniewające pomysły, wykrzykuję je w mrok zapomnienia, by nigdy ich nie przelać na papier.

Proszę zatem o wyrozumiałość, bo, jak widzicie, nie jest lekko, każdy wpis wykuwam w znoju, błądząc po opustoszałej pamięci i czekając cudu przesyłki pocztowej relacji Neckarzimmern – Banino.

2 comments

  1. jeepwdyzlu

    Co prawda nie jestem pisarzem, ale swój Notatnik też mam a w nim wszystkie Skarby..
    Stąd wiem, że zostawiłabyś na lotnisku wszystko włącznie z bielizną (nie licząc klapek i słonia) – ale NOTATNIK na pewno miałabyś ze sobą…Wykuwanie wpisów w znoju nieźle Ci idzie 🙂
    Kokietka…
    jeep

    • Sylwia Kubryńska

      I tu mnie masz, choć jednej rzeczy jeszcze nie wiesz: jestem całkowicie nieprzewidywalna;) nawet, a może zwłaszcza – dla siebie: Notatnik jest w Niemczech. Szajse…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s